logo
logo
zdjęcie

Dr Marian Szołucha

Kolejny cios w polskich transportowców

Środa, 12 grudnia 2018 (12:10)

Nadgorliwe implementacje unijnych dyrektyw stały się zmorą naszej legislacyjnej i gospodarczej rzeczywistości. Jak się okazuje, nie są od nich wolne także rządy „dobrej zmiany”.

Przed nami kolejna nowelizacja Prawa o ruchu drogowym, wobec której jednoznacznie negatywnie wypowiada się strona społeczna. Protestują m.in. Związek Przedsiębiorców i Pracodawców, Ogólnopolski Związek Pracodawców Transportu Drogowego, Warszawskie Stowarzyszenie Stacji Kontroli Pojazdów, Stowarzyszenie Inżynierów i Techników Komunikacji RP czy redakcje pism branżowych. W sukurs idzie im Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców, poseł PiS Adam Abramowicz. Wszystko na nic. Przed nami już drugie czytanie projektu w Sejmie.

Trudno się dziwić oporowi branży, skoro wprowadzonych ma niebawem zostać aż sześć nowych opłat. Przede wszystkim przedsiębiorcy prowadzący stacje kontroli pojazdów będą zobowiązani do odprowadzania tzw. opłaty jakościowej, czyli de facto nowego podatku za każde badanie techniczne. Łącznie – 70 mln zł rocznie.

Kompetencje w zakresie nadzoru nad stacjami kontroli zostaną odebrane starostom i przekazane dyrektorowi Transportowego Dozoru Technicznego. Koszt tej operacji to 2 mld zł, choć rozłożone na 10 lat.

Będą też nowe kary. Nie tylko dla właścicieli stacji i diagnostów, ale także dla posiadaczy pojazdów za nieterminowe badania techniczne, bez względu na przyczynę spóźnienia i na to, co w tym czasie dzieje się z pojazdem.

Warto dodać, że i bez tych regulacji sytuacja branży jest trudna. Liczba stacji kontroli spada, głównie z uwagi na fakt, iż wysokość opłat za badania nie zmieniła się od 14 lat.

Transportowcy dopatrują się w tych planach lobbingu zagranicznych grup interesów oraz wskazują na budzące wątpliwości powiązania personalne osób sprawujących kierownicze, a kluczowe dla sprawy stanowiska w Ministerstwie Infrastruktury. Prawda może też być jednak bardziej trywialna, choć nie mniej pesymistyczna. Być może mamy bowiem do czynienia z kolejnym przypadkiem, gdy u urzędników i niektórych polityków górę bierze skłonność do bezrefleksyjnej centralizacji i upaństwawiania wszystkiego za każdą cenę.

Rzecz jasna, wszystko dzieje się pod pretekstem zwiększenia bezpieczeństwa na drogach. Tylko dlaczego w takim razie projekt dopuszcza badania niektórych pojazdów poza stacjami kontroli, a pracownikom Transportowego Dozoru Technicznego nie stawia niemal żadnych wymagań pod kątem ich kwalifikacji?

Ostatecznie kolejnych kilka tysięcy małych polskich firm może za moment znaleźć się pod progiem rentowności. Chyba że – jak podejrzewają przedsiębiorcy – ktoś rzeczywiście właśnie na to czeka, chcąc przejąć ich biznes.

Natomiast co do Unii Europejskiej, to wymaga ona od nas jedynie uregulowań w zakresie Krajowego Punktu Kontaktowego, koordynacji nadzoru nad stacjami i szkoleń przypominających dla diagnostów. Wszystko ponad to jest nadregulacją.

Co w takim razie z zasadą „UE + zero”? Co z duchem obowiązującej od kilku miesięcy Konstytucji Biznesu? Co z obietnicami, że kolejnych utrudnień w prowadzeniu działalności gospodarczej nie będzie?

Gdy przed nami drastyczne podwyżki cen prądu, zwłaszcza dla firm, państwo powinno się raczej skupić na tym, jak ulżyć polskiemu małemu biznesowi, a nie jak dokładać mu trosk w postaci nowych formalności i dodatkowych wydatków.

Dr Marian Szołucha

Autor jest ekonomistą, Akademia Finansów i Biznesu Vistula.

Aktualizacja 3 stycznia 2019 (13:37)

NaszDziennik.pl