logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Ewa Sądej/ Nasz Dziennik

Euro korzystne jedynie dla silnych gospodarek

Wtorek, 27 lutego 2018 (20:58)

Z Andrzejem Maciejewskim, posłem Ruchu Kukiz’15, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Platforma ponownie sięga po pomysł przyjęcia przez Polskę waluty euro. Czemu ma służyć debata, jaką proponuje Grzegorz Schetyna?

– Ta „wielka merytoryczna narodowa debata” o wprowadzeniu euro w Polsce, jaką proponuje Platforma, to jest pewna ucieczka do przodu tej formacji. Grzegorzowi Schetynie i spółce widać chodziło o zaprezentowanie jakiegoś oryginalnego pomysłu, czegoś, czym tracąca w sondażach formacja mogłaby przykuć uwagę społeczeństwa. Tyle tylko, że nie jest to żadna oryginalna propozycja czy też nowatorski pomysł. Przypomnę, że – jak zapowiadał Donald Tusk – euro w Polsce miało być wprowadzone już w 2011 roku. Ówczesny premier tak wprowadzał nas do strefy euro, że Polska do dzisiaj tam się nie znalazła. I dobrze. Więc to, co dzisiaj proponuje Grzegorz Schetyna, to nic innego jak odgrzewany polityczny kotlet, który – nawiasem mówiąc – już trochę cuchnie. Widać jednak, że na bezrybiu i rak ryba. Dzisiaj Platforma, usiłując utrzymać się na powierzchni, szuka pomysłu na zaistnienie, tyle tylko, że to, co proponuje, jest nieświeże, a sama propozycja nierealna.

W traktacie akcesyjnym zgodziliśmy się, że kiedyś, kiedy euro będzie wychodziło naprzeciw naszym interesom czy je realizowało, to tę walutę przyjmiemy. Czy to jest ten czas?

– Zasadnicze pytanie na dzisiaj brzmi: czy przyjęcie euro jest w interesie Polski czy nie jest? Czy zależy nam na tym, żeby podobnie jak Litwini czy inne kraje, które, owszem, przyjęły euro, ale zakupy głównie towarów spożywczych robią u nas w Polsce, bo w swoim kraju zwyczajnie nie stać ich na to? I trudno się dziwić, bo nie da się porównać gospodarki litewskiej do gospodarki niemieckiej. W tej sytuacji warto policzyć i zauważyć, jak wielkie są dysproporcje między tymi dwoma państwami. Zarobki – tak jak opowiadali mi Litwini i mieszkający tam Polacy, kiedy byłem u nich w kraju – mówią wyraźnie, że tyle się zmieniło po wprowadzeniu waluty euro, że ceny towarów i usług są w euro, ale zarobki są wciąż na starym poziomie. I to jest ta różnica – bardzo odczuwalna w rodzinach i w codziennym życiu ludzi.

Komu zatem służy euro w większości?

– Waluta euro służy przede wszystkim tym, którzy mają wysokie zarobki, które są grubo ponad średnią krajową. Przy tym należy też brać pod uwagę pewne realia polityczne, a mianowicie, że euro nie jest walutą stricte ekonomiczną, ale jest walutą tak naprawdę opartą o politykę. Gdyby bowiem na serio brać euro, to Grecja, Hiszpania czy Włochy już dawno powinny być bankrutami. Nie są tylko dlatego, że euro jest walutą polityczną, która nie ma oparcia w realiach gospodarczych. Inaczej rzecz ujmując, dzisiaj, kiedy ktoś chce nas „ożenić” czy wrobić w euro, zwyczajnie nas oszukuje, bo na euro zarabiają tylko najwięksi, najbogatsi. Natomiast ci najmniejsi zawsze będą holowani, pełniąc rolę dopłacających do tego całego interesu.            

A w wymiarze międzynarodowym?

– W wymiarze międzynarodowym na euro najbardziej korzystają oczywiście największe gospodarki. Dzisiaj w Europie największą gospodarkę mają Niemcy i co do tego nie ma najmniejszej wątpliwości.  

Nie wszystkie kraje Unii Europejskiej – lepiej rozwinięte od nas, jak Wielka Brytania czy Dania, przyjęły wspólną walutę euro…

– Te państwa zwyczajnie pilnowały swoich rodzimych gospodarek i dlatego nie zgodziły na przyjęcie waluty euro. To pokazuje pewien realizm i – jak sądzę – powinniśmy korzystać z doświadczeń większych, mądrych państw, ale nie możemy kierować się instynktem stadnym. Politykę trzeba prowadzić w oparciu o realia tu i teraz, kierując się dobrem nie tylko najbogatszych czy najbardziej przedsiębiorczych Polaków, ale także tych, którzy zarabiają 1450 złotych miesięcznie. Stawki po wprowadzeniu euro bez wątpienia wzrosną, a nie spadną i na nic się zda tłumaczenie, że dzięki temu będzie uproszczona formuła przy wyjazdach za granicę. Przecież dzisiaj nie ma z tym problemu, bo każdy, kto chce wyjechać za granicę, płaci kartą pod warunkiem, że ma na niej środki. Jak zatem widać, to nie jest żaden problem, natomiast problemem jest sytuacja gospodarcza Polski, bo przed nami jeszcze co najmniej dwie dekady nadrabiania zaległości po PRL-u.

Jakie jest Pana zdanie w kwestii euro?

– Powiem krótko: jestem zdecydowanie przeciwny wprowadzaniu euro w Polsce. Realizm polityczny oraz polskie tu i teraz mówi wyraźnie, że nie możemy się zgodzić na przyjęcie euro w Polsce, bo to się nam zwyczajnie nie opłaca.

A co z referendum w tej sprawie?

– Warto zapytać rodaków, co o tym pomyśle sądzą, i co ważne, bądźmy gotowi zaakceptować wolę suwerena. Niestety w Polsce bywa często tak, że stawiane są pytania, ale wola ludzi jest lekceważona. W mojej ocenie suweren ma prawo się wypowiedzieć, zwłaszcza w sprawie tak ważnej dla naszej przyszłości, ważne tylko, żeby głos Polaków został uwzględniony.

Czyli euro, owszem, ale dopiero w momencie, kiedy będzie elementem stabilizacji dla Polski?

– Tak. Może warto przypomnieć opinie w tej sprawie ministra finansów, wicepremiera polskiego rządu, śp. prof. Zyty Gilowskiej, która powiedziała wyraźnie, że wprowadzenie euro ma sens tylko wtedy, kiedy będziemy silną gospodarką i kiedy to się nam będzie opłacało. Tak długo, jak się to nam nie opłaca, nie ma sensu o tym poważnie dyskutować. Natomiast polityczne mrzonki czy wizje, które dzisiaj Platforma musi roztaczać wokół siebie, aby utrzymać swój kurs, służą temu, aby nie odpłynęły od niej resztki dawnego elektoratu. Powtórzę raz jeszcze, że premier Donald Tusk już raz nas do strefy euro wprowadzał. Zostało z tego tylko to, że za sprawą Platformy ciągle nad tym dyskutujemy. To pokazuje, że Platforma to formacja od początku do końca niepoważna, zarówno wtedy, kiedy jest przy władzy, jak i wtedy, kiedy jest w opozycji, i to dotyczy nie tylko waluty euro. „Partia władzy” miała wszystkie atuty w ręku, żeby wprowadzić w Polsce walutę euro, ale tego nie zrobili, a dzisiaj twierdzą, że w końcu się namyślili i próbują zaklinać rzeczywistość.

Temat euro powrócił podczas rady krajowej Platformy, która odbyła się pod hasłem „Tak dla Europy”…

– Przekaz, jaki miał popłynąć z tego spotkania, owszem, dotyczył nowoczesnego patriotyzmu, tymczasem w pierwszym szeregu znalazła się Róża Gräfin von Thun und Hohenstein, co też było bardzo wymowne. Jeśli tak ma wyglądać nowoczesny patriotyzm, to ja za taki patriotyzm uprzejmie dziękuję. Natomiast nowością było to, że Schetyna w swoim przemówieniu wspomagał się prompterem. Miało być nowocześnie, rzec można: po amerykańsku, a jak wyszło, każdy, kto widział, mógł sam ocenić.    

Na spotkaniu pojawili się dawno niewidziani Europejczycy: Elżbieta Bieńkowska i Radosław Sikorski…

– Jestem ciekaw, czym Radosław Sikorski przekonał Grzegorza Schetynę i czym wytłumaczył swoją opinię na temat obecnego przywódcy Platformy, wyrażoną na słynnych już taśmach prawdy w restauracji „Sowa & Przyjaciele”. Przypomnę, że Sikorski mówił wprost o stylu Schetyny jako o człowieku bez poglądów oraz o tym, że nie nadaje się on na premiera. Ciekawe, co się od tamtego czasu zmieniło i czyżby Grzegorz Schetyna miał tak krótką pamięć?

Czy można powiedzieć, że w Platformie jest już tak źle, że ściąga się nawet tych skompromitowanych?     

– Wygląda na to, że obywatel Sikorski przypadkiem sobie przechodził i przypadkiem znalazł się na radzie krajowej Platformy. Korzystając z okazji – także przypadkiem – wypowiedział się o polskiej polityce zagranicznej. Zapomniał tylko, jak w czasie, gdy dzierżył stery polskiej dyplomacji, wyglądała polska polityka zagraniczna wobec naszych partnerów, w tym również Stanów Zjednoczonych. Zresztą to podsumowanie mogliśmy usłyszeć na wspomnianych już taśmach prawdy. Może zatem były szef polskiej dyplomacji – krytykując obecną politykę zagraniczną – zechciałby sobie przypomnieć własne słowa, złote myśli, które wypowiadał na temat polskiej polityki zagranicznej w czasach rządów koalicji PO – PSL. Pytanie, co dzisiaj Radosław Sikorski chce zrobić… powtórkę ze swojej polityki i polityki swoich partyjnych kolegów? Przecież przez osiem lat to oni rządzili Polską. Chcę też zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz, mianowicie podczas rady krajowej Platformy pojawiła się wielka troska o nową unijną perspektywę, o środki dla Polski. Owszem, to chwalebne, ale przypomnę, że dzisiaj na 16 województw w Polsce w 15 rządzi lub współrządzi Platforma, a jak wygląda realizacja środków unijnych z bieżącej perspektywy? Otóż jesteśmy pod tym względem w ogonie państw, a wiele województw – pod rządami Platformy – nawet nie wykorzystuje środków unijnych. Ale o tym Grzegorz Schetyna już nie omieszkał powiedzieć, za to wylewał krokodyle łzy nad przyszłą unijną perspektywą. Tymczasem pieniądze z bieżącej perspektywy, za co stuprocentową odpowiedzialność ponosi Platforma, są marnotrawione i szereg inwestycji jest niezrealizowanych. To pokazuje całą obłudę tej formacji.  

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

Aktualizacja 19 marca 2018 (14:01)

NaszDziennik.pl