logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek / Nasz Dziennik

Co powinni wiedzieć frankowicze

Poniedziałek, 25 listopada 2019 (22:51)

Z mecenasem Wojciechem Bochenkiem, radcą prawnym z kancelarii Bochenek i Wspólnicy Kancelaria Radców Prawnych sp.k., rozmawia Mariusz Kamieniecki

Czy po październikowym orzeczeniu Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej sytuacja frankowiczów się zmieniła?

– W mojej ocenie jak najbardziej tak – zmieniła się. Przede wszystkim widać duże poruszenie wśród kredytobiorców, którzy zaczęli szukać możliwości uregulowania swojej sytuacji prawnej w zakresie umów kredytów hipotecznych powiązanych z kursem waluty obcej, w których zawarte są klauzule przeliczeniowe będące coraz częściej uznawane przez sądy powszechne bądź to za nieuczciwe, bądź w całości umowy uznawane za nieważne. Widać również, że wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej wpłynął na orzecznictwo, które w październiku tego roku przeważało na korzyść kredytobiorców, i wydaje się, że w listopadzie będzie podobnie. Oczywiście zdarzały się wyroki niekorzystne, ale jest ich zdecydowanie mniej. Widać zatem, że polskie sądy w ustnych uzasadnieniach wyroków czy pisemnych uzasadnieniach powołują się na wyrok unijnego Trybunału Sprawiedliwości. To zaś pokazuje, że ten wyrok ma całkiem spore oddziaływanie wśród polskich sędziów.  

Można zatem powiedzieć, że sytuacja się poprawiła?

– Oczywiście sytuacja się poprawiła, ale są również dodatkowe sygnały ze środowiska bankowego, które informują, że w przypadku, kiedy umowy będą unieważniane, to banki będą dochodziły od kredytobiorców roszczeń z tytułu wynagrodzenia za bezumowne korzystanie z kapitału.

Czy są podstawy ku temu?       

– W mojej ocenie, nie ma podstaw, żeby banki mogły dochodzić tego typu roszczeń. Przede wszystkim kredytobiorcy podpisując, a zatem zawierając taką umowę, robili to z przekonaniem, że jest ona uczciwa. O tym, czy umowa jest ważna czy też nie, zadecyduje sąd rozpoznający konkretną sprawę. Warto dodać, że autorami tych umów były banki, więc trudno tutaj przerzucać ciężar odpowiedzialności związanej z prowadzoną działalnością na konsumentów. Póki co banki nie mają podstaw prawnych, żeby dochodzić swoich roszczeń, bo byłoby to sprzeczne z ochroną, którą gwarantuje dyrektywa unijna 93/13, wobec której Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej rozstrzygał o kwestii spraw frankowych w polskiej sprawie. Uznanie warunków umownych za nieuczciwe ma mieć wymiar odstraszający dla przedsiębiorcy, zapewniający jednocześnie ochronę konsumentowi.

Zatem sądy otrzymały dodatkowy instrument, który niejako nakazuje zwrócić teraz większą uwagę na tzw. klauzule niedozwolone umów kredytowych?

– Dyrektywa 93/13 obowiązuje od ponad 26 lat, wykładni jej przepisów Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej dokonał w licznych wyrokach, w tym również w polskiej sprawie frankowej. Postanowienia tej dyrektywy zostały implementowane do polskiego porządku prawnego, dając tym samym polskim sądom narzędzia do badania uczciwości warunków umownych, znajdujących się w umowach zawieranych z konsumentami. O kwestii abuzywności zapisów umownych związanych z klauzulą przeliczeniową kilkukrotnie orzekał Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, uznając ten mechanizm za nieuczciwy. Aktualnie sądy zmagają się z kwestią skutków, jakie będą miały miejsce po uznaniu warunków umownych za nieuczciwe. Sądy będą musiały rozstrzygnąć, czy faktycznie umowa może obowiązywać nadal bez klauzuli przeliczeniowej, czyli złotówka plus LIBOR, czy jednak umowa będzie uznana w całości za nieważną. Może się zdarzyć, chociaż po wyroku Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej już rzadziej, że sąd będzie próbował tę nieuczciwą klauzulę zastąpić jakimś innym miernikiem wartości, i tutaj bardzo często pojawiał się średni kurs NBP. Natomiast unijny Trybunał Sprawiedliwości wprost wskazał, że nie ma możliwości zastąpienia tego kursu innym miernikiem wartości, bo sąd nie posiada takich kompetencji, dlatego pozostaje tylko kwestia: czy umowa może wiązać, czy też nie? I tę ocenę ma dokonać sąd krajowy w oparciu o przepisy prawa krajowego.

Jak to wygląda w praktyce?

– Z tego, co do tej pory zaobserwowałem, to stanowisko niektórych sądów jest bardzo różne. Część sędziów uważa, że taka umowa może dalej obowiązywać według zasady „złotówka plus LIBOR” bez indeksacji, natomiast inne składy sędziowskie dochodzą do przekonania, że taka umowa nie może dłużej obowiązywać i nie może być dalej wykonywana, bo jest niezgodna z przepisami, w związku z czym ustanawiają skutek nieważności, czyli skutek najdalej idący.

A jak sytuacja frankowiczów w sądach wyglądała wcześniej, przed wyrokiem unijnego Trybunału Sprawiedliwości?

– Od połowy 2018 roku widać było sporą zmianę na rzecz korzystnych wyroków. Wiadomo, że sędziowie orzekają zawsze w ramach konkretnej sprawy, na podstawie konkretnych argumentów, dowodów oraz przytoczonych okoliczności i faktów, więc to orzecznictwo kształtowało się różnie, z tym, że od połowy ubiegłego roku były to wyroki z przewagą na rzecz kredytobiorców, aczkolwiek zdarzały się i zdarzają wyroki niekorzystne. Na przykład w ubiegłym tygodniu zapadł dość nietypowy wyrok w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie, gdzie sąd zaznaczył, że widzi możliwość unieważnienia umowy, na co nie godzili się kredytobiorcy. W związku z czym Sąd Apelacyjny pozostawił umowę niezmienioną, a więc w takiej formie, w jakiej obowiązywała ona do tej pory. Uważam, że w takim wypadku konsumenci zostali pozbawieni ochrony prawnej, którą gwarantuje im wspomniana wcześniej dyrektywa unijna 93/13, i sąd nie może utrzymać umowy w takiej mocy, wiedząc, że przepisy są nieuczciwe. Sam wyrok unijnego Trybunału Sprawiedliwości wskazuje wprost, kiedy takie zapisy mogą wiązać, np. kiedy klient wyraża dobrowolną i swobodną zgodę. Natomiast w tej sprawie, z tego, co dowiedziałem się z mediów, wynika, że klienci negowali mechanizm przeliczający.                  

Jak dzisiaj wygląda wiedza konsumentów na temat roszczeń przysługujących im wobec banków, czy jest wystarczająca?

– W mojej ocenie, klienci są dzisiaj dobrze zorientowani i zaznajomieni z tematyką swoich praw i roszczeń. Oczywiście jeszcze nie do końca zdają sobie sprawę ze skutków, ale mniej więcej wiedzą, czego mogą dochodzić. Wiedzą, że mogą dochodzić „odfrankowienia” umowy kredytowej, jeśli otrzymają kredyt bez franka szwajcarskiego, ale z oprocentowaniem takim jak dla franka, wiedzą również, że mogą dochodzić nieważności umowy. Natomiast ważne jest, żeby klientów uświadamiać pod kątem skutków, to znaczy, żeby mieli świadomość, iż z każdym z rozstrzygnięć będą się wiązały inne konsekwencje prawne, a w związku z tym również inne skutki prawne. W przypadku nieważności, a więc najdalej idącej sankcji, kredytobiorca powinien wiedzieć, że albo będzie się musiał z bankiem jeszcze rozliczyć, albo też wyjdzie z bakiem na „zero”. Oczywiście zależy to już od indywidualnej sytuacji materialnej kredytobiorcy i spłaty jego kredytu, natomiast jest to najdalej idąca sankcja, która w przypadku uznania, że umowa jest nieważna, będzie dawała podstawy, aby skierować do sądu wieczystoksięgowego wniosek o wykreślenie z hipoteki. Innymi słowy, klient uwalnia się od tego kredytu, a jego nieruchomość nie jest obciążona zabezpieczeniem w postaci hipoteki.

A jak jest w przypadku, kiedy umowa ma klauzulę abuzywną?

– W przypadku uznania, że umowa ma klauzule abuzywne, niedozwolone postanowienia przestają nas wiązać, przy czym strony pozostają związane jej pozostałą treścią. Kwota kredytu jest  wyrażona w złotówkach, saldo kredytu i raty kredytu nie są uzależnione od kursu franka, oprocentowanie pozostaje bez zmian, tj. LIBOR plus marża banku, a więc cała umowa wiąże nas, ale bez zapisów, które są uznane za nieuczciwe.

Jak jest z orzecznictwem, ile korzystnych dla frankowiczów orzeczeń sądowych już zapadło?

– Trudno powiedzieć, ile takich orzeczeń zapadło w skali kraju, ale z tego, co sobie przypominam, w październiku tego roku było to bodajże 18 wyroków korzystnych na rzecz kredytobiorców. Więc póki co, ciężko mówić tu o większej skali bez głębszej analizy. Jednak korzystnych wyroków dla kredytobiorców tzw. frankowych jest coraz więcej.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl