logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: www.solidarnoscswidnik.pl/ -

Urwany kontakt z MON

Poniedziałek, 3 grudnia 2018 (23:01)

Z Andrzejem Kuchtą, przewodniczącym NSZZ „Solidarność” w Polskich Zakładach Lotniczych w Świdniku, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Airbus Helicopters wycofuje się z przetargu na śmigłowce dla polskiej marynarki. Wydawałoby się, że otwiera to szerzej drzwi dla firm produkujących w Polsce. Czy rzeczywiście tak jest?

– Z jednej strony można by to tak po trosze odczytywać. Natomiast dalsza część komunikatu Airbus Helicopters jest taka, że nie wycofuje się w ogóle z Polski, tylko zamierza uczestniczyć w dalszych rozdaniach przetargowych na śmigłowce dla naszej armii, które są jeszcze przed nami. To oznacza, że konkurencja na pewno nam zostaje przy kolejnych przetargach i trzeba się z nią poważnie liczyć. Natomiast jeśli chodzi o przetarg na dostarczenie śmigłowców dla polskiej marynarki wojennej, to rzeczywiście – z jednej strony – jesteśmy nieco spokojniejsi, chociaż zdajemy sobie sprawę, że zostaliśmy tylko my z ofertą ostateczną, choć to też jeszcze nie jest wygrana, bo trzeba jeszcze wszystko dopiąć i dogadać z zamawiającym. Myślę, że duże znaczenie będzie miało podejście Inspektoratu Uzbrojenia MON do tego, co nasza firma oferuje.  

W jakim punkcie – w tej chwili – jest to rozdanie?

– Ostateczny termin na złożenie ofert minął 30 listopada br. Nasza oferta została złożona i w tym samym czasie – z tego, co wiemy – Airbus złożył informację do Inspektoratu Uzbrojenia MON o wycofaniu się z przetargu. W tej chwili MON ma czas na przeanalizowanie naszej oferty. 

Jednak kontrakt na śmigłowce dla polskiej armii jest w martwym punkcie…

– Patrząc np. na resort spraw wewnętrznych i administracji, widzimy, że policja kupuje black hawki dla jednostek antyterrorystycznych i robi się to bez zbytniego rozgłosu w porównaniu do przetargów wojskowych. Jedno ministerstwo może kupić sprzęt w formie bezprzetargowej, a drugie prowadzi grę polegającą na ogłaszaniu przetargów, które są później anulowane i ogłaszane na nowo, gdzie mamy zmianę priorytetów i stąd całe to zamieszanie. 

Jak to wygląda w przypadku PZL Świdnik? Co z planami modernizacji śmigłowców?

– Co do modernizacji śmigłowców używanych przez Wojsko Polskie, tu też jest niepewność. Z jednej strony otrzymujemy informacje, że wojsko widzi potrzebę modernizacji chociażby sokołów, które są produkowane przez PZL Świdnik. Około 30 sztuk tego typu sprzętu przewidzianych przez MON czeka na modernizację, wiemy, że są takie śmigłowce, 3, 4 sztuki, które tylko czekają, żeby wysłać je do producenta, do Świdnika, ale brakuje rozkazu.

O czym to świadczy?  

– Te śmigłowce nie trafiają do nas, bo w budżecie MON nie ma na to pieniędzy.

Ale jeszcze niedawno słyszeliśmy, że są środki…

– Owszem, taki był przekaz. Nasza firma jest cały czas w kontakcie z MON, trwa wymiana korespondencji, z której nic nie wynika. Z informacji, jakie posiadamy, wynika, że gra toczy się o to, czy są pieniądze na modernizację, czy też ich nie ma.

Jak to się odbija na pracy w PZL Świdnik?

– W tej chwili kończymy modernizację śmigłowców z wcześniejszych kontraktów. I nasz właściciel z całą pewnością nie będzie czekał, aż MON się zdecyduje na przekazanie nam do remontu kolejnych śmigłowców. Pracownikom trzeba zapewnić pracę i niestety obawiamy się, że powoli możemy stracić moce produkcyjne i intelektualne w zakresie naszych własnych wyrobów, czyli Sokół i SW-4, które są jeszcze użytkowane przez Wojsko Polskie. Pracownicy, którzy pracują przy tym sprzęcie, będą przesuwani w inne obszary, do produkcji komponentów dla naszego właściciela Leonardo Helicopters. Oznacza to, że będą musieli się przekwalifikować, a to wiąże się z tym, że po pewnym czasie mogą stracić zarówno uprawnienia – tak jak np. mechanicy, czy inne umiejętności, bo będą wykorzystywani w zupełnie innym obszarze. Starsi pracownicy rozważają też odchodzenie na świadczenia przedemerytalne, bo po 35, 40 czy 45 latach pracy niekoniecznie chcą się przekwalifikowywać i pracować w innym zawodzie. 

Co dalej w tej sytuacji?     

– Przed nami posiedzenie Sekcji Krajowej Przemysłu Zbrojeniowego NSZZ „Solidarność”. Będziemy podejmować decyzje, co dalej. Mamy przygotowane kolejne pismo do ministra obrony właśnie w temacie planów modernizacyjnych. Póki co, nie wiemy, na czym stoimy. Stąd pismo z wnioskiem o spotkanie. Póki co, kontakt z MON praktycznie nie istnieje.

PZL Mielec sprzedaje kolejne śmigłowce dla policji, a co z PZL Świdnik? Czy Świdnik ma szanse zyskać na kontrakcie Grupy Leonardo dotyczącym śmigłowca MH-139 dla Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych?

– W tej chwili trudno wyrokować, czy coś zyskamy. Na razie produkujemy kadłuby i dodatkowe elementy do tego śmigłowca, ale czy i na ile ten kontrakt Grupy Leonardo z Amerykanami może się przełożyć na zamówienia dla Świdnika, to się dopiero okaże. 

Ale bieżące zamówienia to chyba za mało, żeby zakład w Świdniku mógł spokojnie funkcjonować?

– Dla takiego zakładu jak Świdnik najważniejszy jest wyrób finalny, natomiast na chwilę obecną finalnymi wyrobami są tylko PZL Sokół i SW-4. Jeżeli nie będzie zamówień, to możemy utracić status producenta finalnego. I tego się obawiamy, bo na chwilę obecną nasz właściciel Leonardo Helicopters nie daje nam żadnej nadziei na to, żebyśmy mogli otrzymać do produkcji finalnej jakiś kolejny wyrób, np. z grupy śmigłowców AW. 

Czy to może być efekt tego, że włoscy właściciele są zawiedzeni postawą obecnego rządu, który nie realizuje wcześniejszych zapowiedzi i deklaracji?

– Być może, trochę tak natomiast patrząc na to, co się dzieje w ostatnich miesiącach z zamówieniami śmigłowców, to Grupa Leonardo rzeczywiście może się czuć zawiedziona. Z drugiej jednak strony widać po zamówieniach dla PZL Mielec i zakupach śmigłowców dla policji, że pozycja polityczna Stanów Zjednoczonych jest zdecydowanie lepsza niż włoska. Widać też, że jedne zakupy można robić w formie bezprzetargowej, a przy drugich zakupach odwleka się to w czasie i producenta, który jest na miejscu w kraju, wrzuca się w inną ścieżkę – przetargową, gdzie trzeba walczyć z konkurentami.

Nie obawia się Pan, że po zjednoczeniu zakładów w Świdniku i Mielcu w walce o przetarg śmigłowcowy, do czego poprzez wybór francuskich caracali przyczynił się rząd PO – PSL, obecny rząd może te sojusz osłabić?  

– Nie obawiałbym się o osłabienie naszych wzajemnych relacji. Trudno mieć pretensje do kolegów z Mielca, że dostali zamówienie, czy oni do nas, że taka sytuacja ma miejsce. Jesteśmy w pewnym obszarze, jesteśmy konkurentami i to jest jasne i oczywiste. Myślę, że ogromną rolę mają tu do odegrania nasi właściciele i to od nich czy od zarządów firm zależy, jak bardzo się postarają i na ile dobrą ofertę przedstawią polskiemu ministerstwu obrony. Do kolegów z Mielca absolutnie nie czuję urazy, co więcej, gratuluję im, że otrzymali zamówienia, a nam pozostaje nadal walczyć w przetargach. Rynek śmigłowcowy i potrzeby Wojska Polskiego są na tyle duże, że można spokojnie dzielić się zamówieniami i zabezpieczyć pracę dla naszych załóg, ale potrzebna jest mądra polityka władz.

Dziękuję za rozmowę.         

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl