logo
logo

Zdjęcie: / -

Dlaczego złoty?

Środa, 20 marca 2019 (20:47)

Wprowadźmy euro w Polsce! – apelują do nas „przedstawiciele środowisk naukowych”, a wraz z nimi inni, mniej utytułowani bywalcy polityczno-medialnych salonów. Choć wśród przeciwników złotego znaleźć można wielu ekonomistów, najczęściej posługują się oni typowo polityczną argumentacją.

 

Wprowadźmy euro w Polsce! – apelują do nas „przedstawiciele środowisk naukowych”, a wraz z nimi inni, mniej utytułowani bywalcy polityczno-medialnych salonów. Choć wśród przeciwników złotego znaleźć można wielu ekonomistów, najczęściej posługują się oni typowo polityczną argumentacją.

Od wprowadzenia wspólnej waluty przez część krajów Unii Europejskiej minęło już 20 lat. Wśród polskich polityków i ekonomistów już od momentu powstania strefy euro dominował pogląd, że także nasz kraj powinien zrezygnować z własnej waluty. Kiedy mielibyśmy przystąpić do strefy euro? Dla większości medialnych autorytetów odpowiedź na to pytanie była bardzo prosta: najszybciej jak to tylko możliwe! Za przyjęciem euro przemawiać miał przede wszystkim argument, że jeśli nie przyjmiemy wspólnej waluty, pozostaniemy poza głównym nurtem europejskiej polityki i utracimy wpływ na podejmowane w UE decyzje.

Początkowo rezygnacja Polski z prawa do własnej waluty wydawała się przesądzona. Rządzący naszym krajem zaczęli nawet ogłaszać przewidywane daty wstąpienia do strefy euro. Pomimo wątpliwości Polaków medialno-polityczne elity nie widziały potrzeby jakiejkolwiek debaty na temat skutków takiej decyzji. Krytyczne oceny zbijane były przez tzw. euroentuzjastów kuriozalnym hasłem: „Przyjęcie euro oznacza same korzyści”. Pojawiały się sugestie, że na zmianie waluty jednocześnie zyskają konsumenci (niższe ceny!) i producenci (wyższe ceny!). Importerzy mieli cieszyć się możliwością tańszego sprowadzania towarów zagranicznych, a eksporterzy – drożej sprzedawać produkty krajowe. Korzystna miała być nawet utrata niezależności w polityce pieniężnej i kursowej, a koszty ewentualnych zmian w sprawozdawczości, systemach informatycznych i płatniczych traktowano jako zupełnie nieistotne.

Efekty kryzysu

Euro miało zastąpić złotego już w 2011 roku. Do zmiany nastawienia wobec problemów walutowych przyczynił się dopiero wybuch kryzysu finansowego związanego z długiem publicznym w państwach członkowskich strefy euro. Okazało się, że wspólna waluta nie stanowi panaceum na problemy gospodarcze naszego kontynentu. W efekcie zmieniła się też medialna narracja na temat euro. W końcu w publicznej debacie przestały pojawiać się opinie o wynikających ze wspólnej waluty „samych korzyściach”. Nawet zwolennicy euro zaczęli przyznawać, że decyzja o rezygnacji z własnej waluty ma charakter polityczny. Co więcej, dodawali, że korzyści ekonomiczne nie powinny być dla nas tak istotne jak „korzyści polityczne”. Z drugiej strony, ekonomiści przeciwni rezygnacji ze złotego wskazywali przede wszystkim na nierównowagę gospodarczą w Europie i często sprzeczne interesy państw tworzących strefę euro.

Wartość złotego

Pozbawienie Polski prawa do emisji waluty oznaczałoby w efekcie naszą rezygnację z możliwości elastycznego reagowania na zmiany zachodzące w europejskiej i światowej gospodarce.

– Własna waluta, czyli złotówka, może zapewnić właściwy i szybki rozwój polskiej gospodarki oraz umożliwić zbliżenie się do potencjału ekonomicznego Niemiec, a nawet go przewyższyć, zamiana złotówki na euro zaś nie tylko zatrzyma rozwój ekonomiczny Polski, lecz będzie pogłębiać przepaść pomiędzy gospodarką Niemiec i Polski – mówi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” prof. Zbigniew Krysiak, prezes Instytutu Myśli Schumana.

Waluta narodowa jest w jego opinii miernikiem potencjału gospodarczego danego obszaru ekonomicznego. Jeśli wprowadza się wspólną walutę dla kilku stref ekonomicznych o różnych potencjałach, to taka waluta dobrze odzwierciedla gospodarkę o wyższym potencjale ekonomicznych, a źle tę o niższym. W efekcie takiego zjawiska dochodzi do wzrostu korzyści dla gospodarki silniejszej, gospodarka słabsza zaś ponosi straty. Tak działo się od 1999 roku, po wprowadzeniu euro. Najsilniejsza gospodarka Niemiec skorzystała ze wspólnej waluty, a kraje wokół Niemiec ponosiły straty.

– Posiadanie własnej waluty lub rezygnacja z tej waluty na rzecz np. euro niesie za sobą szereg konsekwencji pozytywnych i negatywnych z gospodarczego, w tym finansowego punktu widzenia. Nie da się tych aspektów sporu zamknąć w syntetycznym podsumowaniu. Nie ulega jednak wątpliwości, że własna waluta czyni politykę pieniężną państwa bardziej samodzielną, niezależną i elastyczną. Władze monetarne są w stanie reagować na otaczającą nas rzeczywistość gospodarczą, w tym na to, co się dzieje na rynkach światowych – ocenia dr Tomasz Bojkowski z Katedry Finansów Publicznych Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.

Kto zyskuje? Kto traci?

Argumentem świadczącym o negatywnym wpływie wprowadzenia euro na gospodarkę większości krajów UE jest opublikowany w tym roku raport pt. „20 lat euro: zwycięzcy i przegrani”, opracowany przez Centrum Polityki Europejskiej we Freiburgu.

– Główny wniosek jest przerażający. Wskazuje, że głównie Niemcy i Holendrzy zarobili na wspólnym euro, chociaż per saldo cała strefa euro straciła ponad 6000 mld euro. Niemcy zyskali 1893 mld euro, Holandia 346 mld euro, a pozostałe kraje ujęte w badaniach straciły. Hiszpania straciła 224 mld euro, Belgia 69 mld euro, Francja 3591 mld euro, Włochy zaś straciły aż 4325 mld euro – stwierdza prof. Zbigniew Krysiak i wymienia skutki wprowadzenia jednej waluty dla całego regionu.

Łącznie strefa euro traciła średniorocznie 320 mld euro, co stanowi ok. 200 proc. obecnego budżetu Unii Europejskiej. Gdyby nie funkcjonowała wspólna waluta euro, wówczas gospodarka Europy mogłaby się rozwijać średniorocznie ok. 2-3 proc. Własna waluta tworzy elastyczny mechanizm w zakresie optymalnego dostosowywania strumienia przepływów gotówkowych z tytułu transakcji import – eksport oraz innych międzynarodowych przepływów finansowych. Wspólna waluta euro wprowadzona z pominięciem odpowiednich zasad ekonomicznych degraduje efektywność całej strefy w stosunku do stanu sprzed wprowadzenia euro.

Ekonomiczna świadomość

– Bardzo ważna jest edukacja finansowa, w tym wyjaśnianie, że polityka pieniężna, mniej spektakularna niż fiskalna, jest częścią polityki finansowej państwa. Wiąże się ze stabilizacją poziomu cen. Mowa o „koszcie” pieniądza, o podaży pieniądza, jak również o kursie waluty własnej względem innych walut. Ta ostatnia relacja budzi zawsze sporo emocji, zwłaszcza w czasie mniejszych lub większych kryzysów gospodarczych – uważa dr Tomasz Bojkowski.

Czy to jednak możliwe, że wiedza na temat ekonomicznych skutków wprowadzenia euro była dotąd nieznana politykom, a nawet ekonomistom? Według prof. Krysiaka, na to pytanie możemy odpowiedzieć bez jakichkolwiek wątpliwości.

– Wiedza o negatywnym wpływie euro na rozwój gospodarczy wśród rzetelnych ekonomistów istniała od dawna, ale wpływ gospodarczej hegemonii Niemiec powodował uległość nie tylko polityków, ale także wielu tendencyjnie nastawionych ekonomistów – twierdzi prezes Instytutu Myśli Schumana.

Autorytety ekonomiczne – także te występujące przeciwko złotemu – muszą mieć świadomość faktu, że interesy ekonomiczne krajów UE bywają różne. W sytuacji konfliktu interesów pomiędzy naszym krajem a np. Niemcami lub Francją trudno byłoby oczekiwać, aby Europejski Bank Centralny podejmował swoje decyzje, kierując się interesami Polski.

– Trzeba zdecydowanie optować za ewentualnym przejściem na euro tylko wtedy, gdy Polska gospodarczo zrówna się z Niemcami, chociaż osobiście uważam, że ze względu na wiele innych czynników, takich jak np. ryzyko utraty suwerenności, nie powinno się tego nigdy robić – podsumowuje prof. Zbigniew Krysiak.

Piotr Tomczyk

Nasz Dziennik