logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Polska coraz mniej konkurencyjna

Wtorek, 21 lipca 2015 (19:57)

Najnowszy wpis prof. Andrzeja Kaźmierczaka na blogAiD.

Przed jesiennymi wyborami parlamentarnymi społeczeństwo bombardowane jest informacjami o sukcesach  polityki makroekonomicznej.  Według oficjalnych danych statystycznych spada bezrobocie, rosną płace, produkcja i sprzedaż detaliczna. Formułuje się nowe strategie inwestycyjne i obietnice oddania  nowych  obiektów do użytku. Nagle okazuje się, że można uchwalić ustawę o ochronie polskiej ziemi przed wykupem cudzoziemców, a nawet powstrzymać łupieżczą prywatyzację mienia państwowego. Wsłuchując się w przedwyborcze opinie mainstreamowych mediów, można odnieść wrażenie, że w Polsce właśnie teraz dokonuje się cud gospodarczy.

Skoro jednak jest tak dobrze, to zastanawiające jest, dlaczego prawie  połowa  młodych obywateli chce z Polski  wyjechać. Według badań Polskiego Stowarzyszenia Zarządzania Kadrami aż 48 proc. młodych, wykształconych ludzi  rozważa emigrację po zakończeniu studiów.

Najważniejszym powodem  nie jest może to, że trudno  o pracę. Istotne jest też, że  polskie firmy mają  młodym pracownikom  zdecydowanie mniej do zaoferowania niż ich konkurenci na Zachodzie. Po prostu firmy na Zachodzie dają większe możliwości rozwoju oraz lepszą perspektywę pogodzenia pracy zawodowej z życiem prywatnym.

W Polsce rozwija się przedziwne zjawisko rozszerzania się sfery ubóstwa wsród pracujących. Zarobki są na tak niskim poziomie, że nie wystarczają na godziwą egzystencję.  Płace umożliwiają jedynie zaspokojenie najprostszych funkcji biologicznych niezbędnych do życia i dalszej pracy. Nie jest u nas znane pojęcie płacy godziwej.

Rozpoczęcie własnej działalności gospodarczej to droga przez mękę. Drobni przedsiębiorcy, którzy otworzyli własny biznes, marzą raczej o przejściu na bezpieczny etat,  a nie myślą o dalszym rozwijaniu firmy.

Właśnie ukazał się  doroczny raport World Economic Forum  pt. „The Global Competitiveness Report 2014-2015”  ukazujący pozycję konkurencyjną poszczególnych  krajów w gospodarce światowej. Polska w tym rankingu zajęła 43. miejsce. Ale istotne jest to, że w porównaniu z poprzednim badaniem  spadła o 1 miejsce. Polskę wyprzedziły pod względem konkurencyjności takie kraje, jak: Łotwa, Litwa, Mauritius, Azebejdżan, Czechy, Indonezja, Chile i Tajlandia. Polska traktowana jest wciąż jako rynek rozwijający się.    

Według  wyżej wspomnianego  raportu pozycję konkurencyjną danej gospodarki  wyznacza  sytuacja w 12  obszarach funkcjonowania  państwa, które wpływają na  rozwój biznesu.  Na  wspomnianych 12  filarów biznesu składa się stan instytucji państwa, infrastruktury, środowiska makrekonomicznego, zdrowia  i wykształcenia podstawowego, wykształcenia wyższego i szkoleń,  wydajności rynku dóbr, wydajności rynku pracy, rozwoju rynku finansowego, gotowości do absorpcji technologii, wielkości rynku, poziomu skomplikowania biznesu i wreszcie  innowacyjności. 

Spadek Polski w rankingu  międzynarodowej konkurencyjności  nie jest przypadkowy. Raport  na przykład wytyka Polsce zły stan rynku pracy. Zwraca uwagę na jego niestabilność, nieelastyczność i  nieumiejętność wykorzystania kwalifikacji pracowników. Szokująca jest aż 72. pozycja Polski, jeżeli chodzi o wskaźnik  innowacyjności gospodarki. Nasz kraj wlecze się w ogonie ogółu badanych krajów pod względem wydatków firm na badania i  rozwój, a także  wydatków państwa na zakup nowych technologii. Pod względem wskaźnika innowacyjności gospodarki Polskę wyprzedzają tak  słabo rozwinięte kraje, jak: Kamerun, Wybrzeże Kości Słoniowej,  Macedonia, Tajlandia, Oman, Ghana, Bahrajn, Azerbejdżan, Czarnogóra,  Senegal, Zambia i szereg innych krajów,  które  uznajemy za słabiej rozwinięte.

Nasze sny o wejściu do  grupy G20, czyli do grupy 20 najbardziej rozwiniętych krajów świata, można włożyć między bajki. To, że sytuacja jest zła, wszyscy wiemy. Dlaczego jednak  pozycja konkurencyjna Polski w świecie uległa ostatnio  pogorszeniu, skoro wydatkowaliśmy ogromne fundusze unijne   w ramach  perspektywy budżetowej 2007-2013?

Polskie społeczeństwo nie nabierze się na przedwyborczy,  lukrowany obraz fałszywego cudu  gospodarczego,  gdyż  zbyt dobrze na swoim grzbiecie czuło  twardą rękę władzy.  Od mediów  głównego nurtu szerzących  przedwyborczą gierkowską  propagandę sukcesu należałoby oczekiwać więcej przyzwoitości.

Wpis dostępny na blogAID

Prof. dr hab. Andrzej Kaźmierczak

Członek Rady Polityki Pieniężnej, pracownik Katedry Bankowości Szkoły Głównej Handlowej

Aktualizacja 22 lipca 2015 (12:03)

NaszDziennik.pl