logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Lęk przed światowym lobby bankowym

Niedziela, 7 lipca 2019 (23:19)

Z Andrzejem Maciejewskim, posłem Ruchu Kukiz’15, przewodniczącym Sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Sejm uchwalił ustawę tzw. prezydencką ustawę frankową. Czy problem został rozwiązany?

– Absolutnie nie jest rozwiązany. Trzeba powiedzieć uczciwie i jasno, że to nie jest żadna ustawa dedykowana tzw. środowisku frankowiczów. Ustawa prezydencka uchwalona w czwartek mówi o osobach, które mają problemy ze spłatą kredytów wszelkiego rodzaju. Natomiast w tej ustawie nie ma zasady rozwiązywania problemów. Zawiera ona raczej element socjalny wobec osób, które z różnych przyczyn losowych mają kłopoty ze spłatą.

To niezrozumienie problemu?

– Coraz bardziej dochodzę do przekonania, że jest to celowe działanie. To jest okłamywanie środowiska tzw. frankowiczów. Dzieje się to w sytuacji, kiedy środowiska poszkodowanych wielokrotnie o tym mówiły i mówią, również i ja wielokrotnie o tym mówiłem w Sejmie, ale opór przekazu jest bezwzględny.

Środowisko frankowiczów, licząc na obiecaną pomoc, głosowało za kandydaturą Andrzeja Dudy na prezydenta RP…

– Sprawa dotyczy potężnej armii ludzi, bo jak wynika z oficjalnych danych, na koniec 2018 r. zadłużonych we frankach szwajcarskich było w Polsce prawie 820 tysięcy osób. Dzisiaj ci ludzie są zawiedzeni. Na początku, kiedy do rozwiązania tego problemu zobowiązał się Andrzej Duda –  powiedział wyraźnie, że ma to być po kursie zaciągania kredytu. Taki był program. Później pojawił się pomysł, deklaracja przewalutowania kredytu na złotówki po cenie tzw. sprawiedliwej. Dalej były różne inne efemerydy, jak ustawa spredowa. Dzisiaj, im więcej prezydent Andrzej Duda obiecuje, że będzie coś robił, to wychodzi coraz gorzej. Im bardziej chce pomagać, tym bardziej wychodzi na to, i osoby poszkodowane to coraz głośniej podkreślają, że takie działanie im nie pomaga, a wręcz przeciwnie – przeszkadza.

Skąd ta niemoc wobec rozwiązania problemów oszukanych ludzi?

– To nie jest niemoc, ale to jest lęk przed światowym lobby bankowym. Proszę pamiętać, że banki działające w Polsce to są w dużej mierze banki-córki banków światowych. Na bodajże 23 czy 24 banki funkcjonujące na polskim rynku ok. 10 czy 11, a więc niemal połowa, jest skażona tymi kredytami. I jak zapowiadają wszyscy, w momencie, kiedy Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wyda wyrok w spornych sprawach dotyczących kredytów walutowych, to będzie oznaczało, że banki otrzymają rachunek do zapłacenia. Dlatego dzisiaj w środowisku bankowym jest panika z tego powodu.  

Dotychczasowe rozstrzygnięcia Trybunału w Luksemburgu, jak np. w sprawie dotyczącej Węgier, wskazują, że banki złamały prawo…

– Na tym właśnie polega cały problem. Kiedy jako poseł wnioskodawca składałem projekt ustawy, to banki mówiły, że sprawę trzeba traktować jako indywidualną, że trzeba iść do sądu i niech to sąd rozstrzygnie. Kiedy więc poszkodowani poszli do sądu, co więcej, kiedy zaczęli wygrywać sprawy i nawet Sąd Najwyższy zaczął się na ten temat wypowiadać, podobnie wiele innych instytucji, jak chociażby Rzecznik Finansowy, który wspiera klientów w sporach z podmiotami rynku finansowego, kiedy głos zabrał także Urząd Kontroli Konkurencji i Konsumentów, to okazuje się, że środowisko bankowe już nie jest zadowolone z takiego obrotu sprawy. Mamy do czynienia ze swoistą manipulacją i na dzisiaj – w mojej ocenie – z próbą szantażu państwa polskiego. Jeżeli środowisko banków pisze list do Prezesa Rady Ministrów z prośbą o interwencję i obronę ich interesów przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej, to w tym momencie zastanawiam się, o co w tym wszystkim chodzi? Nie chcieli ustawy jednej, drugiej, trzeciej, poszkodowanych, którzy mieli wątpliwości, kierowali do sądów w celu dochodzenia swoich racji, teraz przegrywają w tychże sądach kolejne sprawy i mówią, że to jest źle. To znaczy, że każdy wynik, który nie jest na korzyść banków, jest niedobry, bo ich pogrąża. Tymczasem skoro sami radzili klientom, aby o swoje walczyli w sądach, to teraz nie powinni mieć pretensji.

A zatem nie o żadną sprawiedliwość tu chodzi?       

– Dokładnie. Jeden z dzienników obliczył, że mowa jest tu o 60-70 mld zł, ale w mojej ocenie, ta cyfra jest podwojona, zmanipulowana za dużo w górę, a rzecz rozbija się o około 25, maksymalnie 30 mld zł. Wygląda więc na to, że ktoś na siłę próbuje wyciągnąć dodatkowe pieniądze, ale moim zdaniem, nie może być zgody na to, żeby państwo polskie dokładało do prywatnych, zagranicznych banków, które wyciągały od ludzi ogromne pieniądze, zarabiając na kredytach tzw. frankowych krocie, a kiedy okazuje się, że odbywało się w sposób nieuczciwy i teraz muszą ponieść tego konsekwencje, to jest larum.

Z mównicy sejmowej bardzo ostro skomentował Pan ustawę prezydencką, mówiąc, że banki w Polsce, tak jak to miało miejsce w Islandii, muszą teraz ponieść konsekwencje. Czy sprawiedliwości stanie się zadość?

– Wierzę, że tak, mimo protestów środowiska bankowego. Jednak żeby tak się stało, wcale nie trzeba dużo, wystarczy tylko, żeby litera prawa była przestrzegana i wypełniana. To wystarczy.

Chyba żadna inna opcja nie mówi tak głośno o przestrzeganiu prawa, jak Prawo i Sprawiedliwość…

– Owszem, ale do tego potrzeba jeszcze determinacji, a nie kalkulacji. W tym przypadku rząd musi się jednoznacznie opowiedzieć po stronie obywateli, że jest po stronie Polaków, a nie po stronie banków.

W Sejmie było kilka projektów, w tym projekt Kukiz’15. Dlaczego wybrano projekt prezydencki?

– Sprawa jest o tyle ciekawa, że Platforma twierdzi, że projekt, dziś już ustawa o wsparciu kredytobiorców będących w trudnej sytuacji, to nie jest projekt prezydencki, ale jest to ich projekt, który oni sami stworzyli, a prezydent Duda zrobił tylko lifting. Uważają, że był projekt socjalny, a banki jakoby miały stworzyć fundusz na rzecz wspierania osób, które poprzez zaciągnięcie kredytów znalazły się w trudnej sytuacji życiowej, tyle że ten fundusz był martwy, a sedno problemu było wciąż nierozwiązane.

Czy w obecnej sytuacji widzi Pan rozwiązanie tego problemu?      

– Wierzę, że wygra prawo i sprawiedliwość, i nie myślę tu o ugrupowaniu rządzącym, ale o prawie i sprawiedliwości wobec ludzi, wobec osób poszkodowanych. Wiem, że tak się stanie. Natomiast to banki mają dzisiaj problem mentalny, bo chcąc nie chcą, muszą sobie uświadomić, że tak naprawdę nadchodzi czas spłacania rachunków. Banki muszą być świadome, że będzie to ich kosztowało grube miliardy złotych, które te instytucje zarobiły na przestrzeni lat na udzielaniu kredytów tzw. frankowych. Czekam też na odpowiedź, ile konkretnie przez te wszystkie lata zarobiły banki i ile pieniędzy w tym czasie wytransferowano z Polski do central tychże banków na Zachodzie. Czekam na konkretne cyfry, bo ekonomia ma to do siebie, że opiera się na cyfrach, a nie na domniemaniach.

Dziękuję za rozmowę.       

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl