logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Platforma zadłużyła także przyszłe pokolenia

Niedziela, 2 września 2018 (20:28)

Z Marianem Szołuchą, doktorem nauk ekonomicznych z Akademii Finansów i Biznesu Vistula, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Na co szczególnie powinna zwrócić uwagę komisja śledcza ds. wyłudzeń VAT, która rozpoczyna swoją działalność?

– Ważnym kryterium jest tutaj – niestety – czynnik czasu. Wiemy bowiem, że taka komisja śledcza może działać tylko w danej kadencji Sejmu, a ta, jak wiemy, kończy się jesienią przyszłego roku. Pozostaje więc niewiele ponad rok kalendarzowy, w związku z czym komisja będzie musiała po pierwsze zwrócić uwagę na sprawy generalne. Stąd – dobrze, że zaczęła od głównych świadków, od tych, którzy mogą mieć i chyba mają zarówno większą wiedzę na temat nieprawidłowości w obrębie konstrukcji i poboru podatku VAT w latach, które są przedmiotem zainteresowania komisji śledczej ds. VAT. Stąd pierwsi świadkowie wezwani przez komisję: – prof. Witold Modzelewski i były minister finansów Jan Vincent Rostowski i dalej byli ministrowie sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski i Andrzej Czuma, a także były prokurator generalny Andrzej Seremet. Można powiedzieć, że na pierwszy ogień pójdą – oczywiście poza prof. Modzelewskim – najwyżsi przedstawiciele struktur, które powinny były zapobiegać przestępstwom podatkowym i ścigać tych, którzy się ich dopuszczali.

To pierwszy etap, a kolejne?

– Kolejnym etapem powinno być wyodrębnienie kilku być może więcej spraw modelowych, dla całej tej VAT-owskiej afery. Trzeba bowiem powiedzieć, że w odróżnieniu od wszystkich innych afer, którymi się zajmowały komisje śledcze w III RP i wszystkich afer finansowych III RP w ogóle, afera VAT składa się nie z jednej sprawy czy nawet kilkudziesięciu, ale z tysięcy spraw. To jest afera, na którą złożyła się działalność rozmaitych grup przestępczych począwszy od małych, średnich, dużych, polskich, zagranicznych, również mieszanych pod względem obywatelstwa. Polska bowiem niczym magnes przyciągała – do niedawna – przestępców podatkowych. Byliśmy wręcz dla nich rajem. Niesprawność naszego aparatu skarbowego i celnego, luki w samych przepisach, opieszałość wymiaru sprawiedliwości to wszystko sprawiało, że przestępcy podatkowi mogli się u nas czuć bezkarni. Wreszcie niska jakość naszych służb na poziomie codziennego, operacyjnego funkcjonowania, to wszystko przyciągało, wręcz umożliwiało rozrost afery VAT i powodowało rozrost tego przestępczego procederu do rozmiarów wielu set miliardów złotych i to na przestrzeni zaledwie kilku lat.

Jakie pytania powinny paść podczas przesłuchań?

– Takich pytań jest cała masa. Przede wszystkim powinny paść pytania, gdzie w obliczu przestępstw był pion analityczny służb skarbowych, gdzie był wywiad, którym służba skarbowa także dysponuje? Dlaczego za przestępstwa opływające na gigantyczne kwoty karano w sposób – powiedzieć – delikatny, to byłby eufemizm, a bardzie pasuje tu określenie symboliczny? Dlaczego nie wprowadzono rozwiązań, które były znane zarówno w Polsce jak i zagranicą – zagranica w sposób praktyczny, a u nas przygotowane już dawno? Wspomnę tylko o jednolitym pliku kontrolnym, do którego ustawa była przygotowana jeszcze w czasach rządów koalicji PO – PSL, ale jakoś nie znalazło to zastosowania w praktyce. Pamiętajmy też o ustawie o krajowej administracji skarbowej, która także była przygotowana w latach 2006-2007, ale po wyborach parlamentarnych i objęciu władzy przez Platformę została schowana głęboko do szafy i to na osiem lat. Tymczasem służby: celna, skarbowa działały zupełnie odrębnie jak palce jednej ręki zamiast tak jak dzisiaj to się dzieje być zaciśnięte w pięść i być wymierzone w przestępców podatkowych.

Czy to ograniczenie czasowe pracy komisji do roku czasu – jak Pan wcześniej zauważył, bo tyle pozostało do końca obecnej kadencji Sejmu, wystarczy aby wyjaśnić, dlaczego w Polsce za rządów  PO – PSL była taka duża luka VAT-owska oraz wskazać i ukarać winnych?

– To będzie bardzo trudne zadanie, bowiem będzie wymagało nie tylko pracy, ale efektywnej pracy. Chodzi o skupienie się na odpowiednich wątkach, nie wszystkie z nich możemy dzisiaj wskazać. Część z pewnością wypłynie w toku przesłuchań i analiz, które będzie prowadziła komisja. Myślę jednak, że nie wszystko zależy od kierowanej przez posła Marcina Horałę komisji śledczej, która musi zostać wsparta nie tylko ekspertami i zapleczem techniczno-biurowo-organizacyjnym zapewnionym przez Kancelarię Sejmu, ale przede wszystkim musi być ona wsparta informacjami – nie surowymi, ale już odpowiednio przetworzonymi, przez służby specjalne, prokuraturę, aparat skarbowy i jeśli te instancje dostatecznie szybko i sprawnie zasilą komisję śledczą ds. wyłudzeń VAT w dobrze przygotowane materiały, to będzie ona w stanie dojść – i nie mam, co do tego wątpliwości, do konkretnych wniosków, nawet w tym stosunkowo krótkim okresie, jaki jej wyznacza czas kadencji Sejmu. Ale warunkiem jest, że państwo polskie zadziała na zasadzie – wszystkie ręce na pokład. Komisja musi być zatem wzmocniona nie tylko organizacyjnie – jak już powiedziałem, nie tylko merytorycznie, jak stwierdziłem, ale także, i co do tego nie ma wątpliwości, że komisja musi być chroniona, i to bardzo ściśle.

Co ma Pan na myśli, mówiąc o ochronie członków komisji śledczej?

– Z całą pewnością będą próby podrzucania fałszywych tropów członkom tej komisji, być może pojawią się też próby zastraszania, korumpowania. Niestety tak już jest, że w sprawach, gdzie mowa jest o dużo mniejszych kwotach, ludzie posuwają się do bardzo niecnych działań, tymczasem tutaj mówimy o aferze, która swoim rozmiarem przerasta wszystkie inne afery finansowe razem wzięte, jakie znamy z najnowszej historii Polski. Były grupy przestępcze, które na przestępstwach VAT-owskich zarabiały miliony złotych dziennie. Część tych pieniędzy oczywiście się rozpłynęła, część z przestępców uciekła zagranicę, ale nawet tam nie wszystko da się ukryć, czy się schować, dlatego jest bardzo wielu ludzi, którym zależy na niesprawności działania komisji śledczej ds. wyłudzeń VAT oraz innych służb. Zresztą trzeba powiedzieć, że prace komisji śledczej to jest tylko jeden z odcinków wspólnego frontu, na którym jest dzisiaj państwo polskie w walce z przestępcami podatkowymi, którzy okradali nas do niedawna na nieprawdopodobną skalę.

O jakiej skali strat możemy mówić?               

– Z osławionych 262 miliardów złotych – wyliczonych przez firmę PwC, podane później do wiadomości także przez Ministerstwo Finansów można by sfinansować przez 10 lat program „Rodzina 500+”, wybudować setki kilometrów autostrad, wydatnie dozbroić polską armię innymi słowy, zmienić naszą rzeczywistość. Możemy zatem powiedzieć, że przestępcy podatkowi nie byli – przynajmniej nie w pierwszej kolejności – wrogami budżetu państwa, co wrogiem nas wszystkich uczciwych podatników oraz uczciwych przedsiębiorców, bo będąc dla nich nieuczciwą konkurencją, mogli konsumentowi oferować towary czy usługi znacznie taniej. Bogacili się w sposób nieprawdopodobnie szybki, nieuczciwie i dzisiaj trzeba zrobić wszystko, nie tylko żeby ich rozliczyć, co da się zrobić. Być może też da się część pieniędzy ściągnąć do budżetu państwa, bo ci podatkowi przestępcy pozostawili po sobie całą masę śladów. Proszę zwrócić uwagę, karuzele VAT-owskie, czyli te najbardziej zaawansowane przestępstwa, to są tygodnie, nawet miesiące działań – tylko w pojedynczym przypadku, to są konta bankowe, to są rejestry sądowe, bo mówimy przecież o legalnie – przynajmniej na papierze – działających firmach. Są to wreszcie ludzie nie tylko z Polski, ale też z zagranicy, więc można liczyć też na pomoc i wsparcie odpowiedników naszych służb w innych państwach europejskich. Ci przestępcy pozostawili po sobie mnóstwo śladów, więc należy ich ścigać nie tylko po to, żeby ich ukarać i odzyskać do budżetu państwa część zagrabionych pieniędzy, ale też po to, żeby dać przykład na przyszłość, żeby ci, którzy chcieliby pójść tą drogą, bali się na nią wkraczać, żeby bali się podejmować tej przestępczej działalności.

O jakich ludziach, jeśli chodzi o przestępców podatkowych, mówimy?            

– Są to różne kategorie ludzi, począwszy od bezwzględnych przestępcach w białych kołnierzykach, ale również o tradycyjnych przestępcach mafijnych rodem z lat 90. ubiegłego stulecia, którzy już po 2000 roku zajmowali się przestępczością podatkową, która dawała znacznie większe zyski niż tradycyjna – nazwijmy to – przestępczość mafijna. Tak czy inaczej komisja śledcza ds. wyłudzeń VAT musi zacząć intensywnie pracować, państwo musi ją wszelkimi siłami wzmocnić. Czasu zostało niewiele i szkoda, że ta komisja dopiero teraz startuje, ale myślę, że lepiej późno niż wcale.

Jako jeden z pierwszych ma zostać przesłuchany były minister finansów Jan Vincent Rostowski, który widząc,, jak pieniądze z VAT wyciekają, zamiast uszczelnić system, to podnosił podatki. Czy z ekonomicznego punktu widzenia były to racjonalne działania?

– To, co zrobił minister Jan Vincent Rostowski, było działaniem wręcz irracjonalnym. W czasach rządów koalicji PO – PSL byliśmy – jak się okazuje – gdzieś za wierzchołkiem krzywej Laffera, a prościej rzecz ujmując, nasza gospodarka – ta jej uczciwa część przedsiębiorców i podatników – była tak obciążona podatkami, że każda kolejna podwyżka kończyła się spadkiem wpływów do budżetu, a nie wzrostem, tak jak zakładał to minister Rostowski. Tak było np. w przypadku podatku akcyzowego. Natomiast w przypadku VAT-u także wpływy ze wzrostu o jeden punkt procentowy stawki podstawowej nie były proporcjonalne do wzrostu gospodarczego Polski ogółem. W latach 2008-2015 polskie PKB urosło łącznie o 40 proc., podczas gdy wpływy z VAT-u zaledwie o 20 proc. To pokazuje dysproporcję wzrost stawki VAT do 23 proc., a przy tym jeszcze likwidacja szeregu preferencji choćby w przypadku ubranek dziecięcych, gdzie stawka wzrosła VAT na te artykuły w ciągu kilkunastu miesięcy wzrosła z 7 do 23 proc. Te działania powodowały skutki odwrotne od oczekiwanych i cóż wobec tych twardych faktów ma dzisiaj powiedzieć Jan Vincent Rostowski. Nie stać go jednak na szczerość, na powiedzenie prawdy i uczciwe przyznanie się do winy i wygląda na to, że obrał linię pójścia w zaparte i należy się spodziewać, że będzie ją podtrzymywał w swojej retoryce. Ale to jest nie do obrony, co jest widoczne gołym okiem i to nawet dla laika.

Dlaczego Rostowski nie reagował, mimo iż wielu analityków ostrzegało, że to zła droga, że luka podatkowa rośnie?

– Rzeczywiście rozmaitej maści analitycy, związki zawodowe służby celnej, firmy konsultingowe nawet zagraniczne ostrzegały, biła na alarm Komisja Europejska i właściwie ze wszystkich stron mówiono nam, że luka podatkowa w Polsce jest ponad przeciętnie duża jak na europejskie standardy. Alarmowano, że luka ta się powiększa i że tracimy rocznie dziesiątki miliardów złotych, a więc kwoty często równe połowie, a nawet większej części rocznego deficytu budżetowego, a mimo tych ostrzeżeń nie podejmowano działań stosunkowo prostych, które można było podjąć. Oprócz wprowadzenia jednolitego pliku kontrolnego wystarczyło przecież podnieść kary za najbardziej rażące przestępstwa podatkowe, wystarczyło zmienić metodologię doboru podmiotów do kontroli skarbowej, czy wprowadzić inne narzędzia. Te zostały wprowadzone po 2016 roku i przyniosły taki oto skutek, że dzisiaj bez wzrostu obciążeń podatkowych budżet państwa ma się znacznie lepiej, deficyt spada, wpływy ze wszystkich kategorii rosną i to rosną w sposób nieporównywalny z latami rządów koalicji PO – PSL.

Straty były nie tylko w sferze podatku VAT, ale także na innych podatkowych frontach…

– Dokładnie, bo chociaż wiele uwagi poświęcamy podatkowi VAT, to są przecież cztery główne kategorie podatkowej od najważniejszej, czyli VAT, akcyza, CIT i PIT. Tylko w przypadku CIT-u zanotowaliśmy wzrost – w ciągu zaledwie dwóch lat rządów Prawa i Sprawiedliwości – o sześć miliardów złotych, podczas gdy w ciągu ośmiu lat rządów Platformy wpływy z tego podatku wzrosły zaledwie o siedemset milionów. Tak więc dziewięciokrotnie więcej wynosi wpływ z podatku CIT i to w ciągu tylko dwóch lat rządów PiS w porównaniu do ośmiu lat rządów koalicji PO – PSL. Takich porównań jest znacznie więcej. To pokazuje, że skala zjawiska okradania państwa była tak ogromna – z jednej strony, a z drugiej bezczynność organów państwa była tak porażająca i tak niewytłumaczalna, że trudno przypuszczać, że tylko niekompetencja wysokich urzędników i polityków zaważyła na istnieniu afery, o której rozmawiamy. Myślę, że logika nakazuje stwierdzenie, że był tu także element celowości.

Był zatem parasol ochronny nad tego typu działalnością przestępczą?

– Myślę, że ten parasol ochronny był nie tylko ze strony wysokich polityków czy urzędników, być może też ze strony części funkcjonariuszy służb specjalnych. Niestety, kolejna wielka afera bardzo charakterystyczna w swojej konstrukcji w stosunku do innych tego rodzaju spraw III RP począwszy od roku 1989 i 1990, tyle że na znacznie większą skalę. Zostaliśmy okradzeni my wszyscy jako społeczeństwo, bo później musieliśmy się wszyscy zrzucić na to wszystko, co zostało ukradzione, co więcej – na część będą się musiały składać także przyszłe pokolenia Polaków, które zostały zadłużone za rządów koalicji PO –PSL na rekordowe kwoty.

Dziękuję za rozmowę.       

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl