logo
logo
zdjęcie

Janusz Szewczak

Kogo zadowoli, a kogo zaboli?

Środa, 3 sierpnia 2016 (05:20)

Zespół ekspertów Kancelarii Prezydenta opracował projekt tzw. ustawy frankowej. Przedstawiona propozycja jest zaskakująca. A to dlatego, że bardzo różni się od pierwotnej idei i poprzednich propozycji legislacyjnych.

Eksperci Kancelarii za sprawę kluczową, na której oparli projekt, uznali spready, czyli przeliczniki walutowe, które stosowały banki. Jest to jednak kwestia bezdyskusyjna. Od samego początku problemów z tzw. kredytami frankowymi powtarzano, że szkody, które ponieśli kredytobiorcy z tytułu spreadów walutowych, powinny zostać zrekompensowane. Na ile je szacowano?

Tu odsłania się kolejna zastanawiająca kwestia. Komisja Nadzoru Finansowego pod wodzą Andrzeja Jakubiaka szacowała nieuczciwe spready na około 12-13 mld zł. Teraz słyszymy, że Kancelaria Prezydenta policzyła, że koszty ich zwrotu wyniosą od 3,5 do 4 mld zł. To zmusza do refleksji i powoduje kolejne pytania.

Zastanawiający jest także limit kwotowego kapitału kredytu, który ma być podstawą dla kredytobiorcy do upomnienia się od banku o zwrot spreadu. Ustalono go na poziomie 350 tys. zł na osobę. A co, jeżeli ktoś miał 410 tys. zł kredytu? Wtedy to rozwiązanie go nie obejmie. Czy tu aby na pewno zachowano konstytucyjną zasadę równości obywateli wobec prawa?

Podczas prezentacji założeń projektu dowiedzieliśmy się, że tylko połowa odsetek ustawowych ma być zwracana. Rodzi się pytanie, dlaczego tylko połowa. Skąd wziął się ten właśnie poziom?

Widać, że twórcy projektu pokładają wielką nadzieję w KNF. Komisja miałaby mobilizować banki poprzez większą skuteczność i bardziej rygorystyczną ocenę przekroczenia progu ryzyka, poprzez tzw. badanie i ocenę nadzorczą (BION). KNF ma być bardziej surowa, jeśli banki nie będą chciały dobrowolnie dogadywać się z klientami. Bazując na własnym doświadczeniu i osiągnięciach obecnej KNF prowadzonej przez Andrzeja Jakubiaka, mogę stwierdzić, że Komisja restrykcyjna i opresyjna była wobec SKOK-ów, a nie wobec banków. Nie spodziewałbym się więc cudownego przemienienia i wsparcia dla tzw. frankowiczów.  

Z pewnością środowiska frankowiczów będą bardzo niezadowolone z tego projektu. Banki i bankierów z kolei rozpiera radość. Widać to po astronomicznym wzroście ich notowań na GPW. Jeżeli cena tzw. banków frankowych rośnie od 13 do 25 proc. w ciągu jednego dnia, to są to niespotykane wielkości! 

Sprawa tzw. kredytów frankowych jest ciągle nierozwiązana, a założenia ustawy ekspertów Pana prezydenta nie przybliżają nas niestety do ostatecznych rozstrzygnięć. Teraz piłka znajdzie się po stronie rządu i parlamentu. Może nie piłka, ale kukułcze jajo… Teraz to ministrowie, posłowie i senatorowie muszą się napocić, aby opracować najlepsze rozwiązanie tej bardzo trudnej sprawy. A tymczasem czekamy więc na pełną treść projektu pana prezydenta i jego zespołu.

Warto przypomnieć, że swój projekt złożył w Sejmie już Kukiz’15. Być może wkrótce pojawią się kolejne projekty rozwiązań ustawowych. Może będą to projekty obywatelskie? Problem z tzw. kredytami walutowymi jest ogromny i niezwykle destrukcyjny, sprawa wymaga szczególnej ostrożności, prawdziwej salomonowej mądrości, ale i dbałości o interes polskich obywateli. Sprawy by nie było, gdyby nie nadmierna chciwość banków i wyjątkowa pobłażliwość oraz opieszałość instytucji nadzoru. I to trzeba będzie mieć na uwadze, opracowując wyjście z pułapki toksycznych produktów bankowych. Pozostaje też droga sądowa. 

Janusz Szewczak

Autor jest ekonomistą i posłem Prawa i Sprawiedliwości.

NaszDziennik.pl