logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Słowa trzeba dotrzymywać

Czwartek, 31 maja 2018 (23:33)

Z Marianem Kokoszką, przewodniczącym Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” w Polskich Zakładach Lotniczych w Mielcu, rozmawia Mariusz Kamieniecki

W Mielcu podpisano w środę kontrakt na dostawę dwóch śmigłowców Black Hawk dla polskiej policji. Czy na pierwszych dwóch maszynach się skończy, czy może jest planowana kontynuacja dostaw?

– Myślę, że to dobry początek współpracy nie tylko policji, ale wszystkich służb mundurowych w Polsce z PZL Mielec, których właścicielem jest firma Sikorsky Aircraft Corporation należąca do koncernu Lockheed Martin. Kontrakt na śmigłowce S-70i Black Hawk produkowane w Mielcu udało się szybko sfinalizować. Sądzę, że może to pokazać, że jednak można kupić wysokiej klasy sprzęt produkowany w Polsce, przez polskich pracowników. 

Minister Joachim Brudziński podczas zawierania umowy powiedział, że ten dzień otwiera nowe perspektywy przed polską policją, bo oznacza poprawę bezpieczeństwa Polaków, a co oznacza dla PZL Mielec?

– Dla PZL Mielec jest to prestiżowa sprawa. Jak wiadomo, trwa procedura przetargowa na śmigłowce dla polskiej armii, chodzi o śmigłowce dla sił specjalnych oraz dla sił morskich. Zakupiony przez policję sprzęt będzie służył przede wszystkim funkcjonariuszom Biura Operacji Antyterrorystycznych. To pierwsze od lat nowe śmigłowce w polskiej policji, bo jak mówił minister Brudziński, najstarsza maszyna użytkowana przez tę służbę ma 47 lat, a najmłodsza 13 lat. Transakcja obejmuje nie tylko zakup śmigłowców maszyn, ale także pakiet szkolenia personelu naziemnego i pilotów oraz wsparcie serwisowe w pierwszym okresie użytkowania.

Czym się różnią śmigłowce dla policji od tych dla wojska?

– Wszystko zależy od tego, do jakich celów śmigłowce mają być używane. Cel warunkuje wyposażenie odpowiednio dla wojska czy dla innych służb mundurowych, takich jak np. policja. W tym wypadku śmigłowce będą wykorzystywane do działań operacyjno-desantowych, będą służyć przede wszystkim funkcjonariuszom Biura Operacji Antyterrorystycznych. 

A co z przetargiem śmigłowcowym dla polskiej armii?

– To jest dobre pytanie – zwłaszcza, że w przestrzeni publicznej pojawiło się wiele rozbieżnych informacji na ten temat. Osobiście, póki co, opieram się na informacjach, które pozyskałem 26 marca na posiedzeniu Zespołu Trójstronnego, na którym wiceszef MON Sebastian Chwałek poinformował, że do końca kwietnia br. zostanie ostatecznie sfinalizowane zapytanie ofertowe w zakresie śmigłowców dla sił specjalnych, a do końca maja br. zapytanie ofertowe dotyczące śmigłowców dla sił morskich. Bogu dzięki mamy dzisiaj przedostatni dzień maja i ani jednego, ani drugiego zapytania ofertowego nie ma. Ponadto w tzw. międzyczasie w odpowiedzi na interpelację poselską pojawiła się informacja wiceministra Wojciecha Skurkiewicza, który powiedział, że z uwagi na szczupłość środków Ministerstwo Obrony będzie zmuszone przesunąć realizację kontraktów śmigłowcowych na okres po roku 2022. To oczywiście spotkało się z dezaprobatą, zaniepokojeniem dwóch polskich zakładów produkujących śmigłowce, mianowicie PZL Mielec i PZL Świdnik, zainteresowanych przetargiem śmigłowców dla Wojska Polskiego.

Z tego, co wiem, Sekcja Krajowa Przemysłu Lotniczego NSZZ „Solidarność” zwracała się do ministra obrony Mariusza Błaszczaka o spotkanie. Czy jest jakiś odzew?

– Niestety, nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi. Dlatego w miniony weekend, podczas Walnego Zebrania Delegatów Sekcji Krajowej Przemysłu Lotniczego NSZZ „Solidarność”, przyjęliśmy stanowisko, w którym zwracamy się do premiera Mateusza Morawieckiego o to, żeby w trybie pilnym spotkał się z nami, żebyśmy mogli pozyskać konkretną informację, na jakim etapie jest procedura dotycząca przetargu śmigłowcowego. Nie może być tak, że różni przedstawiciele MON wypowiadają się w odmienny sposób w tak ważnych sprawach. Zależy nam, aby tę sprawę wyjaśnić.

A co, jeśli odpowiedzi nie będzie, jak to miało miejsce poprzednio ze strony szefa MON?

– Jesteśmy pozytywnie nastawieni i wierzymy, że głos rozsądku zwycięży. Natomiast jeśli do spotkania nie dojdzie, to wówczas będziemy zmuszeni podjąć inne działania statutowe.

Czyżby zatem szykował się kolejny protest w walce o przetarg śmigłowcowy?

– Panie redaktorze, jako pracownicy firm produkujących śmigłowce walczymy o swoje. Nie ma znaczenia, czy jest to rząd koalicji Platformy i PSL-u czy jest to rząd Zjednoczonej Prawicy. Pewnie nie byłoby tak ostrych reperkusji, gdyby strona rządowa dotrzymywała słowa. Przypomnę tylko deklaracje z okresu kampanii wyborczej prezydenckiej, a następnie parlamentarnej, i obietnice składane wówczas przez kandydata na prezydenta RP Andrzeja Dudę, czy później, już po zamknięciu poprzedniego przetargu bez wyłaniania oferenta, kiedy w Mielcu, ale także w Świdniku, gościła premier Beata Szydło i minister Antoni Macierewicz zostały złożone konkretne obietnice. Bez presji, bez nacisków politycy powiedzieli, na dobrą sprawę, co chcieli, ale czas mija i wciąż nie ma realizacji złożonych obietnic, a ludzie pamiętają. Później wielokrotnie odbywały się nasze rozmowy w resorcie obrony, gdzie próbowano nas uspokajać, ale niestety – jak sam pan widzi – cała ta procedura się bardzo przedłuża. I to musi budzić niepokój, tym bardziej, że policja w niecałe pół roku – wiedząc, czego potrzebuje – sfinalizowała zakup śmigłowców Black Hawk. Tymczasem jeśli chodzi o wojsko, sprawa ciągnie się już prawie dwa lata – trochę długo. Dodatkowy niepokój budzi fakt, że obecny szef MON minister Błaszczak unika spotkania z nami. Trochę rozumiem jego sytuację, która jest trudna. Chodzi bowiem o finansowanie – jeśli dobrze rozumieć wypowiedź wiceministra Skurkiewicza.

Czego się zatem domagacie?

– Prawdy. Nawet najgorsza prawda, ale wyartykułowana w odpowiedni sposób, w odpowiednim czasie jest lepsza niż milczenie i uniki. Słowa trzeba dotrzymywać. Myślę, że w kampanii wyborczej zarówno prezydenckiej, jak i parlamentarnej oraz przy urnach jako załogi zakładów produkujących śmigłowce wsparliśmy opcję obecnie rządzącą w Polsce. Nie zgadzaliśmy się bowiem z takim rozstrzygnięciem przetargu śmigłowcowego, jakie za rządów PO – PSL zapadło w kwietniu 2015 roku, bo to, co wtedy uczyniono przy wyborze francuskich caracali, było skandalem i próbą wyprowadzenia za granice Polski 13,5 mld zł. Jeśli zaś chodzi o sprawy bieżące, to tu też procedura, która ma wyłonić dostawcę śmigłowców dla polskiej armii, trwa zbyt długo. Przypomnę też, że mówimy dzisiaj tylko o ośmiu sztukach śmigłowców dla służb specjalnych i czterech dla sił morskich. To nie są ilości, które zwalają z nóg, ale jest to początek, oby pomyślny dla naszych zakładów.

Czy strona społeczna ma jakieś propozycje, które przedstawiłaby podczas spotkania z premierem?

– Przede wszystkim czekamy na odpowiedź i rozstrzygnięcia. Miejmy nadzieję, że pilnie się spotkamy z przedstawicielami najwyższych władz państwowych. Myślę, że obie strony będą miały jakieś propozycje, konkretne pomysły. Mam nadzieję, że przy wspólnym stole uda się nam przedstawić racje i osiągnąć porozumienie korzystne dla wszystkich stron.

Dziękuję za rozmowę.   

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl