logo

Armenia oskarża Azerbejdżan o otwarcie ognia

Wtorek, 6 lipca 2021 (18:41)
Aktualizacja: Wtorek, 6 lipca 2021 (20:55)

Armenia oskarżyła Azerbejdżan o otwarcie ognia w kierunku jej żołnierzy. Według ormiańskiego szefa sztabu wojskowego Samuela Asatrjana jeden z Ormian został lekko ranny.

Asatrjan tłumaczył, że ostrzał miał miejsce w pobliżu wsi Werin Czorja, we wschodniej prowincji Gegarkunik. Teren ten graniczy z rejonem Karwaczar, który siły azerbejdżańskie odbiły jesienią w czasie konfliktu zbrojnego o Górski Karabach. Wcześniej Karwaczar przez trzy dekady był pod kontrolą Erywania.

Baku zaprzeczyło armeńskim informacjom. „Wojska azerbejdżańskie nie otworzyły ognia. Wśród żołnierzy [azerbejdżańskich] nie było żadnych obrażeń. Mógł to być incydent między żołnierzami ormiańskimi” – napisało w oświadczeniu ministerstwo obrony Azerbejdżanu.

W ostatnich miesiącach kilka razy doszło do eskalacji napięć między obydwoma krajami, mimo iż strony obowiązuje zawieszenie broni. Głównie Erywań oskarżył siły azerskie o próby przejęcia kontroli nad nowymi terytoriami.

Pod koniec maja sześciu żołnierzy ormiańskich zostało schwytanych przez wojska Azerbejdżanu w dystrykcie Gegarkunik. Kilka dni wcześniej armeński żołnierz zginął w starciu zbrojnym z azerskimi żołnierzami.

Ostatni konflikt zbrojny między Armenią a Azerbejdżanem rozpoczął się we wrześniu 2020 roku, gdy Baku podjęło próbę odzyskania kontroli nad Górskim Karabachem – separatystycznym regionem, de iure będącym częścią Azerbejdżanu, a od połowy lat 90. XX wieku kontrolowanym przez Ormian.

Po sześciu tygodniach walk, w trakcie których Azerowie uzyskali znaczną przewagę i zdobycze terytorialne, w nocy z 9 na 10 listopada podpisano trójstronne (Armenia, Azerbejdżan oraz Rosja jako gwarant) porozumienie o zawieszeniu broni.

Na jego mocy do regionu wprowadzono rosyjskie siły pokojowe, które mają tam pozostać przez co najmniej pięć lat. Armenia zobowiązała się do przekazania Azerbejdżanowi zajętych terenów w Górskim Karabachu oraz trzech rejonów przylegających do niego.

APW, PAP