logo
logo
zdjęcie

Mec. Paweł Pelc

Kto wypłaci nam emerytury i z czego?

Środa, 26 czerwca 2013 (18:56)

Ogłoszone dzisiaj przez Jacka Rostowskiego, ministra finansów i wicepremiera, oraz Władysława Kosiniaka-Kamysza, ministra pracy i polityki społecznej, warianty zmian w systemie emerytalnym należy ocenić całkowicie negatywnie.

Oznaczają one demontaż systemu emerytalnego, funkcjonującego w naszym kraju od 1999 roku. Rząd Donalda Tuska zastrzega, że nie likwiduje Otwartych Funduszy Emerytalnych (OFE) – formalnie ma rację – zaproponowane rozwiązania w praktyce oznaczają, że OFE przestają mieć sens i w przyszłości trzeba będzie je zlikwidować.

Jeżeli emerytury ma wypłacać Zakład Ubezpieczeń Społecznych (ZUS), to nie jest potrzebna dodatkowa instytucja w fazie oszczędzania, która będzie zarządzała tym systemem na zasadach kapitałowych. ZUS nie jest przystosowany do wypłacania świadczeń w formie kapitałowej, gdyż nie jest to, co do zasady, instytucja zarządzająca aktywami (wyjątkiem jest tylko Fundusz Rezerwy Demograficznej zarządzany przez ZUS na zasadach kapitałowych).

ZUS jest instytucją wypłacającą emerytury na zasadach repartycyjnych – to znaczy finansowany z bieżących wpływów, a nie posiadanych kapitałów.

Wypłaty emerytur kapitałowych powinny być dokonywane przez instytucje prywatne, działające w formie kapitałowej, czyli zakłady ubezpieczeń na życie.

Kuriozalnym pomysłem jest także ten wariant, który mówi o tym, iż OFE nie będą mogły inwestować w obligacje Skarbu Państwa. Ta propozycja drastycznie zwiększa ryzyko ponoszone przez członków OFE. W tym momencie zmienność wyników inwestycyjnych będzie bardzo duża.

Najstabilniejszymi instrumentami są obligacje Skarbu Państwa i to one powodują, że wyniki OFE nie są aż tak bardzo zmienne. W tym momencie rząd chce zafundować klientom OFE „jazdę bez trzymanki”, z bardzo wysokim poziomem ryzyka. Nie powinno mieć to miejsca w przypadku obowiązkowego, powszechnego systemu emerytalnego.

Fundusze wysokiego ryzyka mogą być całkowicie dobrowolne i bez jakiejkolwiek gwarancji ze strony państwa i jako dodatek do systemu powszechnego, a nie jego część.

Przypomnę, że przy okazji obniżenia składki do OFE podniesiono limity inwestycyjne w instrumenty udziałowe, co już wtedy było nadmiernym ryzykiem. Pomysł, żeby OFE nie mogły inwestować w te najbezpieczniejsze instrumenty, jest całkowitym nieporozumieniem. Realizacja także tego pomysłu spowoduje, że OFE stracą sens istnienia, bowiem staną się zbyt niebezpieczne dla swoich klientów, a rząd dodatkowo zastanawia się, jak utrudnić im obniżenie ryzyka, na które zmiana ta narazi klientów OFE.

Dodatkiem do zwiększonego ryzyka ponoszonego przez OFE ma być też zniesienie minimalnej wymaganej stopy zwrotu, co też jest wyraźną zachętą dla ubezpieczonych do ucieczki z OFE i „dobrowolnego” wyboru ZUS.

Z kolei warianty z tzw. dobrowolnością pokazują, że rząd dobrze odrobił „lekcję węgierską”. Chodzi o tak skonstruowaną „dobrowolność”, by na koniec z definicji praktycznie prawie wszyscy klienci zostali w ZUS.

W związku z tym pojawia się poważny problem i pytania: kto w przyszłości wypłaci nam emerytury i z czego? Jeżeli mówimy, że rynki kapitałowe są złe, z drugiej strony zachęcamy do przejścia do ZUS i jednocześnie zwiększamy ryzyko OFE, by zniechęcić Polaków do pozostania w funduszach, to zakładamy, że całość świadczeń będzie wypłacana przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. To oznacza, że świadczenia będą w całości finansowane z przyszłych składek i podatków.

Tymczasem sytuacja demograficzna w Polsce jest tragiczna. Mamy jeden z najniższych wskaźników dzietności na świecie, nawet mniejszy niż w Chinach, gdzie obowiązuje polityka „jednego dziecka” czy w Japonii, będącej klasycznym przykładem ofiary starzenia się społeczeństwa. W Polsce dodatkowo mamy ujemne saldo migracji: 2 miliony Polaków, którzy po 2004 r. wyemigrowali do innych krajów Unii Europejskiej, raczej nie wróci do kraju.

W związku z tym jesteśmy w takiej sytuacji, kiedy nic nie jest pewne, z wyjątkiem tego, że będzie mniej pracujących w przyszłości, co w tej sytuacji, czy tego chcemy, czy nie – jest pewnikiem. Proporcje między pobierającymi świadczenia a składkującymi, będą coraz gorsze. To z kolei doprowadzi do tego, że nie będzie możliwości sfinansowania emerytur repartycyjnych w takiej wysokości, w jakiej dzisiaj one są prognozowane.

Kiedy zniknie nam bufor kapitałowy, czyli finansujący przyszłe świadczenia z dzisiaj opłacanych składek – czemu miały służyć OFE – to istnieje duże ryzyko, iż nasze emerytury w przyszłości będą znacznie niższe niż jest to nam obiecywane dziś.

Not. IK


Mec. Paweł Pelc, były wiceprzewodniczący Komisji Papierów Wartościowych i Giełd.

Mec. Paweł Pelc

Aktualizacja 27 czerwca 2013 (07:54)

NaszDziennik.pl