logo
logo

Zdjęcie: Mariusz Kamieniecki/ Nasz Dziennik

Karp potrzebuje wsparcia

Niedziela, 25 listopada 2018 (22:37)

Ze Zbigniewem Szczepańskim, ichtiologiem, prezesem zarządu Towarzystwa Promocji Ryb, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jesień jest zwieńczeniem sezonu na karpiowych stawach hodowlanych. Jaki był tegoroczny sezon?

– Są takie rejony Polski, gdzie – jeśli chodzi o wodę – sytuacja była dramatyczna. Gorące lato i brak opadów deszczu sprawiły, że w niektórych stawach, np. na Opolszczyźnie, wody było tak mało, że aby dowieźć ziarna zbóż – pokarm dla ryb połowę wyschniętego stawu można było pokonać nie łodzią, a traktorem z przyczepą. Były też przypadki, że niedobór wody był tak duży, że grzbiety karpi wystawały ponad powierzchnię stawu. Sytuacja była więc dość dramatyczna, bo rybom nie można było zapewnić dostatecznej ochrony przed drapieżnikami, chociażby takimi jak kormorany, czy też wystarczającej ilości tlenu w wodzie. To były anormalne warunki, niemające nic wspólnego z zapewnieniem dobrostanu dla ryb. Rybacy mieli do wyboru albo wyłowić ryby już w maju czy w czerwcu, albo liczyć na to, że sytuacja się poprawi i ryby dotrwają do jesiennych połowów.

Jak to się zakończyło?

– W niektórych przypadkach rybacy byli nawet zaskoczeni, że karpie okazały się – tak jak to wielokrotnie mówimy – odporne na niekorzystne warunki tlenowe czy środowiskowe. Tam, gdzie były niedobory wody, plony są nieco mniejsze niż w latach ubiegłych, natomiast były takie obiekty, które mają dostateczną ilość bieżącej wody i tam z kolei wyniki chowu były bardzo zadowalające, i nawet przekraczały tonę ryb z jednego hektara. Przy naszej średniej ok. 600 kg z hektara przypadki, gdzie odłowiono nawet do półtorej tony karpia, to jest wynik bardzo optymistyczny. Suma summarum okazuje się, że mimo tych problemów ryb nie będzie mniej niż w zeszłym roku, natomiast lokalnie gospodarstwa rybackie – owszem – poniosły straty, nazwijmy to, suszowe.

Czy to wpłynie na ceny karpi przed świętami?

– W sierpniu czy nawet jeszcze we wrześniu wydawało się, że te straty będą ogromne, co przełoży się na niedobory towaru, tymczasem okazało się, że tylko w niewielkiej części Polski susza trwała nieprzerwanie, ale opady deszczu w końcu się pojawiły, co podtrzymało produkcję. Natomiast tam, gdzie wody wystarczyło, to rok był na tyle ciepły – taki jak karpie lubią, że ryby urosły nawet powyżej średniej. W sumie to wszystko się skompensowało i myślę, że cena powinna być podobna jak w roku ubiegłym, a więc bez rewolucji.

Wiadomo, ile polskiego karpia w tym roku trafi na wigilijne stoły?

– Odłowy karpi, póki co, jeszcze się nie zakończyły, bo jeszcze są takie rejony, gdzie trwa odławianie ryb. W tym momencie trudno więc mówić o pełnym podsumowaniu, bo to i tak następuje po zakończeniu sprzedaży, a nie w momencie, gdy karpie trafiają do wodnych magazynów. Jesienią było tak ciepło, że rybacy opóźniali początek odłowów, w związku z czym nie rozpoczynały się one tak jak zazwyczaj z początkiem października, ale nawet pod koniec października. Biorąc pod uwagę, że w gospodarstwach takie odłowy trwają ok. miesiąca, to w wielu regionach są one w toku. Ryby trafią do specjalnych magazynów wodnych, czyli stawów, gdzie nie będą już karmione. W ten sposób zrzucą nadmiar tłuszczu, w tym czasie wytrąci się także zapach mułu, dzięki czemu ich mięso zyska na smaku. Pozostałe karpie przeznaczone do dalszej hodowli umieszczane są w tzw. zimochowach. Tak czy inaczej plony raczej nie będą mniejsze – taki pogląd można sobie wyrobić na podstawie informacji z kilku gospodarstw rybackich, więc można powiedzieć, że ok. 18 tysięcy ton polskiego karpia w tym roku zostanie odłowione. Inna sprawa, jaki będzie urodzaj w krajach sąsiednich, jak Czechy czy Łotwa, bo zwykle jeśli w naszych stawach był kryzys i odłowy sięgały 15-16 tysięcy ton, to limit zapotrzebowania 20-21 tysięcy ton karpia był uzupełniany właśnie importem z krajów ościennych. Być może w tym roku nie będzie takiej potrzeby, bo – jak wspomniałem – polskich karpi nie będzie dramatycznie mało.

W 2017 roku hodowcy karpi protestowali przeciwko polityce Ministerstwa Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej, które unijne wsparcie dla hodowców karpi chciało przeznaczyć na ochronę Bałtyku i pomoc dla rybołówstwa bałtyckiego. Czy i co w tej materii coś się zmieniło?

– Pomimo iż resort zabezpieczył dopłatę tylko ok. 700 złotych na hektar, bo tyle udało się wynegocjować i nie było już później większych protestów, to w rezultacie i tak zmieniono pierwotne zamiary i nie wypłacano tych pieniędzy corocznie, tylko jednorazowo z góry za pięć lat. To też jest na tyle znaczna kwota, która – można powiedzieć – zaspokoiła w jakiś sposób bieżące potrzeby hodowców jeszcze z pewnym zapasem. To łagodzi nastroje społeczne – zwłaszcza te skrajne – wśród hodowców ryb. Można więc powiedzieć, że rybacy śródlądowi ten wariant przyjęli, zaakceptowali i wszyscy, póki co, są zadowoleni. Ponadto hodowcom ryb udało się uzyskać rekompensaty czy odszkodowania suszowe w wysokości 300 złotych od hektara – dotyczy to gospodarstw położonych na terenach uznanych za dotknięte suszą. W sumie, można powiedzieć, wsparcie państwa było znaczne, jest więc satysfakcja, że koszty, które są ponoszone, i straty, jakie wystąpiły, zostały najczęściej zrekompensowane – może nie w pełni, ale w sposób satysfakcjonujący.

Czy – jak to bywało w latach ubiegłych – także w tym roku polscy rybacy, hodowcy ryb i m.in. karpia, w okresie przedświątecznym ponownie zawitają w Watykanie?

– Przez pięć lat z rzędu rzeczywiście w okresie poprzedzającym święta Bożego Narodzenia gościliśmy z polskimi rybami, bo nie tylko z karpiami, w Rzymie i w Watykanie. W tym roku będzie przerwa. W tym roku w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa projekt, który przewidywał m.in. środki na ten wyjazd, póki co nie doczekał się finalizacji. Już bodajże piąty miesiąc trwa rozpatrywanie tego projektu, w związku z czym, nie mając pewności, że zostanie on rozpatrzony przychylnie dla nas, nie podjęliśmy ryzyka sfinansowania samodzielnie – jako stowarzyszenie – wyjazdu do Watykanu. Otrzymaliśmy natomiast promesę Ministerstwa Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej stwierdzającą, że projekt promocji karpia jest zgodny z Programem Operacyjnym Rybactwo i Morze 2014-2020, co więcej, że jest potrzebny dla branży rybackiej, natomiast cała procedura – począwszy od zgody ministerstwa – trwa już w zasadzie od pierwszych miesięcy tego roku i do dzisiaj umowy niestety podpisanej nie mamy.

Ta forma, jeśli chodzi o promocję polskiego rybactwa i polskich karpi, była skuteczna?    

– Na pewno można powiedzieć, że zainteresowanie mediów, a tym samym przekaz, jaki płynął do Polaków, konsumentów, był satysfakcjonujący i to nawet bardzo.

Polski karp i inne ryby śródlądowe wypłyną na szersze wody?

– Tak się dzieje z wieloma gatunkami, a szczególnie z tymi produktami, które są głęboko zakorzenione w tradycji konsumenckiej. Trzeba sobie zdawać sprawę, że bez wsparcia, bez odpowiedniej polityki państwa ciężko jest z nowym gatunkiem – w tym wypadku z karpiem – przezwyciężyć dotychczasowe przyzwyczajenia konsumentów w takim czy innym kraju. Dlatego często widzimy, jak premierom, czy w tym wypadku ministrom rolnictwa, podczas wizyt zagranicznych towarzyszą plantatorzy, np. jabłek, po to, żeby odpowiednio je wypromować i żeby w danym kraju polscy producenci mogli sprzedać więcej tych owoców czy innych produktów. A zatem bez otoczki politycznej, bez wsparcia, bez umów handlowych działania w pojedynkę takiego stowarzyszenia jak my czy innych przy dzisiejszym globalnym rynku są skazane na porażkę. Dlatego nie sądzę, żebyśmy sami, bez wsparcia, mieli jakąkolwiek możliwość w znaczący sposób wpłynąć na zmiany preferencji konsumentów na Zachodzie, którzy mają swoje tradycyjne potrawy z ryb. Mam tu na myśli kraje, które mają szeroki dostęp do morza. Natomiast w tych, które są bez dostępu do morza, np. w naszej części Europy, tradycja spożywania ryb też jest duża, i chociażby Czesi, Węgrzy, Słowacy czy Austriacy, ale również konsumenci w części Rosji czy Ukrainy są przyzwyczajeni do spożywania ryb stawowych, w tym także karpia.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

Aktualizacja 27 listopada 2018 (14:04)

NaszDziennik.pl