logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Sektor bankowy ma się dobrze

Wtorek, 20 listopada 2018 (21:35)

Z Marianem Szołuchą, doktorem nauk ekonomicznych z Akademii Finansów i Biznesu Vistula, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Panie Doktorze, czy rzeczywiście mamy do czynienia z aferą wokół Komisji Nadzoru Finansowego?

– Kiedy w ubiegły wtorek „Gazeta Wyborcza” opublikowała pierwszy tekst dotyczący tej sprawy, balon został nadmuchany zdecydowanie nadmiernie. Tymczasem z tego, co usłyszeliśmy, nie ma tam żadnego przekazania korzyści majątkowej, co więcej, nie ma tam nawet mowy – wprost – o tejże korzyści majątkowej. Nie wiemy, czy mityczna kartka z jednym procentem rzeczywiście istniała, czy też nie. Nie pada też żadna kwota, a jest to tylko jakieś obliczenie jednego z zainteresowanych tą sprawą, czyli Leszka Czarneckiego. Zresztą o Leszku Czarneckim, o o jego biznesach i modus operandi, jaki w nich funkcjonuje, nie mam dobrej opinii, bo trudno ją mieć, skoro w sprawie frankowej – w sensie udzielania kredytów tzw. frankowych – celowały jego banki, podobnie było też z polisolokatami – oszukańczymi produktami. Także spółka GetBack miała swoje źródła w tzw. stajni, czyli grupie kapitałowej Leszka Czarneckiego. Myślę też, że wielu klientów, którzy w innych okolicznościach czy sprawach zetknęli się z bankami Leszka Czarneckiego, też nie ma na ich temat dobrej opinii.

Jednak do takiej rozmowy między Leszkiem Czarneckim a byłym już szefem KNF Markiem Chrzanowskim dojść nie powinno…

– Owszem, taka rozmowa nie powinna mieć miejsca. Marek Chrzanowski wykazał się dużą niefrasobliwością – najdelikatniej rzecz ujmując – w wypełnianiu swoich obowiązków – w tym przypadku w kontaktach z właścicielem jednego z nadzorowanych przez siebie podmiotów. I ta niefrasobliwość drogo go kosztowała. Nigdy nie powinno dojść do takiej sytuacji, w jakiej obaj panowie się znaleźli, tzn. do rozmowy w cztery oczy bez udziału innych pracowników, czy to banku Leszka Czarneckiego, czy samej KNF. Przynajmniej jeden pracownik KNF, który sporządziłby po tym spotkaniu notatkę, powinien był się znaleźć na spotkaniu, o którym rozmawiamy. Ponadto nie powinny padać słowa, jakie padły z ust Marka Chrzanowskiego, które mogliśmy usłyszeć bądź odczytać w stenogramie np. o relacjach wewnętrznych w KNF między jej poszczególnymi członkami, o ich planach czy choćby relacjach KNF z Bankowym Funduszem Gwarancyjnym. O tym wszystkim ówczesny szef KNF nie powinien był mówić i poniósł za to odpowiedzialność w postaci dymisji ze stanowiska.

Czy sprawa, o której rozmawiamy, kwalifikuje się do postawienia zarzutów?

– To już będzie zależeć od prokuratury, która bada sprawę, a materiały na jej zamówienie zbiera CBA, więc na razie trudno o tym przesądzać. Myślę, że reakcja premiera Morawieckiego była bardzo szybka. Jeśli bowiem Marek Chrzanowski miał takie podejście do swoich obowiązków, to znaczy, że stanowisko go zwyczajnie przerosło. Taką mam na ten temat opinię. Natomiast co do innych wątków czy też płaszczyzn tej sprawy, to jeśli są w nią zaangażowane  takie media jak „Gazeta Wyborcza”, jeśli Leszka Czarneckiego reprezentuje ktoś taki jak Roman Giertych – ewidentnie skrajnie opozycyjnie nastawiony wobec obecnej władzy – to można by – w formie publicystycznej – stwierdzić, że 13 listopada 2018 roku rozpoczęła się w Polsce gra operacyjna pod kryptonimem „wybory parlamentarne 2019”. W związku z tym myślę, że czeka nas około roku, bo nie znamy dokładnej daty przyszłych wyborów parlamentarnych, około 12 ciekawych miesięcy, w których będziemy obserwować ataki na rząd, ataki na instytucje państwowe, na wysokich funkcjonariuszy państwowych, bo ta sprawa, o której rozmawiamy, takie działania zwiastuje. Gdybym miał na podstawie dotychczasowej wiedzy podsumować tę sprawę, to powiedziałbym z jednej strony, że Marek Chrzanowski nie jest bez winy, a z drugiej – że porównywanie tej afery do afer finansowych III RP, które przyniosły Polakom skutki, straty idące w setki milionów, a w niektórych przypadkach nawet w miliardy złotych, jest zwyczajnie nie na miejscu. Myślę, że Polacy to też widzą i potrafią sami wyciągnąć odpowiednie wnioski.   

Czy w tej całej sprawie obok celowania w rząd nie chodzi też o zniechęcenie Polaków do polskiego sektora bankowego i do korzystania z jego usług?

– W każdym razie taki na pewno jest skutek. Wiarygodność KNF i zaufanie do tej instytucji na skutek tych działań z całą pewnością zostały nadwątlone. To oznacza, że w głowach wielu Polaków zapewne zaczęło się rodzić podejrzenie czy też wątpliwość, czy aby ich depozyty złożone w polskich bankach są bezpieczne. Dlatego przy każdej nadarzającej się okazji trzeba powtarzać, że depozyty Polaków są bezpieczne i od tygodnia nic w tej sprawie się nie zmieniło, nie ma też żadnych zdarzeń na horyzoncie, które zwiastowałyby zmiany w tym zakresie. Bankowy Fundusz Gwarancyjny w stu procentach zapewnia bezpieczeństwo depozytów do wysokości stu tysięcy euro, czyli przy obecnym kursie do około 430 tysięcy złotych. Poza tym mówimy tu o relacji pojedynczy klient – bank i nawet jeśli ktoś zgromadził oszczędności większe niż wspomniane sto tysięcy euro, to może je zdeponować w kilku bankach i cały czas wszystkie jego oszczędności są w stu procentach gwarantowane przez państwo, przez zbudowany przez państwo system, bo Bankowy Fundusz Gwarancyjny oczywiście nie czerpie swoich środków z budżetu państwa, ale ze składek, jakie w ramach solidarności sektorowej banki wpłacają na tenże Bankowy Fundusz Gwarancyjny.        

A co z rzetelnością mediów, które tę sprawę nadmiernie rozdmuchały?

– Nie ukrywam, że mam o to pretensje do niektórych dziennikarzy, publicystów, do gazet, mediów czy portali internetowych, które szukając taniej sensacji, zaczęły w ubiegłym tygodniu snuć rozważania, czy aby Polacy mogą być spokojni o swoje oszczędności. To są rozważania zupełnie zbędne, to są rozważania zbyt daleko idące, a wręcz szkodliwe, bo tak naprawdę nie ma podstaw do tego, żeby siać panikę, by tworzyć atmosferę histerii.

Zresztą Komitet Stabilności Finansowej po poniedziałkowym posiedzeniu zapewnił, że sprawa jest pod kontrolą, a prezes NBP Adam Glapiński apelował wręcz, aby nie mieszać polskiego systemu finansowego do rozgrywek politycznych, bo to jest bardzo niebezpieczne…

– To jest niebezpieczne i ze strony tych, którzy takie próby mieszania polskiego systemu finansowego do rozgrywek politycznych podejmują, nieodpowiedzialne. Proszę pamiętać, że rynki finansowe są bardzo wrażliwą sferą, bardzo wrażliwą częścią gospodarki, wrażliwą także na różnego rodzaju „rewelacje” medialne. Dlatego tego typu publikacje jak w „Gazecie Wyborczej” nie powinny się pojawiać i należy do dziennikarzy, do redaktorów naczelnych, do publicystów czy komentatorów zaapelować, aby powstrzymali się od prób podgrzewania atmosfery, prób zupełnie niepotrzebnych nam wszystkim korzystającym z usług tego systemu finansowego, jakim są banki. To nikomu z nas nie służy, nie służy też polskiej gospodarce w jej relacjach z inwestorami zagranicznymi i w ogóle z zagranicą. Zresztą nie ma racjonalnych podstaw do spekulowania na temat, czy polski sektor bankowy jest dalej bezpieczny czy też nie. Z powodu wymiany zdań, odbycia krótkiej rozmowy – z tego, co na razie wiemy, jednej – między Markiem Chrzanowskim a Leszkiem Czarneckim nie wypływa żaden daleko idący dla sektora bankowego konkretny wniosek.

Czy można zatem odpowiedzialnie powiedzieć, że polski sektor bankowy ma się dobrze? 

– Tak polski sektor bankowy ma się dobrze, polskie banki są stabilne, depozyty bankowe są gwarantowane, jesteśmy pod tym względem dobrze oceniani zagranicą. I to nie ma nic wspólnego z barwami partyjnymi, z poglądami osób, które tworzą sektor bankowy i które ten sektor nadzorują. Warto przypomnieć, że w ostatnich tzw. stress-testach, czyli testach warunków skrajnych, polskie banki wypadły wręcz fenomenalnie, mianowicie dwa największe polskie banki zajęły pierwsze i trzecie miejsce. Polska jest – ale była też kilka lat temu, za poprzedniej władzy – w awangardzie dobrych dla nadzoru nad rynkiem finansowym trendów. To znaczy, że my jako jedni z pierwszych na świecie skonsolidowaliśmy nasz nadzór nad sektorem finansowym, powołaliśmy jedną instytucję w postaci KNF z trzech wcześniej osobno funkcjonujących podmiotów, czyli Komisji Nadzoru Bankowego, Komisji Papierów Wartościowych i Giełdy oraz Komisji Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych. Z kolei inne kraje dopiero po wybuchu kryzysu w 2008 roku doszły do wniosku, że taki nadzór skonsolidowany ma sens. Zresztą ten kryzys z lat 2007, 2008, 2009 pokazał, że polski system bankowy jest systemem naprawdę sprawnym, systemem dobrze, ściśle nadzorowanym, a po tamtych wydarzeniach i wprowadzeniu nowych regulacji czysto polskich czy też unijnych system nasz jest jeszcze bezpieczniejszy. Dlatego nie mieszajmy dwóch rzeczy. Sprawa – cała ta rozmowa między Markiem Chrzanowskim, a Leszkiem Czarneckim – od której zaczęliśmy naszą rozmowę, oraz jej treść są oczywiście pożałowania godne, ale to nie ma nic wspólnego ze stabilnością, z wiarygodnością, z bezpieczeństwem sektora bankowego w Polsce jako całości.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl