logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: solidarnosc.rzeszow.org.pl/ -

Brak jakiejkolwiek decyzji

Poniedziałek, 3 grudnia 2018 (23:25)

Z Romanem Jakimem, przewodniczącym Sekcji Krajowej Przemysłu Lotniczego NSZZ „Solidarność”, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Dwa śmigłowce Black Hawk wyprodukowane w Mielcu wchodzą do służby w policji, w przyszłym roku ma być trzeci, a niewykluczone, że jeszcze kolejne dwie maszyny. 

– Z całą pewnością jest to dobra wiadomość, że produkowane w Polsce maszyny wysokiej klasy, w czym uczestniczą polscy pracownicy, wchodzą na wyposażenie policji, w tym wypadku do jednostek antyterrorystycznych. Natomiast nie ukrywam, że to nas nie zadowala – zwłaszcza po zapowiedziach i deklaracjach, jakie PiS składało zarówno w kampanii wyborczej, ale też po objęciu władzy w Polsce po rządach koalicji PO – PSL, z którą nie było żadnego dialogu.

Można ten zakup traktować jako formę – powiedzmy – rekompensaty za, póki co, brak zakupu śmigłowców dla wojska?

– Jako Sekcja Krajowa Przemysłu Lotniczego NSZZ „Solidarność” raczej nie odbieramy tego w ten sposób. Nie można mówić o zastępczym pakiecie. Oczywiście dobrze, ale to, czy to będą trzy, czy nawet pięć śmigłowców, jakie zakupi policja, jest sprawą drugorzędną, bo przypomnę, że mowa była o całej flocie śmigłowcowej, a więc o kilkudziesięciu śmigłowcach dla polskich Sił Zbrojnych. Dlatego kilka sztuk zakupionych dla policji nie zastąpi tego, co faktycznie miało być, co było zapowiadane.

No właśnie, co z kontraktem na śmigłowce dla polskiej armii?

– Z informacji wiceszefa MON Wojciecha Skurkiewicza wynika, że o kolejny miesiąc zostało przesunięte rozstrzygnięcie, jeśli chodzi o śmigłowce dla Marynarki Wojennej, praktycznie w ogóle nie ma tematu programu śmigłowcowego – mam na myśli zakup wielozadaniowych śmigłowców, ale też zakup specjalistycznych śmigłowców bojowych. Zespół Trójstronny, można powiedzieć, że przestał działać. Wiceminister obrony narodowej Sebastian Chwałek, który kierował tym zespołem, przeszedł do Polskiej Grupy Zbrojeniowej – z jednej strony może to i dobrze, bo tam też potrzeba specjalistów, ale tak czy inaczej prace Zespołu Trójstronnego zostały zawieszone. Nie toczą się żadne rozmowy, dialog praktycznie nie istnieje, co więcej, nie mamy żadnej informacji, co dalej. W tym tygodniu odbędzie się posiedzenie Rady Krajowego Sekretariatu Metalowców NSZZ „Solidarność” i będziemy występować o wyjaśnienia i rozpoczęcie jakiejś dyskusji. Póki co, nie wiemy, czy program śmigłowcowy został zawieszony, czy w ogóle go nie będzie.

Zespół Trójstronny przestał działać? Jak to rozumieć?

– Po zmianie władzy w MON i odejściu ministra Antoniego Macierewicza najpierw był problem z obsadzeniem w zespole przedstawiciela resortu obrony. Ostatecznie na szefa Zespołu Trójstronnego został powołany wiceminister Chwałek, odbyły się bodajże dwa posiedzenia i kiedy Sebastian Chwałek poszedł do zarządu Polskiej Grupy Zbrojeniowej, znów nie ma przedstawiciela MON, wobec czego nie ma sensu, żeby się taki zespół zbierał. Tymczasem to właśnie Zespół Trójstronny powinien ustalać strategię, jeśli chodzi o rozwój sektora obronnego, w tym również sektora lotniczego. We wtorek spotkamy się z przewodniczącym Sekcji Krajowej Przemysłu Zbrojeniowego NSZZ „Solidarność” Stanisławem Głowackim i będziemy kolejny raz występować o zwołanie Zespołu Trójstronnego, ale też o wyznaczenie kogoś, kto w tym gremium będzie reprezentował MON, kogoś, kto będzie władny podejmować decyzje, bo czas biegnie, co działa na naszą niekorzyść.     

Pierwotnie były plany, że postępowanie zostanie zamknięte w 2017 roku, ale do tego nie doszło. Obecnie wiceszef MON Wojciech Skurkiewicz podał, że ma to nastąpić „do 2022 roku”…

– To jest chyba jakieś nieporozumienie. Przypomnę tylko, że po objęciu resortu obrony przez ministra Mariusza Błaszczaka występowaliśmy o spotkanie, żeby poznać plany nowego ministra. I był czas, kiedy szef MON zapoznawał się z całą tą sytuacją, ale od tego momentu upłynęło – moim zdaniem – wystarczająco dużo czasu, żeby się wgłębić w temat i jestem przekonany, że już wie, jaka jest sytuacja budżetowa MON i jakie są potrzeby wojska, ale niestety rozmów dalej nie ma. Cieszymy się, że policja zakupiła black hawki, cieszymy się, że jest to sprzęt wyprodukowany w Polsce, ale to nie jest to, czego my oczekujemy. Jeśli chodzi o PZL Świdnik, to nie ma ani nowych zamówień, ani nowych remontów maszyn już użytkowanych przez Wojsko Polskie. Zapowiedzi – jak pamiętamy – były huczne, ale mija czas i w tej materii nic się nie dzieje. Dla PZL Świdnik, dla PZL Mielec czy dla Pratt & Whitney Rzeszów SA to nie są dobre wiadomości. Jak inaczej to określić, skoro nie ma rozmów, nie ma planów, nie ma skonkretyzowanych celów, które mielibyśmy realizować.

Czy może chodzić o zmianę priorytetów MON? Może program zakupu systemu Patriot i wyrzutni rakietowych HIMARS pochłania tak dużo środków, że brakuje na inne cele?

– Zakup artyleryjskich systemów rakietowych i wzmocnienie tej sfery polskiej obronności to są kwestie bardzo ważne i to też jest istotny element naszego bezpieczeństwa. Jest sprawą jasną, że znacznie większych środków potrzeba na zakup systemu Patriot i mobilnych wyrzutni rakietowych HIMARS niż na zakup śmigłowców. Stąd nie wykluczam, że może być taka sytuacja, że w budżecie MON priorytetem są patrioty, że priorytetem w tej chwili jest zakup dalekiego zasięgu HIMARS w ramach programu Homar, ale nie oznacza to, że należy zapominać o deklaracjach składanych publicznie. Myślę, że jakaś ciągłość władzy jest, że był zapowiedziany program śmigłowcowy i plan z tym związany powinien być znany. Czy to będzie przesunięte o rok, dwa czy trzy lata, to przedsiębiorstwa i załogi produkujące tego typu sprzęt powinny o tym wiedzieć, żeby móc się do tego ustawić. Tymczasem w tej chwili mamy próżnię. 

Jakie w tej sytuacji są nastroje w PZL Świdnik? W Mielcu, póki co, produkują dla policji.

– Kilka black hawków dla policji to jest kropla w morzu potrzeb. Zarówno Mielec, jak i Świdnik potrzebują zamówień, potrzebują perspektyw, natomiast na horyzoncie nic nie widać. Będziemy w tej sprawie zajmować stanowisko, będziemy kierować pismo do MON. Musimy poznać, jakie są priorytety, jakie są ewentualnie terminy i co się będzie działo z programem śmigłowcowym. Nie mamy wiedzy, czy i jaki MON pod kierownictwem ministra Mariusza Błaszczaka ma pomysł, jeśli chodzi o program śmigłowcowy. Sygnały, jakie płyną ze Świdnika, z Mielca czy z Rzeszowa, bo tam też jest zakład produkujący napędy lotnicze, a więc jeden z elementów zespołów dla tych maszyn, są bardzo niepokojące. Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że jeżeli nie będzie produkcji, jeżeli nie będzie pracy, to jest to prosta droga do redukcji etatów i zwolnień.

Doczekamy się, że sprzęt, w tym wypadku śmigłowce produkowane w Polsce w jeszcze większym zakresie niż tylko dla policji będą zapewniać nam bezpieczeństwo?

– Brak decyzji ministra Błaszczaka bardzo nas niepokoi. Chciałbym wierzyć w to, że będzie inaczej, że jednak producenci śmigłowców w Polsce będą wytwarzać sprzęt dla Wojska Polskiego. Natomiast nie ukrywam, że z każdym kolejnym dniem tej wiary zaczyna brakować. Wkradł się marazm, bezdecyzyjność, a w takiej branży nie ma gorszej rzeczy, bo kiedy producent wie, co go czeka, to jest przygotowany, szuka zastępczej produkcji, żeby wypełnić lukę w oczekiwaniu na realizację właściwego programu. Dzisiaj brak jakiejkolwiek decyzji powoduje, że niezadowolenie, niepewność i niepokój wśród załóg wzrasta, ponieważ każdy obawia się o pracę, o przyszłość. Te zakłady to całe nasze życie, życie naszych rodzin i będziemy walczyć, aby tego, co wypracowaliśmy ciężką pracą, nie utracić.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl