logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Bez publicznych pieniędzy „Wyborcza” upada

Czwartek, 6 października 2016 (11:48)

Z dr Hanną Karp, medioznawcą z Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, rozmawia Rafał Stefaniuk.

 

Spółka Agora do końca roku ma zwolnić 135 osób, głównie pracowników „Gazety Wyborczej”. Ma to związek ze spadkiem sprzedaży i z mniejszymi niż zakładano wpływami z reklam. To chwilowy kryzys czy powolny zmierzch „Wyborczej”?

– Trudno nie kojarzyć perturbacji w Agorze z przetasowaniem na scenie politycznej, które miało swój początek po ubiegłorocznych wyborach – prezydenckich i parlamentarnych. Różne dane wskazują, że od wielu lat Agora była zasilana przez Spółki Skarbu Państwa. Był to rodzaj stałej rządowej finansowej kroplówki. Teraz okazuje się, że pacjent bez niej coraz gorzej się czuje. W całej sytuacji zaskakuje to, że upadek Agory przyjmuje tak spektakularne formy i przebiega tak szybko. Można więc domniemywać, że poprzednie rządy zasilały tę spółkę nawet jeszcze na większą skalę, niż to oficjalnie wiadomo. Dlatego uważam, że to, co się dzieje w Warszawie przy ul. Czerskiej, przyjmuje stałą tendencję, a zmiany idą głęboko w struktury spółki. Proszę zobaczyć, jak wyglądało wydanie „Gazety Wyborczej” z wtorku, 4 października. Czytelnicy zapewne byli zaskoczeni, że to wydanie miało tak niewielką objętość. Oficjalnie miało to związek z tym, że całe wydanie poświęcono „czarnemu protestowi” kobiet. Podczas gdy prosta logika przyczyny i skutku brzmi: spadają wpływy z reklam, ogranicza się zawartość gazety.

George Soros już ratował Agorę zastrzykiem pieniędzy. Teraz może być podobnie?

– Przeszłość pokazała, że przyjacielska dłoń Sorosa pojawia się zwykle w chwilach trudnych. Myślę, że ta pomoc jest stała. „Gazeta Wyborcza” to medium, które nazwałabym instrumentem realizacji polityki Sorosa. Warto zwrócić uwagę, jak gazeta przedstawiała informacje o Komitecie Obrony Demokracji. Zobaczmy, jak wiele materiałów jest tam poświęconych jego akcjom, manifestacjom, jego liderowi i działaczom. Nie zdziwiłabym się, gdyby to sama „Wyborcza” animowała wydarzenia wokół KOD i spraw z nim związanych.

Jaki wpływ na spadek sprzedaży „Gazety Wyborczej” ma zaangażowanie dziennika w działalność KOD i organizację „czarnego protestu”? To, że dziennikarze z obserwatora stają się stroną sporu, może mieć wpływ na wybory czytelników?

– Z pewnością tak. Czytelnicy liczą na informację maksymalnie obiektywną i szeroką gamę tematów: politycznych, gospodarczych, kulturalnych itd. Kiedy przestają to znajdować, sięgają po inne tytuły, bo rzeczywistość nie znosi próżni. Ale ta monotematyczność może stać się także zarzewiem konfliktu. W „Gazecie Wyborczej” pracują wciąż dziennikarze świadomi tego, czym jest dziennikarstwo i jak powinna wyglądać i funkcjonować gazeta. Myślę, że ci nieliczni mogą czuć się bardzo dyskomfortowo. Bo histeria antyrządowa na łamach przechodzi niemal każdego dnia w groteskę. Czytamy o faszyzmie i totalitaryzmie. To jest już świat z filmów Stanisława Barei. Gazeta poddała się jednej opcji i jednemu trendowi politycznemu. To prawdopodobnie nie może odpowiadać całej redakcji. Dochodzą do mnie też takie sygnały, że redakcja ma z tym kłopoty. Patrząc na sprawę w szerszej perspektywie, taka polityka pisma jest anachroniczna. Współczesny czytelnik prasy konfrontuje swoją wiedzę z różnymi źródłami informacji. Zaczyna – zapewne od dawna – dostrzegać deficyty i absurdy informacyjne tego pisma.

Agora rezygnuje także z wydawania bezpłatnego dziennika „Metrocafe.pl”. Sprawa może mieć szerszy kontekst niż tylko spadek wpływów z reklam?

– Nieszczęścia chodzą parami i jak się coś wali, to – mówiąc bardzo kolokwialnie – w całości. Ulegają redukcji opiniotwórcze wpływy Agory, w tej chwili jej kolejny projekt jest zamykany. Myślę, że konsorcjum przeprowadziło badania i kreując perspektywę pracy firmy, uznało, że finansowo korzystniej jest zrezygnować z „Metrocafe.pl”, niż go kontynuować. Jaki z tego wniosek? Myślę, że wśród menedżerów firmy dominuje myślenie życzeniowe i coraz więcej projektów Agory jest nietrafionych. Albo bazują na złych danych, albo podejmują złe decyzje strategiczne. To mogą być poważne błędy w zarządzaniu, a to przekłada się także na kondycję wszystkich projektów firmy.

Wspomniała Pani o możliwym „ukrytym” finansowaniu Agory przez spółki Skarbu Państwa. To jest wątek, którego rozwinięcia oczekiwałaby Pani w audycie ministra Mariusza Kamińskiego?

– Pogłębiony audyt wymaga czasu. W tej chwili trwa wiele kontroli w różnych instytucjach państwowych. Na efekty tych prac jeszcze musimy poczekać. Z informacji, które do nas docierają, wiemy, że nieprawidłowości mogą dotyczyć największych polskich firm i kluczowych resortów. Sprawa dotyczy wielu miliardów złotych. Patologia, jaką niewątpliwie jest faworyzowanie Agory w promowaniu spółek Skarbu Państwa w mediach, może być jedną z mniejszych afer ostatnich lat. Mimo wszystko nie ignorowałabym tej sprawy. To może pokazać nam, jak wyglądał cały system medialny budowany w III RP. Warto się temu przyjrzeć, choćby tylko po to, aby tego typu sytuacjom stawić tamę w przyszłości. Takie rzeczy, jeżeli się dzieją, świadczą bardzo źle o kondycji państwa. Miejmy świadomość, że ta sytuacja  trwała nie tylko przez ostatnich osiem lat, ale wykreowała cały patologiczny rynek mediów budowany po roku 1989. Sytuacja jest poważna, bo dotyczy bezpieczeństwa informacyjnego wszystkich Polaków. Zgadzam się z wypowiedzią dyrektor  Telewizji Biełsat Agnieszki Romaszewskiej na jednym z portali, że uproszczona i skrajnie niepogłębiona informacja o Polsce zmieniła się w dezinformację. W krajach Zachodu i Stanach Zjednoczonych dominuje obecnie przekaz o „faszyzacji” Polski. W Szwajcarii na przykład – zauważa dyrektor Biełsatu – ale też pewnie i w innych krajach Europy, wielu obywateli jest przekonanych, że w polskim parlamencie – jak w systemie autorytarnym – jest tylko jedna partia. Słowem – panuje dyktatura Jarosława Kaczyńskiego. Może ta myśl jest zabawna i absurdalna dla Polaków żyjących w kraju, ale media głównego nurtu wraz z „Gazetą Wyborczą” taki przekaz od miesięcy bardzo  intensywnie i systemowo kierują w stronę Zachodu. Ten – chętnie podchwytywany przez zachodnich dziennikarzy – strumień kłamstwa trzeba zatrzymać. To jest wielkie zadanie także dla mediów publicznych.

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk

NaszDziennik.pl