logo
logo

Dziś w
„Naszym
Dzienniku”

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Polski arsenał

Środa, 29 czerwca 2016 (01:18)

Aktualizacja: Wtorek, 5 lipca 2016 (12:09)

Musimy mieć własny przemysł obronny, który będzie zaspokajał coraz więcej potrzeb polskich Sił Zbrojnych

To najważniejszy wniosek z debaty zorganizowanej przez „Nasz Dziennik” i Polską Grupę Zbrojeniową, jaka odbyła się w Hucie Stalowa Wola (HSW). Zakład jest wiodącym producentem ciężkiego uzbrojenia artyleryjskiego.

– Trudno znaleźć jest na wyposażeniu Sił Zbrojnych naszych sojuszników, takich jak Francja, Niemcy, Wielka Brytania, Turcja, uzbrojenie i sprzęt produkowany poza granicami tych krajów – powiedział poseł Michał Jach, przewodniczący sejmowej komisji obrony.

Własny przemysł zbrojeniowy to też atut w polityce zagranicznej, bo potencjał zbrojeniowy stanowi ważny argument zarówno ekonomiczny, jak i wprost polityczny. – Ostatnie konflikty zbrojne pokazują, że nawet nasi dotychczasowi partnerzy koalicyjni mogą w różny sposób reagować na konflikty, które będą się pojawiać w naszym otoczeniu. Jeśli się nie ma potencjału choćby w minimalnym zakresie, zostaje się samemu – zaznacza gen. bryg. Adam Duda, szef Inspektoratu Uzbrojenia MON.

Rolę głównego polskiego producenta broni i sprzętu dla wojska ma pełnić państwowy holding Polska Grupa Zbrojeniowa. – Posiadanie własnego państwowego potencjału przemysłowego jest sprawą fundamentalną dla każdego silnego czy chcącego być liczącym się państwa. To jest też zatrudnienie, to są podatki, rozwój regionów, wypracowywanie nowych technologii. Doskonale wiemy, że przemysł zbrojeniowy jest inicjatorem postępu technicznego – mówi wiceprezes spółki Maciej Lew-Mirski.

Konieczność posiadania rozwiniętych zdolności jest niemal oczywista, ale nie zawsze zdajemy sobie sprawę, jak wiele czynników jest z tym związanych.

– Lokując tutaj swoją produkcję, zapewniamy, że polska armia nie musi się martwić o to, co będzie w przypadku wojny. Czy zagraniczny dostawca dostarczy to, co zadeklarował, czy też powoła się na stan wyższej konieczności i zabierze swoje zakłady, maszyny i pracowników i przeniesie się do swojego kraju – zwraca uwagę Maciej Lew-Mirski.

Polskie zakłady mogą być dostawcą nie tylko dla naszej armii, ale i dla całego regionu, gdzie jest wiele małych państw, praktycznie bez własnego przemysłu obronnego. – Jesteśmy jednym z nielicznych krajów w regionie, który ma rozwinięty przemysł obronny, biorąc pod uwagę redukcje nawet w takich krajach, jak Wielka Brytania, Francja, Niemcy czy Szwecja. W państwach wysoko rozwiniętych odchodzi się od obróbki mechanicznej na rzecz np. elektroniki. A HSW ma nowoczesny zakład tego rodzaju i już do niego zgłaszają się producenci, którzy chcieliby podjąć współpracę. Daje to szanse na przyszłość – uważa Andrzej Kiński, redaktor naczelny miesięcznika „Wojsko i Technika”.

Stalowa Wola to fenomen historyczny. – Genialna idea Eugeniusza Kwiatkowskiego sprawiła, że powstał COP. Jedynie 625 dni od ścięcia pierwszej sosny były tu już zakłady przemysłowe, osiedle, szkoły, infrastruktura kolejowa i drogowa. To najlepiej dowodzi, jak przemysł zbrojeniowy może wpłynąć nie tylko na bezpieczeństwo państwa, ale oddziaływać na rozwój całego kraju. Stalowa Wola to miasto zrodzone z idei budowy nowoczesnego przemysłu zbrojeniowego – mówi prezydent miasta Lucjusz Nadbereżny.

Huta Stalowa Wola, początkowo nazywana Zakładami Południowymi, powstała w 1937 r., a obecną nazwę nosi od 1948 r. – Program modernizacji Sił Zbrojnych stawia przed firmami PGZ bardzo trudne zadania. Huta Stalowa Wola jest gotowa je przyjąć i już je realizuje. Myślę, że będzie to okres dynamicznego rozwoju naszego zakładu, jak i innych przedsiębiorstw PGZ – zapewnia Antoni Rusinek, prezes Huty Stalowa Wola. Dziś zakład dysponuje linią do produkcji luf artyleryjskich. Jak powiedział Antoni Rusinek, jest ona lepsza, niż mają Niemcy.

Zakład zatrudnia obecnie 800 pracowników, z czego 115 inżynierów zajmujących się rozwojem nowych technologii. Niedawno firma przejęła zakłady Jelcza w Laskowicach (450 pracowników) i Autosanu w Sanoku (300 osób). Jelcz produkuje większość ciężarówek dla polskiej armii i podwozia do pojazdów wojskowych, a Autosan (HSW dzieli w nim udziały razem z warszawskim PIT Radwar), poza autobusami, wytwarza zabudowy specjalne do pojazdów wojskowych, kontenery dla systemów dowodzenia, radarów itp.

Sztandarowym projektem HSW jest rak, moździerz kalibru 120 mm, który montowany jest na podwoziu kołowego transportera opancerzonego Rosomak. Jego pociski mają zasięg 10-12 km i jest to konstrukcja niemal całkowicie polska. W kwietniu podpisano kontrakt o wartości prawie miliarda złotych na dostawę 64 egzemplarzy raka i 32 artyleryjskich wozów dowodzenia. Rak może jeździć też na podwoziu gąsienicowym własnej konstrukcji SSW.

Regina dla dywizjonu

Inny ważny projekt to regina – zintegrowany zestaw pojazdów całego dywizjonu artyleryjskiego złożony z prawie stu typów wozów, w tym dowodzenia i rozpoznania, zaopatrzenia (w amunicję i paliwo), medycznych i ewakuacyjnych. W jego skład wchodzi najnowocześniejsza na świecie armatohaubica Krab kaliber 155 mm na licencji brytyjskiej z podwoziem gąsienicowym importowanym z Korei. Wkrótce także gąsienice mają powstawać w całości w Stalowej Woli. Ma rzadko spotykane zawieszenie hydropneumatyczne zwiększające szybkość strzelania.

HSW ma w ofercie wyrzutnię rakiet Langusta, których dostarczyła 72 sztuki. Rozwijane są projekty armatohaubicy Kryl na podwoziu kołowym również kaliber 155 mm, tym razem na licencji izraelskiej. Krab i kryl mają pociski o zasięgu nawet 40 km.

Huta chce stworzyć nowy pływający bojowy wóz piechoty, choć ten program jest mocno opóźniony, prowadzi prace nad zdalnie sterowanym bezzałogowym systemem wieżowym z armatą kaliber 30 mm dla bojowego bozu piechoty, np. rosomaka, oraz nad platformą minowania Baobab.

Wreszcie homar, czyli polowy system rakietowy z wieloprowadnicową wyrzutnią. Tu PGZ czeka wybór dostawcy licencji technologicznej (pomiędzy firmami z USA i Izraela). To skomplikowany projekt wielu podmiotów z HSW w czołowej roli, ale z niezbędną rolą MON, gdyż tylko resort może zawrzeć konieczne umowy międzyrządowe.

W Stalowej Woli powstaje jeszcze więcej różnych pojazdów dla wojska. A każdy z nich to setki czy tysiące sztuk i perspektywa miejsc pracy na wiele lat, nie tylko przy produkcji, ale i serwisie.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w wersji elektronicznej

Piotr Falkowski, Stalowa Wola

Nasz Dziennik