Polskie misjonarki z Peru proszą o pomoc
Nad rzeką Napo, jak Filonowicz opowiada radiu „Anioł Beskidów”, jest zaledwie kilkanaście przychodni, które zapewniają opiekę ponad stu wioskom. W samym szpitalu pracują tylko dwie lekarki. Brakuje wszystkiego – żywności, mydła, soli, lekarstw, a najbardziej tlenu, bo bez tlenu walczący o każdy oddech zakażeni pacjenci są bez szans. Atakujący płuca wirus przynosi coraz bardziej tragiczne żniwo.
Siostra tłumaczy, że cena butli z tlenem obecnie wynosi około 3700 soli (ok. 4,5 tys. zł), choć jeszcze niedawno była o połowę niższa. „U nas w szpitalu jest 7 butli z tlenem. Gdy mamy pacjenta w ciężkim stanie, potrzebującego więcej tlenu, jesteśmy w stanie go przetrzymać tylko jedną dobę, a potem musimy przetransportować do Iquitos” – przyznaje. Zaznacza, że z 13 ośrodków zdrowia tylko dwa mają butle z tlenem. Przyznaje, że wcześniejszy zakup koncentratów z tlenem był strzałem w dziesiątkę, jednak z powodu przerw w dostawie elektryczności szpital potrzebuje dziś także generatorów prądu.
Grupa kilku misjonarek z Polski pracujących w peruwiańskim wikariacie San Jose del Amazonas prosi o wsparcie i pomoc dla rdzennych mieszkańców Amazonii. W apelu umieszczonym w serwisie do tworzenia internetowych zbiórek – Pomagam.pl/coviddusidzungle – przypominają, że trzy szpitale w liczącym ponad milion mieszkańców Iquitos przyjmowały do niedawna pacjentów zakażonych wirusem, jednak dziś są już niewydolne. „Ponieważ nie ma już miejsc, zmarło kilkanaścioro lekarzy i pielęgniarek, wielu z nich jest zarażonych, inni ryzykują zdrowiem, a nawet życiem, bo nie mają wystarczających profesjonalnych strojów ochronnych, potrzebnego sprzętu medycznego i lekarstw” – wyjaśniają.
Zdaniem misjonarek najbardziej brakuje butli z tlenem. Ceny tego życiodajnego pierwiastka galopują i zapotrzebowanie jest ogromnie. „Gdy już tlen jest w sprzedaży, to kolejki są nieprawdopodobnie długie; ty w nich stoisz, ale zanim podejdziesz do sprzedawcy, twój bliski czy znajomy już przestał oddychać” – opowiadają, ilustrując dramatyczną sytuację konkretnymi tragediami ludzi, którzy z powodu braku tlenu przegrywają walkę z wirusem.
Jak podkreślają, w regionie, w którym pracują, „nie ma wystarczającego dostępu do tlenu, sprzętu profesjonalnego, brakuje podstawowych leków, takich jak paracetamol, panadol, brakuje środków ochronnych dla służby zdrowia, a także dla ludności”.
„Jesteśmy świadkami bardzo trudnych czasów dla wszystkich, ale może zechcielibyście się podzielić z tymi, którzy od dawna są dotknięci różnymi formami cierpienia i dziś jeszcze dodatkowo z powodu koronawirusa, a niedługo pewnie także z powodu głodu. Razem możemy zapobiec wielu tragediom ludzkim. Razem możemy mieć w tym bardzo szlachetny udział. Niech Bóg Wam błogosławi i wynagrodzi” – wzywają misjonarki: Barbara Dominika Szkatuła z Krakowa, misjonarka świecka, koordynatorka duszpasterstwa Indian w Angoteros nad rzeką Napo; Beata Prusinowska z Rząśnika (woj. mazowieckie), odpowiedzialna za projekt formacji liderów lokalnych na przygranicznej rzece Putumayo; Anna Borkowska z Żyrardowa, ekonom Wikariatu w Centrum Misyjnym w Iquitos; Gabriela Filonowicz z Bielska-Białej, kierownik szpitala i sieci ośrodków zdrowia w Santa Clotilde nad rzeką Napo.
Z oficjalnych informacji wynika, że do 13 maja tylko w regionie Loreto zmarło ponad 800 osób. W Iquitos zarażona jest większość lekarzy i pielęgniarek.
Zbiórka została objęta patronatem Ambasady RP w Peru w ramach akcji polskiego MSZ #Polonia4Neighbours.
AB, PAP

