logo
logo
zdjęcie

Dr Zbigniew Kuźmiuk

Pierwszy sukces Polski w sporze o gazociąg OPAL

Środa, 28 grudnia 2016 (11:23)

Na początku grudnia PGNiG SA przy wsparciu polskiego rządu zaskarżyło do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu decyzję Komisji Europejskiej podjętą 28 października, zwalniającą gazociąg OPAL ze stosowania tzw. zasady dostępu strony trzeciej (tak naprawdę skargę złożyła spółka – córka PGNiG działająca na terytorium Niemiec).

Jednocześnie spółka złożyła w ETS wniosek o natychmiastowe wstrzymanie wejścia w życie decyzji KE (miała ona obowiązywać od 1 stycznia 2017 roku), stwierdzając, że na jej podstawie niemiecki regulator rynku energii (Bundesnetzagentur) już podejmuje decyzje korzystne dla rosyjskiego Gazpromu.

We wniosku zwrócono także uwagę, że mimo upływu ponad miesiąca od podjęcia decyzji KE dotyczącej gazociągu OPAL nie została ona upubliczniona, co więcej – mimo usilnych starań PGNiG Komisja nie chce jej udostępnić, twierdząc, że „oczyszcza” ją z wrażliwych informacji handlowych.

Przypomnijmy tylko, że właśnie 28 października KE podjęła decyzję, na postawie której rosyjski Gazprom będzie mógł wykorzystywać aż w 80 proc. (do tej pory miał zgodę na wykorzystywanie 50%) przepustowość gazociągu OPAL, biegnącego na terytorium Niemiec wzdłuż polskiej zachodniej granicy.

Gazociąg OPAL jest odnogą biegnącego po dnie Morza Bałtyckiego rosyjsko-niemieckiego gazociągu Nord Stream 1 o przepustowości 36,5 mld m3 (a więc większej niż biegnący przez Polskę Gazociąg Jamalski, którego przepustowość wynosi 33 mld m3), którym Gazprom może dostarczać swój gaz na południe Europy.

Jak twierdzili Rosjanie, obowiązujące do tej pory ograniczenia w wykorzystaniu gazociągu OPAL nie pozwalały im na pełne wykorzystanie obydwu nitek gazociągu Nord Stream 1 o przepustowości 55 mld m3 (średnio według danych KE jest on wykorzystywany w 50 proc.).

KE, uzasadniając ustnie tę kontrowersyjną decyzję, podała, że poprawi ona konkurencyjność na europejskim rynku gazu, choć gołym okiem widać, że jednocześnie powoduje ona powiększenie zależności od dostaw do Europy rosyjskiego gazu.

Według PGNiG i polskiego rządu podjęta przez KE decyzja o umożliwieniu Gazpromowi korzystania w aż 80 proc. z przepustowości gazociągu Opal jest rażąco sprzeczna z prawem europejskim (przede wszystkim III pakietem energetycznym) i pokazuje, że jeżeli chodzi o jego przestrzeganie, to w UE są równi i równiejsi (w tym przypadku Niemcy, którzy przeforsowali taki wyjątek dla tego gazociągu).

Co więcej, jej nieopublikowanie w sytuacji, kiedy na jej podstawie niemiecki regulator rynku energii Bundesnetzagentur podpisał już pod koniec listopada umowę z Gazpromem, Gazpromem Eksport oraz OPAL Gastransport GmbH o zwolnieniu właścicieli gazociągu OPAL z obowiązku stosowaniu unijnych przepisów o dostępie strony trzeciej, jest wydarzeniem bez precedensu w historii UE.

Jest jednak pierwszy sukces PGNiG i polskiego rządu w tym nierównym sporze z Komisją, jak bowiem poinformował wczoraj zajmujący się sprawami energetyki portal BiznesAlert.pl., Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej zdecydował, że do czasu rozpatrzenia skargi polskiej spółki decyzja KE nie powinna zostać wykonana.

W tej sytuacji nie powinna wejść także w życie umowa podpisana z Rosjanami przez niemieckiego regulatora rynku energii, choć Niemcy się bardzo spieszyli i chcieli, żeby zaczęła ona funkcjonować jeszcze przed końcem tego roku.

Oczywiście ta pierwsza decyzja ETS nie oznacza, że PGNiG ten spór z KE gładko rozstrzygnie na swoją stronę, ale jest jednak dobrym sygnałem, że nie tylko wielkość i potencjał gospodarczy krajów członkowskich rozstrzyga o tym, kto ma w UE rację.

Miejmy więc nadzieję, że sędziowie w ETS dobrze zapoznają się z dobrze udokumentowaną skargą PGNiG na decyzję KE i że ostatecznie o rozstrzygnięciu zdecydują argumenty merytoryczne, a nie pozycja polityczna krajów będących w sporze z Komisją.

Dr Zbigniew Kuźmiuk

Autor jest finansistą, posłem do Parlamentu Europejskiego.

Aktualizacja 28 grudnia 2016 (11:37)

NaszDziennik.pl