logo
logo

Podatki

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Kto zapłaci za transfery

Wtorek, 14 września 2021 (17:48)

Nowy pomysł rządu na opodatkowanie korporacji, mający ograniczać opłacalność wyprowadzania zysków poza Polskę, może bardzo niekorzystnie odbić się na rodzimych firmach, które uczciwie płacą podatki.

Wprowadzenie podatku od dużych korporacji ma być kolejnym elementem uszczelniania systemu podatkowego. Tym razem pod lupę trafiły firmy, które mają bardzo duże obroty, ale małe dochody w stosunku do przychodów. Może to rodzić podejrzenia, że dokonują różnego rodzaju optymalizacji podatkowych lub wyprowadzają zyski za granicę w celu unikania płacenia podatków w Polsce. Z projektu ustawy podatkowej, który trafił już do Sejmu, wynika, że regulacja dotyczyć będzie spółek, których udział dochodów w przychodach będzie wynosić mniej niż 1 proc. Chodzi o dochody i przychody z działalności operacyjnej. Podatek będzie wynosił 0,4 proc. przychodów, a do tego 10 proc. tzw. nadmiarowych płatności biernych. Będzie on jednak korygowany o zapłacony CIT.

Po co ten pośpiech?

„Podatkiem minimalnym może zostać objęte najwyżej kilka procent firm. Przede wszystkim największe korporacje, które do tej pory unikały płacenia podatków w Polsce. Z rozwiązania skorzystają firmy, które nie stosują schematów optymalizacyjnych. Będą bardziej konkurencyjne w porównaniu do tych, które w prowadzonej działalności korzystają z optymalizacji podatkowej” – czytamy na stronie Ministerstwa Finansów. Sytuacja nie wydaje się jednak tak klarowna. Wiele bowiem polskich firm, działających choćby w obszarze dystrybucji, paliw czy przetwórstwa spożywczego, już wyliczyło, że same podpadłyby pod nowy podatek, choć nie podejmują agresywnych działań zmierzających do unikania płacenia podatku dochodowego.

Krzysztof Kucharski, członek zarządu Grupy AB, należącej do grupy największych dystrybutorów IT i dostawców rozwiązań e-commerce w Europie, w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” wylicza, że gdyby przepisy o nowym podatku korporacyjnym znalazły zastosowanie do wyników spółki za okres 2018-2019, to zamiast 8,3 mln zł podatku spółka zapłaciłaby 19,5 mln, choć żadnych optymalizacji podatkowych nie dokonywała. Podpadnięcie pod nową daninę wynikałoby natomiast nie tylko z rozmiarów działalności firmy, lecz także ze specyfiki branży, w której rentowność oscyluje wokół 1 proc.

– Jest to związane z tym, że działamy w branży dystrybucyjnej, która nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie charakteryzuje się bardzo niskimi marżami. Nie wynika to z żadnych optymalizacji podatkowych. Taka jest natura tej działalności. Jesteśmy spółką polską, nie mamy zagranicznych właścicieli, i choćby z tego powodu nie mielibyśmy nawet gdzie tych zysków transferować. Jeśli już – to zyski płyną w odwrotną stronę – do Polski – mówi Krzysztof Kucharski. Ponadto zwraca uwagę na tryb, w jakim przyjmowano projekt nowego rozwiązania podatkowego, nie było nawet czasu, by zainteresowani zapoznali się z rządową propozycją. Dodatkowo projekt ustawy został przyjęty przez rząd bez zaopiniowania go przez Rządowe Centrum Legislacji, które nie było w stanie w wyznaczonym czasie – de facto kilku godzin – odnieść się do jego treści.

Kara za niskie ceny

Nasz rozmówca konkluduje, że konstrukcja rządowego pomysłu na opodatkowanie korporacji stanowi presję na podniesienie cen – by nie podpaść pod nowy podatek. To jednak powodowałoby ograniczenie konkurencyjności wobec np. zagranicznych firm. – W naszym przypadku jest to taki „mandat za zbyt niskie ceny” – dodaje.

Obawy części polskich firm w związku z propozycją nowego podatku podziela dr Marian Szołucha z Instytutu Prawa Gospodarczego. – Pomysł tego rodzaju daniny pojawił się stosunkowo niedawno i – jak rozumiem – został przygotowany stosunkowo szybko. Dlatego tym bardziej należy się wsłuchać w głos polskiego biznesu – także tego dużego – zaznacza. Wskazuje, że na objęcie nowym podatkiem narażone są także te duże firmy, które mają niskie marże, ale osiągają zyski dzięki sprzedaży na dużą skalę. A przy tym wcale nie unikają płacenia podatków. – Ta danina rykoszetem może uderzyć w polskie firmy, uczciwie płacące podatki. Dlatego należałoby jeszcze raz przemyśleć szczegóły. Co – jak sądzę – będzie miało miejsce w czasie prac legislacyjnych – dodaje dr Szołucha.

Artur Kowalski

Nasz Dziennik