Premier Ewa Kopacz wyszła z pomysłem, dopłat do pensji osób, które są zatrudnione na etacie i otrzymują pensję minimalną. Z ekonomicznego punktu widzenia to dobry pomysł?
– To jest ekonomiczny nonsens. Obecnie ponosimy konsekwencje tego, że Platforma robiła wszystko, co jej doradzali niekompetentni przedstawiciele tzw. pracodawców, którzy forsowali najniższe płace, umowy śmieciowe i obniżenie kosztów przedsiębiorstwa. Zapomniano przy tym, że to, co jest kosztem przedsiębiorcy, a więc wydatkiem, jest jednocześnie zarobkiem przedsiębiorstwa jako zbiorowości. Stworzono w ten sposób cieplarniane warunki dla kiepskich przedsiębiorców, którzy kosztem niskich wynagrodzeń chcieli rozbudowywać swoje interesy. Dopłacanie z budżetu nie rozwiąże problemu. Niskie płace są problemem strukturalnym. Jeżeli mamy już dopłacać, to dopłacajmy do wychowania dzieci, bo to są pieniądze, które posłużą rodzinie. To co zaproponowała premier, utrwala tylko złą strukturę gospodarczą, więc to nie jest dobry pomysł, który jest także bardzo kosztowny. Wszyscy przedsiębiorcy będą płacić jak najmniej, licząc, że państwo dopłaci resztę.
Trwają negocjacje w Komisji Trójstronnej co do płacy minimalnej. Dlaczego w Polsce prowadzi się dyskusję co do wysokości płacy minimalnej, a nie o obniżeniu podatków?
– Bez wątpienia płaca minimalna musi zostać podniesiona. Żeby państwo mogło się utrzymać, musi pobierać podatki. Jako że większość obywateli uzyskuje dochody, to trzeba je opodatkować, ale trzeba to zrobić w sposób racjonalny. Tam gdzie pieniądze szybko wracają do gospodarki, a więc w przypadku najbiedniejszych, podatki trzeba obniżyć lub znieść. Dzięki temu, że oni wydają, zarobi ktoś inny i wtedy ten ktoś zapłaci podatek. Dlatego postulujemy podniesienie kwoty wolnej od podatku. Podatki powinno się brać od tych, których stać na ich płacenie, bo to nie szkodzi wzrostowi gospodarczemu.
Przedsiębiorcy wysuwają argument, że podwyższenie płacy minimalnej wpłynie na wzrost bezrobocia.
– W pierwszych kolejności chciałbym zwrócić uwagę, że w negocjacjach nie biorą udziału przedsiębiorcy, a tzw. przedstawiciele przedsiębiorców. Są to osoby, które nie poradziły sobie z własnymi biznesami, wobec tego zaczynają doradzać przedsiębiorcom. Są to więc grupy lobbingowe, które żerują na niewiedzy przedsiębiorców. Ale wracając do pytania. To nie spowoduje wzrostu bezrobocia. Efekt będzie przeciwny. Jeżeli ludzie zarobią więcej pieniędzy, to więcej pieniędzy trafi na rynek, a przedsiębiorcy będą mieć większe dochody. Jest to więc chybiony argument.
W roku 2014 państwo w formie parapodatków uzyskało wpływy do budżetu na kwotę 17,4 mld zł. W Polsce jest jakakolwiek dziedzina życia, która by nie była opodatkowana?
– Państwo to, co bierze od społeczeństwa, wydaje. Gdy kwestia dotyczy spłaty pożyczek zagranicznych, to ten pieniądz nie wraca do gospodarki. Jednak w zdecydowanej większości to, co państwo zabiera, to oddaje. Trzeba sobie zadać pytanie, jak państwo ma brać od ludzi, aby realizować swoje cele. Jeżeli skoncentruje się na niewielkiej liczbie źródeł swoich dochodów, to je za bardzo obciąży. Z punktu widzenia racjonalności podatkowej, lepiej obciążenia podatkowe rozłożyć na wiele źródeł. Opodatkowanie „wszystkiego” jest więc racjonalne. Państwo samo w sobie jest słabe. Żeby dobrze funkcjonować, musi umiejętnie gospodarować pieniędzmi.

