logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Matuszak/ Nasz Dziennik

Niedzielna korekta

Sobota, 14 lipca 2018 (02:33)

Przymuszanie pracowników handlu do pracy do północy w sobotę lub od północy w poniedziałek psuje ideę wolnej niedzieli – alarmuje „Solidarność”.

Ustawa ograniczająca handel w niedzielę zostanie znowelizowana. Projekt, którego celem będzie doprecyzowanie przepisów aktualnie omijanych przez placówki handlowe otwarte w niehandlową niedzielę, mógłby być procedowany po wakacjach parlamentarnych.

Wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej Stanisław Szwed w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” zaznacza, że po spotkaniach z przedstawicielami pracodawców i związków zawodowych resort ma kilka propozycji zmian, które przy współpracy z ministerstwem mogłyby zostać zgłoszone jako projekt poselski.

Wśród najbardziej palących problemów do rozwiązania jest nadużywanie przez niektórych pracodawców przepisów umożliwiających takie zorganizowanie pracy, aby pracownik był zobowiązany pracować do północy w sobotę i od północy w poniedziałek. Przepisy uwzględniające wcześniejsze zakończenie pracy w niedzielę i późniejsze rozpoczęcie w poniedziałek zawierał obywatelski projekt ustawy w sprawie wolnych niedziel. Przepis jednak został z projektu usunięty na etapie sejmowych prac nad ustawą.

Alfred Bujara, przewodniczący Krajowego Sekretariatu Banków, Handlu i Ubezpieczeń NSZZ „Solidarność”, który reprezentował przed Sejmem wnioskodawców projektu, wskazuje, że obawy o nadużywanie przez pracodawców elastycznych godzin pracy niestety się spełniły. A to powoduje, że niedziela dla bardzo wielu pracowników handlu wcale w pełni wolna nie jest. – Pracodawcy często nadużywają możliwości pracy do godziny 24.00. W efekcie pracownicy są zmuszani pozostawać w pracy w sobotę do północy, a tuż po godzinie 24.00 w poniedziałek pracę rozpoczynać. Szczególnie dotkliwe jest to dla pracowników z mniejszych miejscowości, gdzie w nocy nie funkcjonuje praktycznie komunikacja publiczna – tłumaczy nam Bujara.

Tego typu problemów nie ma na Zachodzie, w krajach, które już przed laty wprowadziły niedziele wolne od handlu. – W Europie Zachodniej tego typu praktyk nie ma. Na przykład w Niemczech doba pracownicza w sobotę kończy się o 22.00, a w Austrii o 18.00. W analogiczny sposób chcemy to uregulować u nas – aby doba pracownicza kończyła się o 22.00 w sobotę, a zaczynała o 5.00 w poniedziałek. W ten sposób niedziela będzie rzeczywiście dniem odpoczynku dla pracowników – mówi Alfred Bujara.

Nie wszystkie duże sieci handlowe na to się zdecydowały. Jednak te, które poszły tą drogą, ewidentnie działają wbrew pracownikom. – Jeśli muszę pracować do północy w sobotę albo iść do pracy po północy w poniedziałek, to chociaż mam wolną niedzielę, nie jestem w stanie z niej w pełni skorzystać, tak jak bym chciała. Wiele koleżanek ma też problem z powrotem do domu w środku nocy, kiedy nie działa żadna komunikacja miejska, a kierownicy regionalni ironicznie odpowiadają, że skoro dostały podwyżkę, to stać je na taksówkę – mówi pani Kinga pracująca w jednym ze sklepów dużej ogólnopolskiej sieci handlowej.

Sieć tak zmieniła organizację pracy, że pracownicy kończą zmianę o 23.45 w sobotę, a w poniedziałek przychodzą już 15 minut po północy. Wydłużono także o pół godziny czas pracy w dni powszednie. Nasza rozmówczyni zwraca uwagę, że za taką organizacją czasu pracy nie przemawia wcale argument o chęci zapewnienia klientom dostępu do jak najświeższych produktów. – W ciągu tygodnia nocnych zmian nie ma codziennie i jakoś nikt się nie przejmuje tym, że klient nie będzie miał dostępu do świeżego towaru. Jeżeli dostawa wjeżdżałaby w sobotę po południu, to pracownicy zdążyliby rozłożyć towar do czasu normalnego zamknięcia sklepu, ewentualnie w poniedziałek można byłoby przyjść godzinę wcześniej niż zwykle – dodaje pani Kinga.

Poczta czy market

Bujara podkreśla, że kwestia ustalenia doby pracowniczej jest sprawą absolutnie kluczową. – Tego na pewno nie odpuścimy – deklaruje w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”.

Do konsekwentnie podnoszonego przez „Solidarność” postulatu nad wyraz ostrożnie podchodzi rząd. – W tej chwili szukamy rozwiązań, które nie łamałyby tego głównego kryterium, że „doba to są 24 godziny”. Poszukujemy jednak rozwiązań, które powodowałyby, żeby ci pracodawcy, którzy świadomie wykorzystują tę sytuację, nie mogli tego robić – mówi „Naszemu Dziennikowi” wiceminister Stanisław Szwed.

W nowelizacji ustawy znajdzie się szereg przepisów ograniczających możliwość naciągania prawa. – Chodzi np. o uregulowanie kwestii placówek pocztowych. Ustawa w tej sprawie jest jednoznaczna – czynna w niedzielę może być placówka pocztowa, jednak mamy do czynienia z obchodzeniem tego prawa. Szukamy w tej chwili rozwiązań, aby przepisy uszczelnić – zaznacza Szwed. Placówkami pocztowymi mianował sklepy, które wydają przesyłki, właściciel sieci Żabka. Doprecyzowanie przepisów mogłoby polegać na stwierdzeniu, że czynne w niedziele byłyby placówki, które mają przeważającą działalność w postaci usług pocztowych.

Nowelizacja miałaby także rozstrzygać problemy wynikające ze zmiany PKD – zapowiada nasz rozmówca – czyli przeważającej działalności sklepów na taką, która pozwala im być otwarta w niedzielę niehandlową. Notowane są np. przypadki, że sklepy spożywczo-monopolowe, aby mogły być czynne w niedziele, zgłaszają jako przeważającą działalność sprzedaż tytoniu, który w tym dniu można sprzedawać.

„Solidarność” zwraca uwagę na konieczność uregulowania dodatkowo handlu w niedziele w centrach dystrybucyjnych i logistycznych. – Postulujemy, aby praca tam odbywała się w niedziele za pisemną zgodą pracownika, a pracownik otrzymywałby za nią 100-procentowy dodatek. Obecnie za pracę w niedziele obowiązuje stawka jak w zwykły dzień – mówi Bujara. – Konieczne jest także uregulowanie e-handlu. W tej sprawie rząd powinien wystąpić do Komisji Europejskiej o notyfikację przepisów. Nie chcemy zakazu kupowania przez internet czy przeglądania w niedziele stron sklepów internetowych. Chodzi jedynie o to – jak też jest na Zachodzie – aby w niedziele nie pakowano i nie wysyłano paczek – zaznacza.

Artur Kowalski

Nasz Dziennik