logo
logo

Zdjęcie: / Reuters

O co USA walczą z Chinami?

Środa, 19 września 2018 (16:17)

W ostatnim czasie media wiele uwagi poświęcają wojnie handlowej, którą zainicjował Donald Trump. Co Stany Zjednoczone Ameryki starają się poprzez tę wojnę obronić?

 

Prymat dolara

Można zadać pytanie: dlaczego w interesie Donalda Trumpa jest utrzymanie starego porządku w światowej gospodarce, w której to właśnie USA wiodą prym? Dominująca globalnie gospodarka posiada znaczący przywilej – jej waluta, w tym przypadku dolar amerykański, jest walutą światową. Oznacza to, że wiele państw za pośrednictwem banków centralnych utrzymuje swoje rezerwy walutowe w dolarze amerykańskim, który ma w nich ponad 60 proc. udziału. Na miejscu drugim w tym zestawieniu znajduje się euro z wynikiem około 20 proc. udziału, następnie japoński jen i funt brytyjski, które posiadają po blisko 5 proc. udziału w światowych rezerwach.
Rezerwy walutowe umożliwiają ochronę narodowej waluty w trakcie ataku spekulacyjnego, kryzysu lub szoku gospodarczego. Dla przykładu: gdy polski złoty się dynamicznie osłabia, Narodowy Bank Polski może kupować naszą walutę za euro, które posiada w swoich rezerwach, a dzięki temu zwiększać popyt na nasz pieniądz, powodując jego umocnienie.
Rezerwy zapewniają też płynność finansową podczas kryzysu. Bank centralny w razie konieczności może przeznaczyć rezerwy walutowe na wsparcie i utrzymanie kluczowych instytucji w gospodarce, podczas gdy podmioty rynkowe wycofują swój kapitał ze względu na rosnące ryzyko.
Fakt, że dolar jest najbardziej pożądaną walutą międzynarodową, generuje wiele konsekwencji. Waluta amerykańska jest pożądana, dzięki czemu bank centralny USA – Rezerwa Federalna (FED) może dokonywać ekspansji monetarnej na większą skalę, ponieważ ewentualne ryzyko inflacji jest rozłożone na cały świat. Dla przykładu rozważmy dwie sytuacje:
A) Załóżmy, że dolar nie jest walutą międzynarodową i że w całej gospodarce amerykańskiej istnieje jedynie 1000 dolarów. W przypadku prowadzenia ekspansywnej polityki monetarnej przez Fed (polityki taniego pieniądza), która wspiera rozwój amerykańskich firm i konsumpcję Amerykanów, do gospodarki wpływa poprzez system bankowy dodatkowe 100 dolarów. Do obiegu dostało się dodatkowo 10 proc. dolarów względem bazy. Przy niezmienionej wydajności, produkcji i innych tego rodzaju czynnikach oznacza to pojawienie się mniej więcej 10 proc. inflacji, czyli spadku siły nabywczej dolara w rękach Amerykanów. W tym przykładzie ekspansja nie zwiększyła dobrobytu obywateli USA, a jedynie „rozrzedziła” pieniądz – zmniejszyła jego siłę nabywczą.
B) Dolar jest walutą międzynarodową. Załóżmy, że w całej gospodarce amerykańskiej istnieje 1000 dolarów, a poza granicami USA, np. w rezerwach walutowych, zgromadzone jest 4000 dolarów. Ponownie załóżmy, że FED wpuścił do obiegu dodatkowe 100 dolarów. W przypadku prowadzenia ekspansywnej polityki monetarnej przez FED dodatkowe dolary dostają się do obiegu poprzez amerykański system bankowy i to Amerykanie w pierwszej kolejności korzystają ze „świeżych” dolarów, a efekt osłabienia siły nabywczej „rozlewa” się na resztę świata. W tym przypadku dolar teoretycznie został „rozcieńczony” jedynie o 2% i to reszta świata wzięła na siebie tę różnicę 8% utraty wartości dolara.
Przywołane przykłady mają charakter schematyczny. W rzeczywistości gospodarka światowa jest dalece bardziej skomplikowana, jednak za pomocą owego schematu najłatwiej te procesy zwięźle przedstawić.
Drugą pozytywną dla USA konsekwencją pozycji dolara jest fakt, że amerykańska waluta jest powszechnie akceptowalna w transakcjach międzynarodowych. Dzieje się tak nie tylko ze względu na popyt ze strony banków centralnych, ale np. praktycznie wszystkich uczestników rynku towarowego. Podmioty, które chcą nabyć ropę czy inne surowce, muszą najpierw kupić dolary, aby zapłacić nimi za surowiec. Tego typu uprzywilejowana pozycja amerykańskiej waluty sprawia, że Amerykanie mogą generować w swojej gospodarce pieniądz, który nie dość, że jest mniej podatny na inflację, to również jest chętnie akceptowany na świecie w przebiegu transakcji. Pisząc nieco kolokwialnie: Amerykanin za wydrukowane u siebie papierowe dolary kupuje realne dobra i usługi z całego świata – oto korzyść z bycia globalnym mocarstwem gospodarczym.

Chińczycy zdetronizują amerykańską walutę?

Chiny, dynamicznie doganiając gospodarczo Zachód, mają takie zasoby, które pozwalają im walczyć o pozycję numer jeden na świecie. Być może jeszcze nie kulturowo, militarnie i politycznie, ale gospodarczo. Potęga ich gospodarki stanowi zagrożenie dla USA w najbliższej przyszłości. Chiny zyskują swoją pozycję, grając nie zawsze zgodnie z zasadami, dlatego administracja USA ma powód, aby wytoczyć broń w postaci nowych regulacji i ceł handlowych.
Chińczycy zdają sobie sprawę z wagi technologii w globalnej konkurencji. Wygląda na to, że zamiast rozwijać technologie jedynie u siebie, wolą również kopiować rozwiązania zachodnie – często nielegalnie. Jakie są metody zdobywania kluczowych technologii przez Chińczyków?
Chiny, jak przystało na kraj formalnie komunistyczny, nie są zainteresowane ideologicznym szerzeniem wartości wolnego rynku. Krajowi producenci mogą liczyć na wsparcie swojego rządu, a zagraniczne firmy muszą liczyć się z tym, że ich działalność w Państwie Środka będzie obarczona licznymi warunkami, jeśli w ogóle do niej dojdzie. Przykładowo zachodnia firma, która chciałaby skorzystać z obszernego rynku Chin, musi to zrobić poprzez tak zwane „joint venture”, czyli wspólne przedsięwzięcie z inną spółką, np. chińską, co ułatwia przepływ technologii i wzbogaca chińską gospodarkę o zachodnią myśl. Pokazuje to, że władze Chin zabezpieczają w pierwszej kolejności interes własnych przedsiębiorców i własnej gospodarki.
Walka o technologię toczy się również poza Państwem Środka. Chińczycy posiadają pokaźne kapitały dzięki gromadzonej przez wiele lat nadwyżce handlowej i kupują całe firmy posiadające zaawansowaną technologię i wiedzę. Wiele amerykańskich firm typu „start-up” jest finansowanych przez azjatyckich biznesmenów, dzięki czemu mogą oni „trzymać rękę na pulsie” nowych technologii tworzonych w Dolinie Krzemowej. Obok tego typu legalnych sposobów notorycznie zdarzają się przypadki rozkładania produktów amerykańskich na części pierwsze i kopiowania technologii czy prowadzenia tajnego wywiadu gospodarczego.
Donald Trump zarzuca Chinom nie tylko kradzież technologii, ale również dumping cenowy oraz zaniżanie wartości własnej waluty – juana chińskiego. Dzięki słabszej walucie eksport staje się bardziej opłacalny, co pogłębia deficyt handlowy USA z Chinami – czyli Chińczycy eksportują więcej do USA, niż importują, przez co kapitał gromadzi się właśnie w ich kraju. W ciągu nadchodzących lat, być może dekad, będziemy świadkami zmagań wielkich mocarstw gospodarczych. Jak widać w grę wchodzą bardzo różne metody, również te niezgodne z zasadami fair play. Przyszłość pokaże, kto będzie górą: amerykański orzeł czy chiński smok.

Wojciech Świder

Nasz Dziennik