logo

Charków: Ostrzelano pracowników Caritas

Piątek, 10 lutego 2023 (21:48)
Aktualizacja: Sobota, 11 lutego 2023 (09:25)

„Chodzi o to, że żyją, że są cali, że konieczne
do życia organy wewnętrzne nie zostały zniszczone. W tym sensie można powiedzieć, iż Bóg dał im łaskę powtórnych narodzin” – podkreśliła s. Oleksia Pohranyczna, opisując sytuację s. Darii Panast
i grekokatolickiego ks. Witalija Zubaka.

Ranna siostra i kapłan wraz z dwoma innymi osobami, które ucierpiały znacznie mniej, jechali do miejscowości Łypci, aby tamtejsi mieszkańcy mogli się zapisać i prosić
o konkretną pomoc humanitarną.

„Wszystko było dobrze: wyjechali z Charkowa, pomodliwszy się, z Bożym błogosławieństwem.
Na ostatnim punkcie kontrolnym przy wjeździe do Łypci
– wygląda na to, że na nich tam czekano, bo wcześniej nikt nie przejeżdżał, a posterunek stał zwrócony w kierunku Rosji, tak jakby kogoś, kto ma przybyć, wypatrywano
– właśnie dotarł samochód, choć był on biały
z oznaczeniami Caritasu, więc jeśli ktoś patrzył, to widział, iż w środku siedzą cywile, ale niestety stało się to, co się stało. Pocisk wybuchł na pewno przed nimi. Dziękować Bogu, że nie uderzył w samochód, ale eksplozja doszła
od strony pasażera i stąd s. Daria najbardziej ucierpiała. Wszystko to trwało sekundę, nie da się zobaczyć, że zaraz do czegoś dojdzie. To, co siostra pamięta, to kiedy zobaczyła, iż nie ma nikogo w samochodzie, i zrozumiała, iż trzeba się jakoś ratować, coś zrobić. Z jej strony nie było już możliwe wyjść przez drzwi […]. Lewa ręka u niej nie została zraniona, prawa tak, jeszcze była zapięta pasami, ale jakoś wypełzła przez siedzenie na ulicę […].
Też ks. Witalij Zubak miał poranioną głowę z odłamkami
w czaszce i bardzo pokiereszowaną prawą rękę, którą trzymał kierownicę. Następnie dotarli do nich [ukraińscy] żołnierze, udzielając pierwszej pomocy. A potem
po zakończeniu ostrzału jakoś udało się, że karetka zdołała dojechać” – powiedziała s. Pohranyczna.

AB, KAI