logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: arch./ -

Porwani za pokazywanie prawdy

Czwartek, 3 stycznia 2013 (10:23)

Księża Jean Pierre Ndulani, Edmond Kisughu i Anselme Wasukundia porwani w październiku ub.r. w Demokratycznej Republice Konga w dalszym ciągu nie zostali odnalezieni, a ich los wciąż jest niepewny. Pojawiają się informacje, że policja nie wszczęła w sprawie porwania kapłanów żadnego śledztwa.

Uprowadzeni kapłani zostali porwani przez uzbrojonych napastników z klasztoru Mbau (diecezja Butembo-Beni) na wschodzie Demokratycznej Republiki Konga. Uprowadzeni księża są Kongijczykami należącymi do augustiańskiego zgromadzenia asumpcjonistów.

Lokalny Kościół alarmuje – podaje Radio Watykańskie – że policja nie wszczęła żadnego poważnego dochodzenia w ich sprawie. Co więcej, coraz powszechniejsze są opinie mówiące, iż porwania kapłanów dokonano nie dla okupu, lecz w celu zastraszenia miejscowego duchowieństwa, które od dawna jest zaangażowane w obronę praw człowieka i ujawnianie przypadków nadużyć ze strony władz.

Kongijskie duchowieństwo od dawna wskazuje na szereg nieprawidłowości i niewłaściwe traktowanie społeczeństwa przez rządzących. Mówi ono m.in. o nielegalnej eksploatacji zasobów mineralnych czy też „cichym” przyzwoleniu na ingerencję sił zagranicznych na terenie Konga. Warto podkreślić, że duchowni jako jedyni upominają się o najmniejszych, są praktycznie jedynym głosem tych, których prawa są nagminnie łamane.

Powyższy powód, dla którego porwano księży, jest poniekąd potwierdzany faktem – wyjaśnia watykańska rozgłośnia - że do miejscowego biskupa po okup zgłosiło się już wielu rzekomych porywaczy. W chwili, kiedy proszeni byli o przedstawienie jakichkolwiek dowodów świadczących o tym, że porwani księża są w ich rękach, ślad całkowicie po nich zaginął. Wierni oraz kapłani z diecezji Butembo-Beni, gdzie mieści się parafia, w której pracowali trzej kongijscy księża, nieustannie modlą o ich uwolnienie.

Kongijskie społeczeństwo coraz bardziej doświadcza skutków braku jakiegokolwiek autorytetu i bezsilności władzy. W tym afrykańskim kraju od lat nie decyduje prawo. Liczy się posiadana siła. Powoduje to, że trudno w tym regionie ustabilizować stosunki i budować pokój. W Demokratycznej Republice Konga coraz częściej zdarzają się porwania, dlatego miejscowa ludność żyje w coraz większym strachu i obawie o życie swoje i najbliższych.

Największy dramat przeżywa ludność zamieszkująca teren Północnego Kiwu, gdzie od miesięcy ze wzmożoną siłą działają rebelianci, posuwając się do mordów, grabieży i masowych gwałtów. Oprócz hierarchów kongijskiego Kościoła także świeccy katolicy zaapelowali do władz Demokratycznej Republiki Konga, by doprowadzili oni do przywrócenia bezpieczeństwa we wschodnich regionach kraju. Szef stowarzyszenia kongijskich katolików Nicolas Londiringa wskazał w tym kontekście na szczególnie dramatyczną sytuację ludności cywilnej oraz fakt, że ofiarami rebeliantów coraz częściej padają także pracownicy organizacji humanitarnych niosących pomoc na wschodzie Konga.

O porwaniu duchownych informowaliśmy na naszym portalu 21 października 2012 roku w artykule pt. „Uprowadzono trzech księży”.

Izabela Kozłowska

NaszDziennik.pl