logo

Zamieszki w Libanie

Wtorek, 28 kwietnia 2020 (17:10)
Aktualizacja: Wtorek, 28 kwietnia 2020 (17:23)

Gwałtowne protesty wybuchły we wtorek w libańskim Trypolisie. Demonstracje wywołał upadek narodowej waluty i spowodowany przezeń gwałtowny wzrost cen żywności.

Protestujący podpalali banki, a w wyniku zamieszek, które trwały też poprzedniej nocy, zginąła jedna osoba.

Załamanie funta libańskiego oraz rosnąca inflacja i bezrobocie potęgują trudności w Libanie, który od października przeżywa głęboki kryzys finansowy. Ograniczenia narzucone w celu ograniczenia rozprzestrzeniania się koronawirusa zaostrzyły tylko istniejące problemy gospodarcze.

W nocy z poniedziałku na wtorek protestujący w Trypolisie na północy kraju podpalili kilka banków i pojazd wojskowy. Żołnierze odpowiedzieli strzałami w powietrze, gazem łzawiącym i gumowymi kulami.

Człowiek, który zmarł, to 27-letni Fawaz al-Saman, właściciel warsztatu motocyklowego. We wtorek setki Libańczyków wzięło udział w jego pogrzebie. „Dowództwo armii wyraża głębokie ubolewanie z powodu śmierci męczennika” – przekazało wojsko w oświadczeniu, dodając, że wszczęto dochodzenie w tej sprawie.

We wtorek protestujący podpalili dwa komercyjne banki, rozbili też ich elewacje i kilka bankomatów, co skłoniło armię do ponownego rozmieszczenia się na głównej ulicy handlowej. Dziewięciu protestujących aresztowano.

„Ludzie są bardzo rozgniewani z powodu sytuacji gospodarczej, której doświadczają, i szalonego wzrostu ceny dolara. Siła nabywcza libańskiej [waluty] nie istnieje” – powiedział Samer Diblis, działacz z Trypolisu, cytowany przez Reutera. „Jeśli nie zostanie to rozwiązane za pomocą środków politycznych, sytuacja z pewnością będzie się pogarszać” – podkreślił.

Trypolis, od dawna borykający się z chronicznym ubóstwem i bezrobociem, był miejscem wielkich protestów przeciwko elicie rządzącej Libanem podczas ogólnokrajowych demonstracji, które wybuchły w październiku ubiegłego roku. Fala protestów zmusiła 29 października do rezygnacji rząd premiera Saada Haririego.

Demonstranci oskarżali rządzących o „dojenie kraju” przy pomocy sieci powiązań towarzysko-biznesowych, wskazując, że państwem rządzą ci sami ludzie od czasów wojny domowej z lat 1975-1990.

Od czasu kryzysu w zeszłym roku funt stracił ponad połowę swojej wartości, napędzając inflację w kraju silnie uzależnionym od importu – jak podkreśla Reuters. Libańskie banki były częstym celem protestujących, rozgniewanych m.in. przez zamrożenie depozytów oszczędnościowych.

AB, PAP