Jan Krzysztof Ardanowski: Rolnicy są rozgoryczeni
Polska wieś jest rozgoryczona, bo to ona przesądziła o zwycięstwie PiS; a teraz rządzący idą na wojnę z wsią, zmieniając ustawę o ochronie zwierząt i nie konsultując jej z organizacjami rolniczymi – uważa odchodzący minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski.
„Wieś jest rozgoryczona, rozczarowana, szczególnie że kilka miesięcy temu obdarzyła zaufaniem, dając zwycięstwo niewielką przewagą Andrzejowi Dudzie, a kilka miesięcy temu zwycięstwo Prawu i Sprawiedliwości. Ta przewaga w Sejmie to jest w dużej mierze – niektórzy twierdzą, że wyłącznie – dlatego, że polska wieś uwierzyła PiS” – powiedział w mediach Jan Krzysztof Ardanowski. „Nie wiem, jak można zrezygnować z wiernego elektoratu. [rolnicy] mocno się zawiedli tą ustawą” – dodał.
Przyznał, że jego odejście z rządu – na stanowisku ministra zastąpi go Grzegorz Puda – jest związane z nowelą ustawy o ochronie zwierząt, „której nie akceptuje”. Jak dodał, został za głosowanie przeciw ustawie zawieszony w prawach członka PiS, ale – jak przyznał dalej – nie chce z partii odejść. „Nigdzie się nie wybieram z PiS” – zadeklarował Jan Krzysztof Ardanowski. Przyznał, że czuł się odpowiedzialny za rolników i głos wsi jest dla niego ważniejszy niż konsekwencje, jakie zapowiedziało PiS dla członków, którzy nie będą głosować za ustawą.
„Zachodzę w głowę, jakie były motywy ustawy, która nie była z nikim ze środowiska wiejskiego konsultowana, a przecież ich bezpośrednio dotyczy. Z żadną organizacją rolniczą” – zauważył minister. Wyraził nadzieję, że zapisy przyjętej 18 września przez Sejm nowelizacji zostaną w Senacie poprawione. Jego zdaniem najważniejsze jest to, by przywrócić ubój rytualny zwierząt na eksport, a tłumaczenie, że ubój rytualny ma być możliwy tylko na potrzeby krajowych związków wyznaniowych „jest bałamutne”.
„Jesteśmy największym producentem drobiu w Europie, jednym z największych na świecie. Również w zakresie wołowiny eksportujemy ogromne ilości – 85 proc. wołowiny eksportujemy, z czego 57 proc. to jest wołowina z uboju religijnego i jedyne właściwie rynki, które są realne, to są rynki krajów muzułmańskich i muzułmanie w UE” – podkreślił minister rolnictwa.
Dodał też, że tak naprawdę „nikt nie protestuje w sprawie zwierząt cyrkowych, a z tego próbuje się robić przekaz”.
„Społeczeństwu mówi się, że jest to ustawa o zwierzętach futerkowych, a hodowcy zwierząt przedstawiani są jak jakaś mafia. Oni zajmują się hodowlą od wielu lat i robią to, czego społeczeństwo od nich oczekiwało. Jak się zmieni zapotrzebowanie na futra, to przestaną hodować. Jeżeli nie w Polsce, to będą one produkowane w gorszych warunkach za wschodnią granicą, ale też w UE – raptem 13 krajów na 27 zdecydowało się na zakazy. Większość z nich nie miała żadnych ferm, więc łatwo się likwiduje coś, czego nie ma” – mówił odchodzący minister.
AB, PAP

