logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Czas „wygasić” rząd PO – PSL

Niedziela, 18 stycznia 2015 (15:36)

Ekspresowe tempo prac nad zmianą prawa górniczego pokazuje, jak bardzo premier Kopacz i koalicja PO – PSL nie liczą się z opinią społeczną.

W niczym ta koalicja nie wykazuje się taką determinacją, jak w likwidacji polskiego przemysłu i miejsc pracy.  Dziś politycy PO i PSL kolejny raz próbują oszukać Polaków – mówią, że chcą restrukturyzować kopalnie, a w ustawie, którą bezrefleksyjnie forsują w Sejmie, w co drugim niemal zdaniu mówi się o ich likwidacji.

Rząd Ewy Kopacz i PO musi być bardzo zaskoczony, że proponowana zmiana prawa górniczego wywołała aż takie poruszenie. Świadczą o tym chociażby paniczne próby tłumaczenia proponowanej „restrukturyzacji” sektora górnictwa węgla kamiennego, które mają rzekomo na celu „wygaszanie”, a nie likwidację kopalń. Pokrętność tego tłumaczenia można wykazać na dwa sposoby; po pierwsze, nie wiadomo, jaką miałoby to robić rzeczywistą różnicę dla tego strategicznego sektora, po drugie, w projekcie ustawy słowo „wygaszanie” nie pojawia się ani razu. Słowo „likwidacja” odmieniane jest niemal 50 razy. Trudno o bardziej oczywisty przykład manipulacji rządowej niż dyskusja nad tym projektem.

Brak wizji rządu

Przez ponad siedem lat rządów koalicja PO – PSL nie zbudowała żadnej spójnej wizji, nie tylko dla sektora górnictwa, ale dla całego sektora energetycznego. Obecnie około 90 proc. produkcji elektrycznej w Polsce pochodzi ze spalania węgla, dominuje on także zdecydowanie w całej strukturze energetycznej kraju. Dostępnych w krótkim terminie alternatyw nie widać. Polska nie ma warunków do produkcji energii ze źródeł odnawialnych na szeroką skalę. Rządowy program atomowy wydaje się jedynie sposobem na zapewnienie doskonale płatnych stanowisk dla prominentnych polityków PO i PSL. Jeżeli chodzi o gaz, to mimo zamieszania wokół gazu łupkowego rząd nie poczynił żadnych realnych kroków na rzecz rozwoju tej branży, budowa gazoportu opóźnia się w sposób, który każe zastanawiać się, czy rząd tej inwestycji nie sabotuje, a większość gazu wciąż kupujemy od Rosji, i to po najwyższych cenach w UE.

Wydawałoby się zatem, że przynajmniej o sektor węglowy rząd będzie potrafił się zatroszczyć. Nic bardziej mylnego. Zaprezentowany przez zaskoczenie projekt zmian stanowi najprostsze, choć jednocześnie najgorsze rozwiązanie; zamiast próby uczynienia kopalń rentownymi po prostu je zamyka. A przykładów, że kopalnie węgla mogą być rentowne, nie brakuje, również na polskiej ziemi.

Kontekst globalny

Jakby tego było mało, rząd Ewy Kopacz uderza w nasze górnictwo także z zewnątrz. Wyjątkowo łatwa zgoda na ustalenie celu redukcji emisji  CO2 o „co najmniej 40 proc.” w roku 2030 oznacza jedno: ogromne obniżenie rentowności inwestycji w sektor węglowy, który zostanie w przyszłości zupełnie stłamszony przez ogromne ceny uprawnień do emisji CO2. Główna „zdobycz” negocjacyjna premier Kopacz, czyli przyznanie części uprawnień do emisji za darmo, będzie miała jedynie niewielki, łagodzący skutek, co wykazał dr Bolesław Jankowski w tym tygodniu. Wykazał on także, że zgoda na taki trend może kosztować nasz kraj nawet 10 proc. PKB w 2050 r.

Trend ten wydaje się w Unii niezachwiany, mimo że reszta świata za nic ma nawoływania UE do spełnienia postulatów klimatycznych, co dobitnie wykazały negocjacje w Limie. Obecnie ponad 40 proc. energii elektrycznej na świecie wytwarzane jest z węgla, a oczekuje się, że około 2020 r. węgiel może stać się głównym źródłem energii na świecie! 10 lat później Unia Europejska będzie odpowiadać jedynie za 4 proc. emisji CO2, a tymczasem Chiny, Australia i wiele innych państw wydobywa coraz więcej węgla (w Stanach Zjednoczonych trend ten odwrócono głównie dzięki rewolucji łupkowej). Jego konsumpcja wzrosła ostatnio nawet w Niemczech, gdzie produkcja energii z wiatraków doprowadziła do upadku głównie elektrowni gazowych, wbrew założeniom przyjętym przez jej promotorów. Z Niemiec pochodzą zresztą nowoczesne technologie spalania węgla, znacznie zwiększające efektywność jego wykorzystania. Fakty te nie robią jednak żadnego wrażenia na rządzie PO – PSL, który przechodzi do porządku dziennego nad tym, że importujemy miliony ton węgla z Rosji, mimo że niezbędny węgiel zalega na hałdach w polskich kopalniach.

Konsekwencje nie tylko dla Śląska

Ewentualna likwidacja kopalń to prawdziwy dramat. Nie tylko w wymiarze indywidualnym, jako dramat górników i ich rodzin, ale także w wymiarze regionalnym, a nawet strategicznym. Dla górników to przede wszystkim poczucie bycia oszukanymi przez rząd. Przed niedawnymi wyborami Donald Tusk (jeszcze jako premier) oraz Ewa Kopacz pielgrzymowali na Śląsk, zapewniając, że kopalnie nie będą zamykane. Podobne zapewnienia składał na sali sejmowej wicepremier Piechociński. Dziś okazuje się, że to były zwykłe kłamstwa, kolejne obietnice wyborcze rządu PO – PSL bez pokrycia.  Trzeba także zauważyć, że jednoczesna likwidacja wielu kopalń to radykalne obniżenie szansy na znalezienie nowej pracy, szczególnie że kompetencje nabyte w górnictwie niekoniecznie muszą być pożądane w innych branżach.

To prowadzi nas do dramatu na poziomie regionalnym, głównie dla Śląska, ale i dla współpracujących firm z innych regionów. Likwidacja kopalń to nie tylko utrata pracy dla górników, ale także w licznych firmach kooperujących. Ocenia się, że jedno miejsce pracy w kopalni generuje od czterech do nawet  ośmiu miejsc pracy w sektorach powiązanych. To ogromne zagrożenie społeczne dla Śląska, które może doprowadzić do zmasowanej emigracji z tego i tak jednego z najszybciej wyludniających się regionów w Unii Europejskiej (według oficjalnych danych Eurostatu). A emigracja to często tylko początek kolejnych dramatów, które kończą się nawet rozbiciem rodzin.

Emigracja oznacza także gigantyczny problem strategiczny dla kraju i chyba tylko rząd PO – PSL po cichu traktuje ją jako sposób na zmniejszenie problemu bezrobocia. Ale to tylko jeden z wymiarów strategicznych problemów kraju. Zwijanie polskiego sektora węglowego będzie oznaczać wymuszoną i nieprzemyślaną zmianę w energetyce, która może nie tylko oznaczać gwałtowny wzrost kosztów dla przedsiębiorców i gospodarstw domowych, ale także zagrozić bezpieczeństwu energetycznemu państwa. A to już grzechy niewybaczalne.

„Wygaszanie” kopalń węgla bez wątpienia nie jest odpowiedzią na problemy. Polskie górnictwo, mimo niesprzyjających warunków tworzonych przez Unię Europejską, da się jeszcze uratować i doprowadzić do stanu rentowności. Zacząć jednak trzeba od „wygaszenia” rządu PO – PSL!

Jadwiga Wiśniewska

Autorka jest posłem do Parlamentu Europejskiego.

NaszDziennik.pl