Nie 50, a 29 proc. ostatniej płacy wyniosą emerytury Polaków w roku 2060. Tak obliczyła Komisja Europejska. Co ciekawsze, szacunki te uwzględniają podwyższony wiek emerytalny. Co bardziej zatrważające poziom ten jest najgorszy w całej wspólnocie. To pokazuje, jak bardzo system oparty na I i II filarze oraz ZUS i OFE jest niewydolny.
Pieniądze, które były przekazywane przez ZUS do OFE, a następnie inwestowane, nie przyniosły zakładanych zysków. Ponadto koszty funkcjonowania funduszy, w tym zarządzania nimi, są ogromne. Jest to więc przejadanie przyszłych emerytur. Efektywność oszczędzania w OFE jest znikoma. Po wielu latach odkładania emerytura, którą otrzymamy, będzie symboliczna.
Można mieć także dużo zastrzeżeń co do funkcjonowania ZUS. Często rozgrzeszamy tę instytucję, a obwiniamy jedynie OFE. A przecież to ZUS cechuje przerost administracji i duże koszty zarządzania. To nie jest tylko moje opinia, ale wielu osób. Co prawda pracownicy niskiego szczebla zarabiają niewiele i są przeciążeni, ale Zakład traci dużo na kosztach materialnych. Któż z nas nie widział ogromnych szklanych pałaców Zakładu Ubezpieczeń? Wyłożenie posadzki granitem niestety bardzo dużo kosztuje. To wszystko powstaje z pieniędzy odkładających na emerytury Polaków.
Błędem było przejście do systemu opartego na OFE. Inne kraje tego nie uczyniły. Niemcy doszli do wniosku, że ich nie stać na ten system. Z kolei SLD na spółkę z AWS zaaplikowały nam system wzorowany na krajach Ameryki Łacińskiej. Wszelkie głosy sprzeciwu, które wtedy padały, były tłumione. Nie przeanalizowano systemu, jego skutków czy kosztów.
Możemy to śmiało stwierdzić, że straciliśmy wiele lat i teraz trzeba będzie system emerytalny konstruować od nowa. To nie będzie łatwe, ponieważ liczba pracujących w stosunku do tych, którzy będą pobierać emerytury, drastycznie się zmniejsza. W tej sytuacji, kiedy niewiele wpływa do funduszu ubezpieczeń społecznych, a potrzeby są ogromne, to przeprowadzanie reform będzie trudne i bardzo bolesne. Niemniej jednak trzeba coś z tym zrobić.

