logo
logo

Zdjęcie: Ewa Sądej/ Nasz Dziennik

Efektem działalności gospodarczej są koszty

Poniedziałek, 18 marca 2019 (21:09)

Z dr. Krzysztofem Kaszubą, prezesem Zarządu Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, Oddział Wojewódzki w Rzeszowie, rozmawia Mariusz Kamieniecki

W życie weszła nowelizacja ustawy dotycząca jawności wynagrodzeń w Narodowym Banku Polskim. Czy nowela ustawy o NBP załatwia sprawę, która tak oburzyła opinię publiczną?

– Jej ważnym przepisem jest jawność zasad wynagradzania prezesa, wiceprezesów, członków zarządu NBP, dyrektorów departamentów oraz dyrektorów oddziałów okręgowych NBP. Opinię społeczną oburzyły nie tylko wysokie zarobki dla kilku dyrektorów NBP, ale także niespójna argumentacja prezesa Glapińskiego.

Maksymalne wynagrodzenie np. dyrektorów w NBP nie będzie mogło przekroczyć sześciu dziesiątych wynagrodzenia prezesa. Czy wysokie zarobki w banku centralnym powinny szokować?

– Wysokie zarobki w żadnej instytucji publicznej nie powinny szokować. Ich jawność i adekwatność do zajmowanego stanowiska i wymaganych oraz posiadanych kompetencji powinny być godziwe dla ich beneficjentów, jak też racjonalnie proporcjonalne do płac pracowników w gospodarce narodowej w danym kraju. Racjonalna dywersyfikacja i zróżnicowanie płac są potrzebne i naturalne.

Wcześniej ustawa zyskała duże poparcie w Sejmie, ale czy takie decyzje powinny być podejmowane pod wpływem emocji?

– Emocje są zawsze złym doradcą. Jest co najmniej dziwne, że tak prosta, jasna i zrozumiała dla wszystkich ustawa została przyjęta przez Sejm 30 lat po zmianie systemu społeczno-gospodarczego w Polsce. Może warto przypomnieć, że w II Rzeczypospolitej każdy obywatel RP mógł zajrzeć np. do Rocznika Statystyki Rzeczypospolitej Polskiej i dowiedzieć się, jakie są płace miesięczne najwyższych urzędników państwowych. Przykładowo w 1928 roku płaca miesięczna Prezesa Rady Ministrów wynosiła 1936 złotych, pod warunkiem że był żonaty i miał dwoje dzieci. Kawaler otrzymywał w pierwszych trzech latach 1850 złotych. Płaca ministra kawalera wynosiła w pierwszych trzech latach 1589 złotych, dyrektora departamentu lub wojewody w pierwszych trzech latach – 993 złote, profesora zwyczajnego – 1058 złotych, nauczyciela szkoły średniej – 362 złote, sędziego Sądu Okręgowego – 732 złote, generała dywizji Wojska Polskiego – 1641 złotych, pułkownika – 1055 złotych, kapitana – 563 złote, a kaprala – 198 złotych. Etatowi funkcjonariusze państwowi, żonaci z dwójką dzieci, otrzymywali płace o 10-15 proc. wyższe od kawalerów. Było to takie ówczesne „500+” na dzieci. Płace zasadnicze robotników wykwalifikowanych w górnictwie, hutnictwie i przemyśle wynosiły około 200 złotych miesięcznie, przy 46-godzinnym tygodniu pracy (sobota 6 godz.). Robotnicy niewykwalifikowani zarabiali od 2,50 do 6 złotych za dzień pracy, tj. od 60 do 150 złotych miesięcznie. Murarz zarabiał 12 złotych za dzień (ok. 580 złotych miesięcznie), szwaczka – 18 złotych za dzień, a piekarz – od 12 do 19 złotych za dzień, tj. od 300 do 500 złotych miesięcznie. Jak wynika z tych danych, w 1928 roku wykwalifikowany robotnik w górnictwie, hutnictwie, przemyśle zarabiał pięć razy mniej od dyrektora departamentu w ministerstwie, wojewody czy profesora. Dzisiaj pracujący w podkarpackich zakładach produkcyjnych największych światowych korporacji lotniczych i motoryzacyjnych zarabiają 10-12 razy mniej od dyrektora departamentu NBP, specjalisty od komunikacji społecznej. I pewnie ten fakt wywołał oburzenie opinii publicznej.

Ustawa o NBP mówi, że pensje w banku centralnym bazują na pensjach w sektorze publicznym, ale z uwzględnieniem pensji w sektorze finansowym. Co to oznacza?

– Pracownicy NBP zajmujący stanowiska dyrektorskie mogą liczyć na bardzo wysokie wynagrodzenia, ponieważ płace kadry zarządzającej w sektorze finansowym są w coraz większym stopniu dostosowywane do poziomu płac w bankach europejskich.

Czy nie ma zagrożenia, że jawność zarobków w NBP przy braku jawności zarobków w bankach komercyjnych sprawi, że te ostatnie będą „podkupować” ekspertów z NBP. Czym to grozi?

– NBP nie prowadzi aż tak bardzo szerokiej działalności komercyjnej, w związku z czym jest w stanie w racjonalny sposób zabezpieczyć swoje potrzeby kadrowe. Kluczowe znaczenie ma tutaj racjonalny dobór specjalistów na podstawie merytorycznej wiedzy.

Stawki rynkowe w sektorze bankowym obowiązują na całym świecie. Jak mają się do nich zarobki w NBP?

– Jeśli zapomnimy o ekstra bonusach za wynik, które są bardzo ważnym składnikiem dochodów rocznych finansistów w największych bankach świata, i jeśli weźmiemy pod uwagę zakres działań realizowanych przez NBP, ich proporcje do skali aktywności światowego sektora bankowego, to można postawić tezę, że zarobki w NBP nie dyskryminują jego kadry zarządzającej.

Jednak czy nie mają też racji ci, którzy twierdzą, że ustawa o NBP zapewnia bankowi zbyt dużą swobodę ustalania płac…?

– Odwołanie się w ustawie podpisanej przez prezydenta do płac w sektorze komercyjnym jak najbardziej zapewnia relatywnie dużą swobodę ustalania płac przez NBP. Punktem odniesienia jest jednak także płaca prezesa NBP. 60 procent z 60 tysięcy to 36 tysięcy. 60 procent z 80 tysięcy to 48 tysięcy.

Cokolwiek by mówić, NBP jest bodajże jedyną instytucją, która tak naprawdę nie ma ograniczenia budżetowego…

– Efektem każdej działalności gospodarczej są koszty. W przypadku NBP są to głównie koszty wynagrodzeń (prawie 487 milionów złotych w 2017 roku), koszty administracyjne (228 milionów złotych w 2017 roku) oraz koszty emisji znaków pieniężnych (280 milionów złotych w roku 2017). Ograniczenia budżetowe wynikają przede wszystkim z Konstytucji RP i ustawy o NBP, stanowiących, że zadaniem NBP jest utrzymanie stabilności pieniężnej. Podstawowym składnikiem aktywów NBP są należności od nierezydentów w walutach obcych, a konkretnie rachunki w instytucjach zagranicznych, dłużne papiery wartościowe, udzielone kredyty i inne aktywa zagraniczne. Zanim NBP zaksięguje swoje koszty, to przede wszystkim jako bank wszystkich Polaków ma obowiązek dobrze zarządzać tymi aktywami. Warto też pamiętać, że właścicielem pieniędzy jest państwo, ale NBP jako dbający o finanse państwa ma prawo sobie odliczyć swoje koszty.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl