logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Ewa Sądej/ Nasz Dziennik

Polityka fiskalna zmierza w ślepym kierunku

Czwartek, 18 lipca 2013 (11:38)

Brak 24 mld zł w kasie państwowej jest przejawem zastoju w gospodarce, niskiego wzrostu PKB, co wyraża się w niskich przychodach podatkowych, niższych od planowanych. Wzrost PKB został na ten rok zawyżony i de facto wzrost ten jest dwukrotnie niższy niż ten, jaki przyjęto w założeniach do budżetu, co oczywiście samo w sobie jest rzeczą kompromitującą ten plan budżetowy.

Zaproponowano rozwiązanie polegające na zwiększeniu deficytu budżetowego o 16 mld zł i równoczesnych cięciach budżetowych w wysokości 8 mld złotych. Jest to rozwiązanie kuriozalne. Z jednej strony wzrost deficytu budżetowego ma ożywić naszą gospodarkę i zwiększyć popyt globalny, lecz z drugiej strony zmniejszone wydatki budżetowe będą działały w przeciwnym kierunku. Zatem są to działania sprzeczne.

Niebezpieczna zagrywka

Inną ważną kwestią jest powiększenie deficytu budżetowego, które będzie musiało oznaczać złamanie istniejącej procedury deficytu fiskalnego. Niezbędne będzie zmniejszenie progów ostrożnościowych wprowadzonych w ustawie o finansach publicznych.

Chodzi o próg 50 proc. i 55 procent. Powiększenie deficytu budżetowego wiąże się ze zniesieniem tych progów ostrożnościowych w formie ustawowej. Jest to bardzo groźny precedens, bowiem w imię osiągnięcia doraźnych celów zmieniane są normy prawne.

Co prawda zastrzeżono, że zniesienie progów będzie miało charakter tymczasowy, jednak jest to bardzo mało wiarygodne. Mieliśmy już precedens, kiedy słowa nie dotrzymano. Przykładem jest podniesienie przez rząd Donalda Tuska podatku VAT. Zapowiadano, że będzie to trwało tylko dwa lata. Po tym czasie utrzymano nadal podwyższoną stawkę VAT, czyli obietnicę złamano. Podejrzewam, że w przypadku progów oszczędnościowych sytuacja będzie taka sama.

Zaproponowane rozwiązania mają w pewnym sensie charakter PR-owski, propagandowy. Próbuje się wmówić społeczeństwu, że jest to jedynie dwuletnie zniesienie progów oszczędnościowych. Za dwa lata, kiedy sytuacja się nie poprawi, rozwiązanie to zostanie utrwalone i jak zwykle to, co ma być „tymczasowe”, będzie miało charakter trwałości. Taka jest właśnie logika znoszenia obowiązującego prawa wtedy, kiedy jest ono niewygodne dla władzy.

Wątpliwy „zastrzyk”

Moje wątpliwości budzi „zastrzyk” rzędu 16 mld zł, który ma ożywić gospodarkę. Na pewno będzie to miało śladowy wpływ na wzrost PKB. Nie sprawi to jednak istotnego skoku dynamizującego wzrost gospodarczy i oznaczający spadek bezrobocia, które jest bardzo wysokie. Dlatego uważam, że te 16 mld zł nie będzie miało wpływu na sytuację w fazie realnej.

Natomiast wzrost deficytu budżetowego już do ponad 51 mld zł – na tyle szacuje się ten zmieniony budżet – jest jednym z najwyższych w całej historii Polski i oczywiście spowoduje dalsze zadłużenie sektora publicznego państwa wobec społeczeństwa.

Przypomnę, że wtedy, kiedy w 2007 roku Platforma Obywatelska obejmowała władzę, zadłużenie sektora publicznego wynosiło 527 mld złotych. Obecnie zadłużenie sektora publicznego jest dwukrotnie większe i zbliża się do biliona złotych. Jest to bardzo niepokojąca sytuacja. Podwojono deficyt sektora publicznego, co nie ma żadnego pozytywnego odzwierciedlenia w sferze realnej – tempo wzrostu PKB spada, a bezrobocie rośnie.

Wzrostowi sektora publicznego towarzyszy wzrost ogromnego zadłużenia zagranicznego państwa. Obecnie wynosi ono 272 mld euro (to należy pomnożyć przez obecny kurs 4,25 zł za jedno euro), to oznacza, że zbliżamy się do biliona złotych zadłużenia zagranicznego.

Dalsze zadłużenie społeczeństwa spowoduje, że w polityce budżetowej i fiskalnej nie będziemy mieli możliwości żadnego manewru, jeżeli chodzi o oddziaływanie państwa na gospodarkę.

Formuła tzw. stabilizującej reguły wydatkowej, którą stworzono, by ograniczała wydatki państwa, jest dość niejasna, skomplikowana i ma wydźwięk czysto propagandowy. Prawdopodobieństwo, że będzie ona działała, jest bardzo wątpliwe. Jest ona w swej złożoności trudna do realizacji. Biorąc pod uwagę powyższe,  negatywnie oceniam politykę fiskalną rządu Donalda Tuska.

Kłamstwa wyszły na jaw

Ponadto społeczeństwo zostało zaskoczone tą wiadomością. Dotychczas twierdzono, że sytuacja w Polsce jest właściwa, że plan budżetowy na ten rok będzie realizowany. Tymczasem nagle okazuje się, że dochody są znacznie niższe i trzeba zmieniać plan budżetowy. To po raz kolejny kompromituje ten rząd.

Rzetelność planu budżetowego na przyszły rok jest bardzo wątpliwa i dyskusyjna w świetle założeń budżetowych, które zostały przyjęte. Na przyszły rok przyjęto wzrost PKB rzędu 2,4 proc. do przyszłorocznego planu budżetowego, co już jest założeniem nierealistycznym. Jeżeli na podstawie tego wskaźnika będzie konstruowany przyszłoroczny budżet, to także trzeba będzie go aktualizować i zmieniać. Nie da się osiągnąć wzrostu PKB w wysokości 2,4 proc. i na tej podstawie założonych dochodów podatkowych.

Polityka fiskalna zmierza w ślepym kierunku. Ona sprawi tak olbrzymie zadłużenie państwa i wysoki wzrost deficytu, że nie będzie możliwe posługiwanie się polityką fiskalną w kształtowaniu sytuacji gospodarczej. W istocie to, co pozostanie, tj. cięcia podatków budżetowych, doprowadzą ponownie do zastoju. Do tej pory inwestycje sektora publicznego były głównym czynnikiem wzrostu.

Przy tak prowadzonej polityce fiskalnej dalsze cięcia na te wydatki będą nieuniknione. Samorządy już mają trudności z realizacją inwestycji opartych na środkach unijnych, które wymagają wkładu własnego. Samorządy zbliżyły się do maksymalnej granicy swojego zadłużenia i nie mają środków na wkład własny do inwestycji wspieranych przez środki unijne. Tym samym pieniądze z Unii Europejskiej nie będą mogły być wykorzystane. Obecna polityka fiskalna prowadzi do zupełnego zapętlenia się, jeśli chodzi o możliwości manewru na przyszłość.

 


Autor jest członkiem Rady Polityki Pieniężnej, pracownikiem Katedry Bankowości Szkoły Głównej Handlowej.

Prof. dr hab. Andrzej Kaźmierczak

NaszDziennik.pl