logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Spowolnienie na horyzoncie

Sobota, 5 stycznia 2019 (14:06)

Z Marianem Szołuchą, doktorem nauk ekonomicznych z Akademii Finansów i Biznesu Vistula, rozmawia Mariusz Kamieniecki

2018 rok był dla polskiej gospodarki najlepszy od początku transformacji ustrojowej. Jakie wyzwania stoją przed polską gospodarką w 2019 roku?

– Wbrew pozorom zarówno wyzwań, jak i zagrożeń nie jest mało. Prawdopodobnie będzie to dobry rok, być może nawet bardzo dobry, bo na możliwość głębokiego załamania gospodarczego oraz pojawienia się nagłego i głębokiego kryzysu w 2019 roku nic nie wskazuje, ale celów, które chcielibyśmy, żeby polska gospodarka osiągnęła, a wraz z gospodarką również polskie finanse publiczne zrealizować jeszcze się nie udało. Deficyt w budżecie na koniec 2018 roku mieliśmy, bo pełnych danych jeszcze nie ma, prawdopodobnie najniższy historycznie, ale co by nie powiedzieć, ciągle jest to deficyt, czyli wynik ujemny, a naszym celem – zwłaszcza w okresach dobrej koniunktury – powinna być nadwyżka budżetowa. Ciągle Polacy – choć bogacą się szybciej niż w minionych latach – są sporo ubożsi od obywateli większości państw tzw. starej Piętnastki zachodniej Europy, jesteśmy ubożsi od statystycznego Niemca według niektórych wskaźników nawet trzyipółkrotnie.

Do realizacji tych celów wciąż nam daleko, a jakie wyzwania czy zagrożenia mogą na nas czyhać?

– Przede wszystkim – jeśli chodzi o polską przedsiębiorczość, czyli małe i średnie firmy, które są motorem napędowym całej polskiej gospodarki, to prawdopodobnie będziemy mieć do czynienia z dalszymi problemami w znalezieniu chętnych do podjęcia zatrudnienia – zwłaszcza takich, którzy dysponują kwalifikacjami, jakich oczekują od nich pracodawcy. Ponadto jest jeszcze kwestia podwyżek cen prądu, z którymi rząd premiera Morawieckiego stara się uporać, ale nie jest to proste, bo za wzrostem cen stoją czynniki obiektywne, zewnętrzne, na które rząd nie ma wpływu, i jedyne, co można zrobić, to te skutki złagodzić. Oczywiście to jest drobione – można rozłożyć inaczej koszty, tak żeby część z nich przejęły spółki energetyczne, część budżet państwa, a wszystko po to, żeby w jak najmniejszym stopniu odczuła je gospodarka, a więc też gospodarstwa domowe, czyli my wszyscy, oraz polskie przedsiębiorstwa. Dalej zagrożeniem jest postępujące na skalę całej Unii Europejskiej przeregulowanie gospodarki, bo zwrócę tylko uwagę, że w 2017 roku polska władza ustawodawcza uchwaliła ponad 27 tysięcy stron maszynopisu nowego prawa, z czego większość to implementacja przepisów unijnych. Nie mamy pełnych danych za 2018 rok, ale wszystko wskazuje na to, że tempo uchwalania nowego prawa spowolniło, bo do połowy tegoż roku powstało tylko ok. 8,7 tysięcy stron nowego prawa, ale nie zmienia to faktu, że jest to ciągle bardzo dużo. Mimo dobrych zmian wprowadzanych w ramach Konstytucji Biznesu czy szerzej kolejnych etapów realizacji planu premiera Mateusza Morawieckiego jako członek Unii Europejskiej jesteśmy zobligowani do tego, aby to, co wcześniej zostanie wymyślone w Brukseli, przenosić również na grunt polski.

A jeśli chodzi o inne zagrożenia – zewnętrzne…?              

– Jeśli chodzi o zagrożenia zewnętrzne, to przede wszystkim należy wymienić niekontrolowany brexit i jego perspektywę, a więc złą sytuację budżetową państw Unii Europejskiej. Przypomnę tylko, że mamy Grecję z długiem publicznym na poziomie 180 proc. PKB, Włochy – 130 proc. PKB czy wreszcie Francję – jeden z największych krajów Unii, gdzie dług publiczny jest na poziomie 100 proc. PKB. I wszystkie te wskaźniki, o których mówię, w przypadku spowolnienia gospodarczego staną się znowu groźne, tak jak to miało miejsce kilka lat temu. Oczywiście można jeszcze wyjść poza Unię Europejską i wskazać na możliwość pogłębiania się wojny handlowej między Chinami a Stanami Zjednoczonymi, co może doprowadzić do spowolnienia gospodarczego na skalę globalną. A więc tych zagrożeń, tych niebezpieczeństw jest suma  summarum całkiem sporo, dominują wśród nich – jak wspomniałem – zagrożenia zewnętrzne, na które Polska nie ma większego wpływu, co oczywiście nie znaczy, że nasz rząd w zakresie polityki gospodarczej nie powinien nic robić, albo spoczywać na laurach, zadowalając się jedynie tym, co już zostało osiągnięte – choć obiektywnie rzecz biorąc, trzeba przyznać, że zostało osiągnięte dużo. Tak czy inaczej należy prowadzić dalszą deregulację – na ile ona jest możliwa – w ramach naszego członkostwa w Unii Europejskiej, trzeba dalej upraszczać nasze przepisy, trzeba dalej dążyć w kierunku odciążenia podatkowego – zwłaszcza pracy. Po prostu należy w dalszym ciągu budować naszą finansową, gospodarczą niezależność, narodowy kapitał i robić wszystko to, co jest zapisane w planach, zwłaszcza w strategii na rzecz odpowiedzialnego rozwoju. Wtedy będziemy względnie spokojni i odporni na szoki płynące do nas z zewnątrz.

Jednocześnie rząd cały czas zapowiada kolejne programy prospołeczne. Czego mogą dotyczyć?

– Rząd Zjednoczonej Prawicy z jednej strony prowadzi politykę społeczną, a z drugiej chce nieść ulgę przedsiębiorcom. Temu ma służyć choćby niższy ZUS dla najmniejszych firm, kolejne ulgi podatkowe, takie jak ta na komercjalizację wyników prac badawczo-rozwojowych, ułatwienia w dziedziczeniu firm rodzinnych, większa paleta spraw, które przedsiębiorca może załatwić z urzędem przez internet itd. To pokazuje, że polityka rządu jest ciągle zrównoważona, tzn. – z jednej strony, owszem, mamy w budżecie państwa więcej wydatków na cele społeczne, czyli na pomoc i wsparcie dla najuboższych Polaków, a z drugiej strony jest także ulga dla tych, którzy reprezentują stronę podażową w grze rynkowej, czyli właśnie dla przedsiębiorców. I dopóki – jak widzimy – we wskaźnikach makroekonomicznych i w danych dotyczących kondycji budżetu państwa jest równowaga pomiędzy tymi dwoma kierunkami działań, to nic złego się nie dzieje i nic złego nam nie grozi. Warto jednak pamiętać, że jesteśmy gdzieś w okolicach szczytu koniunktury gospodarczej i trzeba o tym pamiętać. W związku z tym nad każdym jednym wydatkiem władze powinny się dzisiaj zastanawiać bardzo poważnie, bo najlepsze czasy dla naszej gospodarki – i to nie z tytułu czynników wewnętrznych, co podkreślam, ale z powodu czynników zewnętrznych – prawdopodobnie się kończą. Kończą się oczywiście chwilowo, bo cykl koniunkturalny ma to do siebie, że po kilku latach tłustych nadchodzą chude i na odwrót, stąd w 2019 roku polski rząd powinien być naprawdę bardzo ostrożny z podejmowaniem kolejnych zobowiązań finansowych wobec społeczeństwa.     

Czy taka polityka, którą niektórzy nazywają rozdawnictwem, to dobry pomysł? Czy da się zabezpieczyć potrzeby kolejnych grup, które zgłaszają roszczenia? Czy budżet to wytrzyma?

– Jeśli to wszystko dzieje się stopniowo i w miarę poprawy sytuacji budżetowej – także dzięki skutecznemu ściganiu przestępców VAT-owskich, agresywnych optymalizatorów podatkowych – to nic złego się nie dzieje. Pieniądze są bowiem przenoszone z miejsca, gdzie wcześniej ginęły niepotrzebnie ze stratą dla budżetu państwa i nas wszystkich, do tych miejsc, gdzie powinny trafiać, czyli do najuboższych Polaków – w ramach swoistego solidaryzmu społecznego i nadrabiania zaległości państwa wobec tych grup za poprzednie lata. W czasach dobrej koniunktury można sobie pozwolić na nieco więcej w tym zakresie, natomiast w czasach spowolnienia, które bez wątpienia nadchodzi i choć nie wiadomo, kiedy się zacznie, ale z każdym dniem ta perspektywa jest bliżej nas, trzeba być ostrożniejszym – także w komunikowaniu się z Polakami, i trzeba to akcentować. Myślę, że dzięki takiej postawie rząd będzie mógł liczyć na zrozumienie społeczeństwa, że nie zawsze w równym tempie tę skalę polityki społecznej można rozszerzać.

Tyle że tego dialogu, jasnego przekazu ze strony rządu do społeczeństwa nie widać…

– W warunkach demokracji parlamentarnej i w obliczu zbliżających się wyborów najpierw do Parlamentu Europejskiego, a później wyborów parlamentarnych, jakie nas czekają w tym roku, taki przekaz jest mniej popularny od komunikacji opartej na sukcesie. W tej sytuacji mogę tylko wyrazić swoje prywatne zdanie i zaapelować do rządu, aby zwracał się do Polaków w sposób, najkrócej rzecz ujmując, uczciwy. Chodzi o to, żeby chwaląc się niewątpliwie dokonaniami i osiągnięciami, zapowiadał też, że nie zawsze będzie tak dobrze, jak było w ciągu ostatnich kilkudziesięciu miesięcy.

Każde rządy kiedyś się kończą i PiS także prędzej czy później przestanie rządzić w Polsce. Czy następcy będą w stanie utrzymać te wszystkie programy prospołeczne?

– Myślę, że kondycja polskich finansów publicznych została uzdrowiona na trwałe i nawet gdyby zmieniła się władza, to nowa nie byłaby w stanie wszystkiego zepsuć. Innymi słowy, powrotu do sytuacji takiej, jaka miała miejsce przez osiem lat rządów koalicji PO – PSL, już nie ma. Przypomnę, tylko przez trzy lata kadencji obecnego parlamentu polska gospodarka urosła o 50 proc., a np. wpływy z podatku dochodowego od osób prawnych z CIT-u, czyli podatku od firm, wzrosły zaledwie o 2 proc. Myślę, że wnioski z ostatnich lat zostały wyciągnięte przez wszystkich polityków, że również Polacy są świadomi tego, jak nasz budżet i polityka podatkowa funkcjonuje, że są bardziej świadomi, niż to bywało w latach poprzednich. Fakty są takie, że zmieniło się dużo na lepsze i to nie jest do zepsucia czy zaprzepaszczenia z dnia na dzień ani nawet z roku na rok, bo Polacy na to nie pozwolą. Presja opinii społecznej na to, by utrzymać takie programy jak „Rodzina 500+” na pewno będzie duża i każdy, kto myśli o rządzeniu Polską, musi mieć tego świadomość.    

Dziękuję za rozmowę.          

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl