logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Rząd powinien uczyć się patriotyzmu gospodarczego

Sobota, 19 września 2015 (05:02)

Z Andrzejem Kuchtą, przewodniczącym NSZZ „Solidarność” w PZL Świdnik, jednym z inicjatorów obywatelskiego projektu ustawy o wzmocnieniu przemysłowego potencjału obronnego Rzeczypospolitej Polskiej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Rozpoczyna się zbiórka podpisów pod obywatelskim projektem ustawy o wzmocnieniu przemysłowego potencjału obronnego Rzeczypospolitej Polskiej. Skąd taki pomysł?

– Obywatelski projekt ustawy o wzmocnieniu przemysłowego potencjału obronnego Rzeczypospolitej Polskiej nie jest przedsięwzięciem politycznym, ale inicjatywą przedstawicieli związków zawodowych w PZL Świdnik podjętą wspólnie z samorządowcami z naszego miasta. Założenie jest takie, aby w naszym porządku prawnym do uregulowań, które dotyczą zamówień sprzętu na potrzeby Wojska Polskiego, został wprowadzony obligatoryjny wymóg terytorialności produkcji. Chodzi o to, że wojsko w pierwszej kolejności powinno zamawiać sprzęt u krajowych dostawców, a dopiero kiedy polski przemysł nie jest w stanie spełnić wymagań wojska, wówczas można dopuścić do realizacji zamówień u podmiotów zagranicznych. Przy czym warunek jest taki, że producent zagraniczny musi najpierw uruchomić taką produkcję w Polsce. Jednym słowem, nawet jeśli sami – jako polskie firmy – nie jesteśmy w stanie wyprodukować sprzętu zgodnie z zapotrzebowaniem wojska, to może nam taki sprzęt dostarczyć producent zagraniczny, ale w kooperacji z polskimi podmiotami.     

Czy te, wydawałoby się oczywiste kwestie, trzeba regulować ustawą?

– Przykład przetargu na śmigłowiec wielozadaniowy dla polskiej armii pokazuje, że nie tylko trzeba, ale jest to konieczność. Nie mamy innego wyjścia, bo pomimo że pewne zapisy, które teoretycznie zobowiązują rząd do wspierania polskiego potencjału obronnego w polskim porządku prawnym, istnieją – o czym mówi chociażby Strategia Bezpieczeństwa Narodowego RP podpisana przez prezydenta Komorowskiego w 2014 r. – ale nie jest to wymóg obligatoryjny, który w praktyce byłby brany pod uwagę przy zakupach sprzętu obronnego. I nie chodzi tu tylko o przetarg śmigłowcowy, ale także głośną ostatnio sprawę przetargu na wyposażenie polskiej armii w bezzałogowe roboty, gdzie wygrywa handlująca izraelskim sprzętem mało znana spółka, mieszcząca się w szeregowcu na warszawskim Mokotowie, a nie doświadczony polski producent z zapleczem naukowo-badawczym, Przemysłowy Instytut Automatyki i Pomiarów PIAP w Warszawie, który od 20 lat zajmuje się podobną produkcją. Co ciekawe, PIAP otrzymywało dotacje z MON na badania i rozwój, a jak przyszło do zakupu, to wygrywa pośrednik, który chce dostarczyć wojsku sprzęt produkowany za granicą.

Polski rząd trzeba dopingować, tak jakby nie miał poczucia obowiązku?

– Powiem uczciwie, że my również byliśmy zaskoczeni takim obrotem sprawy. Wydawało się, że takie uregulowania w Polsce istnieją, ale przetarg śmigłowcowy, gdzie została wybrana oferta francuskiej firmy Airbus Helicopters i śmigłowiec Caracal, a nie śmigłowce produkowane w Świdniku czy Mielcu, uzmysłowił nam, że zapisy niby są, ale rząd niekoniecznie musi się do nich stosować. Inna sprawa, że mamy taki, a nie inny rząd. To doświadczenie pokazuje, że w każdej sprawie potrzebny jest zdrowy rozsądek i kierowanie się patriotyzmem gospodarczym.

Można powiedzieć, że wyciągacie wnioski z przetargu na śmigłowiec wielozadaniowy dla polskiej armii, którego rozstrzygnięcie wciąż budzi wiele pytań…

– To prawda, kontrowersje wciąż istnieją i na dobrą sprawę nie wiadomo, jak to się ostatecznie zakończy. Wciąż mamy nadzieję na sprawiedliwe rozstrzygnięcie. Wnioski trzeba jednak wyciągać zawsze i wszędzie. Ustawa o wzmocnieniu przemysłowego potencjału obronnego Rzeczypospolitej Polskiej jest potrzebna także po to, aby w przyszłości do podobnych sytuacji nie dochodziło. Chodzi o rozwój całego polskiego przemysłu obronnego i wszystkich firm, które w tym obszarze działają w Polsce.

Mają Państwo świadomość, że do tej pory wszystkie inicjatywy obywatelskie poparte milionami podpisów były ignorowane przez koalicję PO-PSL…

– Owszem, pamiętamy o tym. Mamy jednak nadzieję, że z jednej strony wybory parlamentarne, jakie się zbliżają, a z drugiej obietnice, jakie płyną praktycznie z każdej strony sceny politycznej o tym, że wszyscy chcą się wsłuchiwać w głos narodu i chcą być otwarci na inicjatywy obywatelskie, uda się wykorzystać. Mamy nadzieję zebrać wymaganą liczbę stu tysięcy podpisów i wierzymy, że w odróżnieniu od dotychczasowych inicjatyw nasza się przebije ponad politycznymi sporami.

Kiedy i jak można się włączyć w akcję zbierania podpisów?

– W akcję zbierania podpisów można się włączyć w każdej chwili. W tym tygodniu spełniliśmy ostatni formalny warunek, czyli podanie do publicznej wiadomości, a Komitet inicjatywy ustawodawczej po decyzji marszałek Sejmu Małgorzaty Kidawy-Błońskiej otrzymał podmiotowość prawną. Tym samy biegnie czas trzech miesięcy, jakie mamy na zebranie stu tysięcy podpisów. U nas w Świdniku zbiórka podpisów już się rozpoczęła. Mamy również wsparcie i zapewnienie central związkowych NSZZ „Solidarność”, OPZZ i Forum Związków Zawodowych, które włączają się w akcję. Są z nami także Sekcja Krajowa Przemysłu Zbrojeniowego Przemysłu Zbrojeniowego NSZZ „Solidarność”, od której dzisiaj otrzymaliśmy informację o wsparciu inicjatywy z jednoczesnym apelem do wszystkich pracowników przemysłu zbrojeniowego o włączenie się w zbiórkę podpisów. Podpisy będą zbierane zarówno podczas lokalnych otwartych akcji mamy też nadzieję, że samorządy, na terenie których działają firmy zbrojeniowe, włączą się w akcję. Uruchomiliśmy również stronę www.przemyslobronny.pl, gdzie można pobrać odpowiednie dokumenty, m.in. listy do zbierania podpisów. Tym samym każdy może włączyć się w inicjatywę, zebrać podpisy, a następnie przesłać je pod wskazane adresy czy to Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej, czy Komisji Zakładowej NSZZ „S” w PZL Świdnik, ewentualnie na adres Urzędu Miasta w Świdniku. Jeżeli ktoś chce pomóc, to serdecznie zapraszamy. Prosimy o poparcie pracodawców, związków zawodowych, ludzi nauki czy samorządowców, słowem – wszystkich, którym na sercu leży przyszłość i rozwój polskiego przemysłu obronnego.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl