logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Bodziec do oszczędzania

Niedziela, 6 stycznia 2019 (11:54)

Z dr. hab. Pawłem Śliwińskim, prof. nadzw. Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, kierownikiem Katedry Finansów Międzynarodowych UEP, rozmawia Artur Kowalski

Wprowadzenie od połowy 2019 r. Pracowniczych Planów Kapitałowych zdaje się najistotniejszą zmianą w naszym systemie emerytalnym w tym roku. Po co w ogóle powoływane są PPK?

– Dzisiaj na mniej więcej 24 mln Polaków w wieku produkcyjnym przypada 7 mln dzieci i drugie tyle osób już niepracujących. Ocenia się, że za 40 lat – przy braku zmiany dotychczasowego trendu demograficznego – w Polsce na jedną osobę w wieku produkcyjnym będzie przypadała jedna osoba w wieku nieprodukcyjnym. W systemie, gdzie pracujący de facto opłacają emerytury osobom już niepracującym, nie ma co liczyć na wysoką emeryturę od państwa w przyszłości. Niestety, według przeprowadzanych badań większość Polaków nie oszczędza na starość. PPK ma stanowić bodziec do oszczędzania na naszą przyszłą emeryturę.

Jaki wpływ na naszą gospodarkę będzie miało gromadzenie tak znaczącego kapitału?

– PPK poza celem społecznym ma spełniać także cele gospodarcze. Po pierwsze, ma przyczynić się do większej i szybszej transformacji oszczędności prywatnych w inwestycje, a po drugie, ma odbudować rolę rynku kapitałowego i giełdy, umożliwiając pozyskiwanie kapitału przez rozwijające się firmy, w tym te, które specjalizują się w wysokich technologiach.

Czy z punktu widzenia przyszłego emeryta to realnie będzie coś innego niż OFE?

– Środki zgromadzone na indywidualnych kontach pracowników będą prywatną własnością każdego oszczędzającego. Mają być dziedziczone, a każdy będzie miał większą swobodę w ich dysponowaniu. Do programu dokłada się także pracodawca i państwo, co dodatkowo zwiększa atrakcyjność PPK.

 

Zamiast powoływać PPK nie można było tak zreformować OFE, aby pasowały do koncepcji rządzących?

– W 2015 roku Trybunał Konstytucyjny orzekł, że środki w OFE są środkami publicznymi, a nie prywatnymi. Od tego czasu zaufanie do OFE jest bardzo niskie, o ile w ogóle istnieje. Nie tylko to nie wpasowuje się w koncepcję rządu. PPK zostały tak ułożone, aby w dużym stopniu wspierać Plan Premiera Morawieckiego. Sprzyjać temu mają zasady inwestycyjne funduszy zarządzających PPK.

 

 W jaki sposób?

– Portfel inwestycyjny PPK składać się ma z części dłużnej i części udziałowej. Proporcje pomiędzy nimi uzależnione będą od rodzaju funduszu. Poza tym, w uproszczeniu, nie mniej niż 70 proc. części dłużnej ulokowane ma być w obligacjach państwowych i samorządowych oraz w depozytach zakładanych w bankach krajowych. Z kolei w części udziałowej nie mniej niż 40 proc. aktywów ma być ulokowane w akcjach należących do indeksu WIG-20, w którym generalnie mieszczą się największe spółki notowane na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Spółki kontrolowane przez państwo mają w nim ponad 70 proc. udziału. Dzisiaj reprezentują cztery branże: banki (PKO BP, Pekao i Alior), paliwa (PKN Orlen i Lotos), ubezpieczenia (PZU) oraz energetykę i przemysł wydobywczy (Tauron, PGE, Energa, PGNiG, KGHM i JSW). Spółki te będą miały możliwość pozyskiwania kapitału i dalszej ekspansji, a fundusze – z których zakładam, że te zarządzane przez PZU oraz banki państwowe będą miały znaczący udział w rynku – będą miały z kolei możliwość nabycia w naszym imieniu, w tym od inwestorów zagranicznych, części ich akcji. W niektórych przypadkach, w szczególności w sektorze energetycznym, po cenach dużo niższych niż w momencie ich prywatyzacji. Przykładowo w 2011 roku Skarb Państwa sprzedał 11,9 proc. akcji spółki Tauron po cenie 6,15 zł za akcję. Dzisiaj cena 1 akcji tej spółki to ok. 2,20 zł.

 

A pozostałe przedsiębiorstwa?

- Tort jest duży. Środki z PPK nie będą tylko wspierały inwestycji realizowanych bezpośrednio przez państwo lub poprzez spółki państwowe. Część środków ma szansę zasilić pozostałe polskie spółki giełdowe. Pamiętać jednak należy o stosunkowo dużych możliwościach lokowania aktywów za granicą. Zapisano bowiem w ustawie  możliwość lokowania aż 30 proc. wszystkich środków w instrumentach finansowych denominowanych w walutach obcych. W portfelu udziałowym wymuszono wręcz inwestowanie od 20 do 60 proc. środków w zagraniczne akcje.

                         

Rządzący zapowiadali w przeszłości, że środki z OFE zostaną „oddane Polakom”. Co w końcu powinno stać się z OFE?

  Przed dwoma laty premier Morawiecki zapowiedział dokończenie reformy OFE w 2018 roku. 75 proc. środków  – głównie są to akcje polskich giełdowych firm – miało trafić na konta emerytalne IKE i IKZE Polaków, a pozostałe 25 proc. – do Funduszu Rezerwy Demograficznej. Była to dobra i uczciwa propozycja, choć trudna logistycznie do przeprowadzenia. Zwłoka w jej realizacji może być związana z uruchomieniem programu PPK. W przypadku masowego przystąpienia do niego Polaków można byłoby rozważyć „scalenie” dużej części kont w OFE z kontami PPK.

 

Od czego przede wszystkim będzie uzależniony sukces PPK?

– Od dwóch rzeczy. Po pierwsze, od liczby pracowników, którzy wezmą w nim udział. Po drugie, od efektywności zarządzania środkami przez instytucje zarządzające. Patrząc na doświadczenia innych krajów, które wdrożyły podobne programy, bardzo dużo będzie zależało od edukacji uczestników programu. Kluczem do sukcesu będzie przekonanie pracowników do oszczędzania oraz do udziału w programie. Tym bardziej, że uczestnik PPK będzie otrzymywał, w zależności od swego wyboru, wypłatę mniejszą o 2-4 proc. Środki te będą przekazywane na jego konto w PPK i zwiększą emeryturę w przyszłości. Z kolei efektywność zarządzania środkami finansowymi uzależniona będzie w dużej mierze od tempa rozwoju polskiej gospodarki.

Akcentowane jest, że dla pracowników będzie to program dobrowolny. Czy w zaproponowanej formie program jest wystarczająco atrakcyjny dla uczestnika?

– Ustawa zakłada automatyczny zapis pracowników do PPK. Z udziału w programie można wprawdzie zrezygnować, ale będzie to wymagało co dwa lata stosownej decyzji. Podniesieniu atrakcyjności programu dla oszczędzających służyć mają składki wpłacane przez pracodawców oraz zachęty finansowe ze strony państwa. Pracodawca dołoży się do składki pracownika, w zależności od podjętej przez niego decyzji, w wysokości co najmniej 1,5 proc., a maksymalnie 4 proc. jego pensji brutto. Państwo z kolei wpłaci każdemu 250 zł na powitanie oraz będzie wpłacało na konto oszczędzającego co roku waloryzowane 240 zł. Wypłata środków po spełnieniu określonych warunków zwolniona będzie z podatku od zysków kapitałowych. Dobrym rozwiązaniem jest także wprowadzenie możliwości wcześniejszej wypłaty środków w sytuacji poważnej choroby uczestnika lub jego bliskich czy na cele związane z zakupem mieszkania.

Dla pracodawcy konieczność zapłaty składki za pracownika to dodatkowy koszt. Czy to nie wpłynie na pogorszenie konkurencyjności polskich przedsiębiorstw?

– Każdy pracodawca będzie zobowiązany do stworzenia PPK dla swoich pracowników. Ci najwięksi już od 1 lipca 2019 r., a następnie aż do 1 stycznia 2021 r. co pół roku do programu muszą przystąpić mniejsze firmy. Na koniec będzie to budżetówka. Koszty zatrudnienia dla pracodawców wzrosną co najmniej o 1,5 proc. Nie musi to jednak oznaczać pogorszenia konkurencyjności cenowej przedsiębiorstw. Trzeba pamiętać, że płace tak czy inaczej rosną. Duża część pracodawców potraktuje zatem wpłatę na konto PPK pracownika jako podwyżkę, którą na rynku pracownika i tak musiałby zabudżetować, chcąc utrzymać zatrudnienie.

Czy można dziś prognozować, na jaką dodatkową emeryturę będzie mógł liczyć oszczędzający w ramach PPK?

– Tak. W wyszukiwarkę internetową proszę wpisać „Polski Fundusz Rozwoju” oraz „kalkulator PPK”. Każdy z nas może taką symulację przeprowadzić. Załóżmy, że hipotetyczna 30-letnia osoba zarabiająca 4000 zł brutto (2854 złotych netto – na rękę) deklaruje najniższą składkę pracowniczą 2 proc. i dopłatę pracodawcy w wysokości 1,5 proc. płacy brutto oraz kończy odkładanie w wieku 60 lat. Przy spełnieniu ustawionych w kalkulatorze założeń zgromadzone środki wystarczą wówczas na wypłatę w ciągu kolejnych 20 lat w każdym miesiącu 763 zł dodatkowo do otrzymywanej od państwa emerytury.

Dziękuję za rozmowę.

Artur Kowalski

NaszDziennik.pl