logo
logo
zdjęcie

Janusz Szewczak

Jedni zabierali, drudzy dają

Wtorek, 5 lipca 2016 (07:25)

Wicepremier Mateusz Morawiecki przedstawił zarys reformy emerytalnej. Według założeń  otwarte fundusze emerytalne mają zostać zlikwidowane, a zgromadzone na nich 140 miliardów zł ma zostać podzielone.

W 1999 r. mówiłem, że OFE staną się jednym z największych oszust finansowych okresu potransformacyjnego oraz jednym z większych obciążeń budżetowych, które wygenerują gigantyczne długi, liczone na setki miliardów złotych. Mówię to bez satysfakcji, ale to się sprawdziło.

Polaków mamiono, oszukiwano, obiecywano gruszki na wierzbie. Twarzami projektu „II filar OFE” byli prof. Leszek Balcerowicz oraz jego wierny współpracownik Ryszard Petru, dzisiaj lider Nowoczesnej. Opowiadano, jak to Polacy zaczną spędzać emerytury pod palmami. Zgromadzone pieniądze miały być prywatne, a każdy miał tyle dostać, ile odłożył.

Zarzuca się, że Prawo i Sprawiedliwość chce teraz nacjonalizować te pieniądze. Jest to bzdura, bo pieniądze zgromadzone z OFE, w przeciwieństwie do tego, co twierdzili Balcerowicz i Petru, nigdy nie były prywatne! Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 4 listopada 2015 r. stwierdził, że pieniądze zgromadzone z OFE mają charakter podatkowy, więc są publiczne.

Teraz Petru nie może się pogodzić z myślą, że to broniony przez niego Trybunał Konstytucyjny tak zdecydował.

Podczas sobotniego kongresu Prawa i Sprawiedliwości prezes Jarosław Kaczyński stwierdził, że przyszedł już czas, aby „odrzucić szkodnika Balcerowicza” odpowiedzialnego za bardzo kosztowny i absurdalny ekonomicznie projekt OFE.

Twór prof.  Balcerowicza dał zarobić od 17 do 19 mld zł na czysto właścicielom OFE. A są to głównie duże firmy finansowe i banki, często o kapitale zagranicznym. OFE powiększyło dług publiczny o kilkaset miliardów złotych, a kobietom, które jako pierwsze przeszły na emerytury w tym systemie, wypłacił iluzoryczne kwoty, np. 50-90 zł.

Rząd Platformy i PSL cechowało to, że skupił się na zabieraniu Polakom pieniędzy. Teraz nowy rząd chce coś oddać Polakom, przynajmniej cześć tych pieniędzy. Najprawdopodobniej każdy z 16,5 mln uczestników OFE otrzyma średnio 6,3 tys. zł w systemie emerytalnym. Blisko 25 proc. zaoszczędzonych pieniędzy będzie można wypłacić jednorazowo po przejściu na emeryturę. 15 proc. będzie można wypłacić w przypadku stwierdzenia złego stanu zdrowia. 75 proc. szłoby na wypłatę emerytur.

Założono, że 35 mld zł przeznaczone będzie na Fundusz Rezerwy Demograficznej. Pieniądze te byłyby profesjonalnie zarządzane i inwestowane. Od dawna powtarzam, że ZUS powinien być zlikwidowany, a na jego miejsce należałoby powołać Narodowy Fundusz Inwestycyjny, który by pomnażał nasze pieniądze, skupując akcje tanio i głupio wyprzedanych spółek Skarbu Państwa, które mogłyby zarabiać dla przyszłych emerytur.

Dziś system wygląda tak, że w akcjach jest około 106 mld zł, a w akcjach zagranicznych, w które ostatnio masowo inwestują OFE, jest aż 10 mld zł. 7 mld zł jest trzymane w bankach. To jest błędna koncepcja. Pieniądze te leżą martwe i nie pracują, a dają zarobić innym.

Reforma systemu emerytalnego Morawieckiego może okazać się kolejnym wielkim sukcesem rządu, na równi z programem „Rodzina 500+”. To może być realny zastrzyk finansowy dla Polaków. Nie warto go totalnie atakować, lecz wspólnie przedyskutować. 

Janusz Szewczak

Autor jest ekonomistą i posłem Prawa i Sprawiedliwości.

NaszDziennik.pl