logo
logo

Społeczeństwo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Długa droga po sprawiedliwość

Wtorek, 16 lipca 2019 (03:23)

Sądy coraz częściej orzekają na korzyść frankowiczów.

 

Na to, że udzielane przez banki kredyty mieszkaniowe indeksowane do walut obcych zawierają niedozwolone klauzule, zwracali już uwagę Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów i Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, a także Rzecznik Finansowy. Ale nawet mimo jasnych zapisów unijnej dyrektywy 93/13 dotyczącej nieuczciwych warunków umownych – które powinny zostać uznane za niebyłe przy zachowaniu pozostałych warunków umowy – nie było oczywiste, że sądy w Polsce przychylą się do pozwów frankowiczów. Ci ostatni kwestionują uczciwość umów kredytowych, które podpisywali z bankami.

Poszkodowani kredytobiorcy podnosili przede wszystkim fakt, że to banki, same ustalając kurs franka, po jakim wyliczają ratę, którą ma zapłacić kredytobiorca, wręcz samowolnie decydowały o jej wysokości. Aktualnie jednak – po bojach przed sądami – frankowicze coraz częściej otrzymują korzystne dla siebie wyroki.

Co zdecyduje TSUE

Prawdziwy przełom w orzekaniu przez sądy mógłby jednak nastąpić w przypadku korzystnego dla kredytobiorców orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE), którego ogłoszenie jest kwestią najbliższych tygodni. – Może ono pomóc części sędziów, którzy nie mają jeszcze przekonania co do interpretacji poprzednich 20-30 wyroków Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Byłby to element, który utwierdzi sędziów w przekonaniu, że to konsumentów należy chronić przed nadużyciami, a nie firmy, które tworzą niejasne zapisy w umowach. Ale ci sędziowie już są raczej w mniejszości. Zapadł właśnie wyrok dotyczący Banku Millennium, gdzie sąd uznał całą umowę kredytową za nieważną, tak jak wnioskował o to konsument – mówi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Arkadiusz Szcześniak, prezes Stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu.

Sprawa w TSUE znalazła się z inicjatywy Sądu Okręgowego w Warszawie, który skierował do Trybunału pytania dotyczące kwestii interpretacji przepisów w konkretnej rozpatrywanej przez siebie sprawie kredytobiorców. Sąd zapytał m.in., czy „uznanie za nieuczciwe postanowień umownych określających wysokość i sposób spełnienia świadczenia przez strony może prowadzić do sytuacji, w której ustalony na podstawie treści umowy z pominięciem skutków nieuczciwych warunków kształt stosunku prawnego odbiegać będzie od objętego zamiarem stron w zakresie obejmujących główne świadczenie stron”.

Stanowisko w sprawie skierowanych do Trybunału pytań wyraził już w maju br. rzecznik generalny TSUE. Jest ono korzystne dla kredytobiorców, a zdecydowanie nie jest oczekiwane przez udzielające kredytów indeksowanych do walut obcych banki.

Na korzyść kredytobiorcy

Szcześniak zwraca uwagę, że stanowisko wyrażone przez rzecznika TSUE uwzględnia też oczekiwania kredytobiorcy – sąd nie mógłby np. wydać wyroku dotyczącego rozwiązania kwestii obecności w umowach klauzul niedozwolonych, który w ocenie klienta banku byłby dla niego samego niekorzystny. W rezultacie kredytobiorca mógłby wybrać, czy woli, aby umowa kredytowa została rozwiązana – wtedy mogłoby to skutkować tym, że zwraca bankowi ten kapitał, który z banku otrzymał, czy też umowa ma być kontynuowana – ale już po usunięciu z niej niedozwolonych zapisów, np. tych dotyczących wyznaczania przez bank kursu franka, według którego wylicza kredytobiorcy wysokość raty kredytu. I to jeśli sąd w ogóle uzna, że umowa może być kontynuowana po usunięciu klauzuli niedozwolonej.

W tym drugim przypadku oznaczałoby to – w uproszczeniu – że kredytobiorca płaciłby „oprocentowanie frankowe” według stopy LIBOR (która od paru lat jest ujemna) plus marża banku od kredytu zaciągniętego w złotych (faktycznie bowiem kredyt indeksowany do franka był wypłacany w złotych). To zdecydowanie bardziej korzystne niż spłacanie kredytu we frankach według „oprocentowania frankowego” czy kredytu złotowego według „oprocentowania złotowego”.

Opór banków

Korzystne dla frankowiczów stanowisko – m.in. w sprawie usunięcia z umowy kredytowej zapisów dotyczących indeksowania do waluty – zajął przed kilkoma tygodniami Sąd Najwyższy, choć w przeszłości orzekał inaczej. Wyrok SN skutkować będzie w rozpatrywanej przez sąd sprawie tym, że kredyt w złotych będzie spłacany z uwzględnieniem oprocentowania frankowego. Przed takim rozwiązaniem przede wszystkim bronią się banki, wyliczając swoje potencjalne „straty” nawet na 60 mld zł. W tej kwestii – z prośbą o wsparcie przed TSUE – interweniował u premiera Związek Banków Polskich.

W swojej opinii rzecznik generalny TSUE podziela także pogląd, że niedozwolona klauzula nie może być zastępowana przez sąd żadnym innym zapisem. Taka możliwość – czyli np. przeliczanie kursu franka według średniego kursu NBP czy też w ogóle powrót do warunków z dnia zawarcia umowy – pozwoliłaby jeszcze bankom zachować część zysków osiągniętych na umowach zawierających niedozwolone klauzule.

Doktor Cezary Mech, prezes Stowarzyszenia Rynku Kapitałowego UNFE, w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” zwraca uwagę, że to same instytucje finansowe, uciekając w przeszłości od rozwiązania sprawy kredytów frankowych, niejako na własne życzenie wpędzały się w pułapkę. – Jeśli wyrok będzie na korzyść frankowiczów, w kształcie, jaki zakreślił rzecznik generalny TSUE, to będziemy świadkami wymierzenia kary dla tych instytucji i będziemy mieli do czynienia z instrumentem finansowym, który nigdy nie znalazłby się w obiegu gospodarczym. Bo bardzo wielu chciałoby taki instrument mieć – pożyczyć pieniądze na takich zasadach, ale nikt nie chciałby na tych zasadach kredytu udzielić – zaznacza dr Mech. Ekspert ocenia jednak, że fakt, iż sami nie byliśmy w stanie poradzić sobie z problemem tych kredytów, zdając się na arbitra europejskiego, świadczy o słabości instytucjonalnej naszego państwa.

Artur Kowalski

Nasz Dziennik