Przyszłoroczny budżet, nad którym prace rozpoczęli posłowie, może być ostatnim przygotowywanym przez ministra finansów Jacka Rostowskiego.
Premier stwierdził wczoraj, że nie będzie komentował plotek agencji informacyjnych dotyczących dymisji Rostowskiego. Na listopad zapowiedział jednak „nowe otwarcie” i ogłoszenie propozycji do zrealizowania do końca kadencji i na następne 7 lat, które będzie wiązało się także ze zmianami personalnymi w rządzie.
Jeśli jeszcze jakiś wyborca partii Donalda Tuska miałby się nabrać na przełomowe skutki zapowiadanej od miesięcy rekonstrukcji rządu, to premier musiałby zrobić kozła ofiarnego z ministra finansów.
– W listopadzie podejmę decyzje dotyczące tego nowego kierunku polityki po kryzysie. Uważałem za celowe powiadomienie opinii publicznej, że według naszych przewidywań, badań, ten czas kryzysu europejskiego, który u nas oznaczał spowolnienie, a nie recesję, już się kończy i wymaga to takiego nowego otwarcia – mówił wczoraj premier. Zapowiedział, że wśród zaproponowanych rozwiązań znajdą się także zmiany w rządzie.
Minister finansów, wicepremier Jacek Rostowski, zdawał się już być pogodzony z koniecznością spakowania walizek i powrotu do Londynu. Na uzasadnienie projektu przyszłorocznej ustawy budżetowej, nad którym Sejm rozpoczął wczoraj prace, Rostowski poświęcił zaledwie kwadrans. Nie odnosił się nawet do szczegółowych zapisów budżetu, a jedynie ogłosił – niejako na podsumowanie swojej pracy w rządzie – że przygotowane przez koalicję dwa projekty ustaw: dotycząca zmian w otwartych funduszach emerytalnych oraz ustalająca nowe reguły wydatkowe, stanowią podstawę rozpoczęcia wielkiej przebudowy finansów publicznych. Rostowski przekonywał, że nowa reguła wydatkowa jest lepsza od mechanizmów dotychczas istniejących.
Reguła wydatkowa będzie działała antycyklicznie. – Kiedy gospodarka zwalnia, reguła będzie pozwalała na nieco wyższe wydatki publiczne, niż wynikałoby z tempa wzrostu nominalnego PKB. Dzięki temu już spowalniająca gospodarka nie będzie musiała być poddana ograniczeniu popytu, ale gdy wróci koniunktura, reguła wymuszać będzie na rządzie bardziej konserwatywną politykę wydatkową – tłumaczył Jacek Rostowski.
Poinformował też, że ustawa zmieniająca zasady funkcjonowania OFE trafi do Sejmu w pierwszej połowie listopada. Jutro rozpoczną się w tej sprawie konsultacje społeczne. Wśród ostatecznie przyjętych przez rząd propozycji zostanie wprowadzona możliwość decydowania Polaków w kwestii przekazywania składek do OFE. Alternatywą będzie przejście z całością składki emerytalnej do ZUS.
Budżetowa fikcja
Odrzucenia projektu ustawy budżetowej już w pierwszym czytaniu chce opozycja; wnioski w tej sprawie składały: Prawo i Sprawiedliwość oraz Solidarna Polska, zarzucając rządowi, że budżet opiera na nieistniejących ustawach. Przewidziano w nim np. kilkumiliardowe oszczędności na obsłudze długu – w wyniku przejęcia i umorzenia obligacji z otwartych funduszy emerytalnych rząd nie będzie musiał wypłacać odsetek – mimo że nie ma nawet projektu ustawy w tej sprawie.
– Rząd uwzględnia w projekcie budżetu skutki zmian w OFE, podczas gdy nie wiadomo jeszcze, jaki będzie ostateczny kształt tej ustawy. Nawet w Klubie Parlamentarnym PO nie ma zgody co do tego, jak ustawa zmieniająca system OFE miałaby ostatecznie wyglądać – punktowała wiceprezes PiS Beata Szydło. Oceniła, że projekt budżetu na 2014 r. jest tylko doraźnym planem ratowania przez koalicję rządzącą własnej skóry. – Jak to się dzieje, że mimo planowanego zawłaszczenia pieniędzy z emerytur, roztrwonienia rezerwy demograficznej, podniesienia podatków, nie jest w stanie sprowadzić długu publicznego nawet do poziomu z dnia, w którym minister Rostowski rozpoczął urzędowanie? – pytała retorycznie Szydło.
Budżet uwzględnia również, niedokonane jeszcze, podniesienie na kolejne lata stawek podatku VAT. Choć zgodnie z zapisami ustawowymi stawki podatku VAT powinny z początkiem przyszłego roku powrócić do wysokości 22 proc. i 7 proc., to rząd wbrew wcześniejszym obietnicom postanowił je utrzymać na poziomie 23 proc. i 8 proc. przez kolejne trzy lata. Jacek Bogucki z Solidarnej Polski ocenił, że budżet oderwany jest od rzeczywistości. – Jedyne propozycje dla Polaków na 2014 r. w projekcie to wyjazd do Londynu, pędzenie bimbru, przemyt papierosów lub produkcja skrętów – stwierdził.
Mimo że politycy koalicji rządzącej opowiadają o nadchodzącej poprawie koniunktury, a także ponoć widocznych symptomach ożywienia gospodarczego, rząd nie przewidział, by na koniec przyszłego roku spadła stopa bezrobocia.
Z budżetowej prognozy wynika, iż stopa bezrobocia na koniec przyszłego roku będzie taka sama, jak przewiduje to prognoza na koniec bieżącego roku – 13,8 proc., co oznacza nawet jej wzrost. Pod koniec sierpnia br. wynosiła bowiem 18 procent. Projekt budżetu państwa krytykował również Ryszard Zbrzyzny (SLD). Ocenił, że budżet nie stanowi żadnego fundamentu dla realizacji zadań zwiększających liczbę miejsc pracy, a tym samym bazę podatkową. – Pięć milionów Polaków, którzy mogliby pracować, nie płaci składek ani na Fundusz Ubezpieczeń Społecznych, ani na żadne inne fundusze. (…) Polska pod rządami PO i PSL staje się krajem ludzi starych i biednych. Młodzi uciekają za granicę za pracą, a w Polsce zostają starzy, którzy mają głodowe pensje bądź głodowe świadczenia emerytalne – mówił Zbrzyzny.
Dochody przyszłorocznego budżetu sięgnąć mają 276,9 mld zł, a wydatki 324,6 mld złotych. Deficyt budżetowy ma być nie większy niż 47,7 mld złotych. Rząd założył, że wzrost PKB wyniesie 2,5 proc. – w tym roku zakłada 1,5 procent. W budżecie nie przewidziano waloryzacji progów podatkowych ani kwoty wolnej od podatku. Uwzględniono natomiast oszczędności m.in. na likwidacji ulgi w podatku VAT umożliwiającej zwrot osobom fizycznym części wydatków poniesionych na budownictwo mieszkaniowe i dodatkowe dochody na podwyższeniu podatku akcyzowego na wyroby spirytusowe – o 15 proc., i o 5 proc. akcyzy na papierosy.

