Franciszkanin z Libanu: Nie ma już bezpiecznego miejsca
Przy gorącej granicy dzielącej Liban i Izrael, gdzie konflikt jest najbardziej odczuwalny, znajdują się chrześcijańskie wioski, w tym Tyr, który, jak mówi ojciec Toufic Bou Merhi, jest już w zasięgu czołgów. Franciszkanin musiał ewakuować ludność, która po ataku Izraela schroniła się w tamtejszym kościele św. Józefa. „Ludzie są przerażeni, istnieją obawy, że siły izraelskie zajmą te tereny” – mówi zakonnik.
Parafia, którą kieruje ojciec Toufic, znajduje się na pierwszej linii frontu. Dwa lata temu doszło do tak wielkiej eskalacji konfliktu, że franciszkanie zmuszeni byli zamknąć klasztor w Tyrze i ewakuować się z mieszkańcami sąsiednich wiosek. Izraelska rakieta spadła kilkadziesiąt metrów od klasztoru, raniąc dzieci, które schroniły się pod ich opieką.
Na południu Libanu ataki są najintensywniejsze, a czołgi z gwiazdą Dawida wjechały do kraju. „Dzwonią do mnie z wiosek położonych najbliżej granicy. Ludzie są przerażeni. Właśnie otrzymali z Tel Awiwu polecenie ewakuacji z terenów zamieszkanych” – opowiada ojciec Toufic. Należy on do Kustodii Ziemi Świętej i jest proboszczem Libańczyków obrządku łacińskiego na południu kraju. Jak mówi, Izrael wezwał ludność do opuszczenia całego obszaru na południe od rzeki Litani, nie tylko wsi. „Istnieje zagrożenie nalotami i inwazją na całym obszarze” – ostrzega ojciec Toufic, podkreślając, że jest to naprawdę rozległy teren.
AB, KAI

