logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Przed nami trudniejsze lata

Poniedziałek, 17 grudnia 2018 (22:36)

Z Marianem Szołuchą, doktorem nauk ekonomicznych z Akademii Finansów i Biznesu Vistula, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Za nami trzy lata rządu Zjednoczonej Prawicy. Jakie to były lata dla Polski?

– Jeśli sądzić przez pryzmat wskaźników ekonomicznych,  były to lata zdecydowanie najlepsze w zasadzie od czasu, kiedy polska statystyka obejmuje tego rodzaju dane. Mamy wzrost gospodarczy na poziomie ok. 5 procent, który jest dzisiaj porównywalny tylko z niektórymi krajami Azji Południowo-Wschodniej – tzw. tygrysami azjatyckimi. W Polsce jest rekordowo niskie bezrobocie – jeśli weźmiemy skalę całego kraju i nie różnicując pod względem regionów – w zasadzie zbliżone do naturalnego, czyli takiego, które wynika tylko z braku płynności na rynku pracy pomiędzy przechodzeniem pracownika z jednego do drugiego miejsca zatrudnienia. Ponadto zauważalna jest wysoka konsumpcja mierzona sprzedażą detaliczną, wzrost płac, a więc poprawa materialnej sytuacji rodzin dodatkowo zabezpieczonych przez państwo – zwłaszcza dzięki programowi „Rodzina 500 plus”. To wszystko są odczyty nie tylko nominalne, ale także realne dzięki niskiej inflacji, czyli – inaczej mówiąc – dzięki stabilnym cenom. Polakom wreszcie zaczęło się żyć znacznie lepiej niż jeszcze kilka lat temu. Jeśli tylko nam się nie przeszkadza w realizacji swoich obowiązków zawodowych, w realizacji swoich pomysłów biznesowych, to widać, że jesteśmy narodem kreatywnym, zaradnym, innowacyjnym, że potrafimy z pracy własnych rąk się utrzymać, i to na zupełnie niezłym poziomie.

To jeśli chodzi o gospodarkę realną i portfele Polaków, a jeśli chodzi o budżet państwa?

– Tę pierwszą część sukcesów można zapisać na konto ogólnej dobrej koniunktury i jej skutków dla polskiej gospodarki. Natomiast polityka państwa, rządu z Ministerstwem Finansów na czele, ma kluczowe znaczenie dla kondycji naszego budżetu i sytuacji całych naszych finansów publicznych, która także się poprawia i to poprawia się radykalnie. Rekordowo niski deficyt budżetowy na koniec tego roku – jak wszystko wskazuje – tak w ujęciu nominalnym, jak i w odniesieniu do naszego produktu krajowego brutto, również dług publiczny, który właśnie w odniesieniu do PKB stopniowo spada i którego struktura również się poprawia, bo coraz mniej mamy długu wobec zagranicy, coraz mniej mamy długu denominowanego w obcych walutach, a więc uniezależniamy się stopniowo od międzynarodowych rynków finansowych i kapitałodawców z innych państw i co istotne, to wszystko dzieje się przy wyższych wydatkach, przy wzroście wydatków publicznych na cele, których realizacji Polacy od rządu oczekiwali.   

Z czego wynika ta dobra koniunktura?  

– Jest to efekt z jednej strony zacieśnienia fiskalnego, które uszczelniło osławioną lukę VAT-owską i ściągnęło do budżetu państwa pieniądze, które się państwu należały, a które albo były wyłudzane, albo nie były odprowadzane do budżetu przez przestępców czy agresywnych optymalizatorów podatkowych. Z drugiej strony jest to efekt tego, że państwo prowadzi zrównoważoną politykę gospodarczą, która w podobnym stopniu wspiera stronę podażową i popytową gry rynkowej, tzn. przedsiębiorców, choćby Konstytucją Biznesu, a po drugiej stronie działa na korzyść konsumentów choćby wspomnianym przeze mnie programem „Rodzina 500 plus” i innymi programami prospołecznymi, które wzmocniły bezpieczeństwo finansowe Polaków oraz podniosły poziom ich – jak nazywają to ekonomiści – dochodu rozporządzalnego. Jeśli nie liczyć kilku potknięć, które miały miejsce, z których częściowo rząd samokrytycznie się wycofał, to można powiedzieć, że bilans ostatnich trzech lat pracy tego rządu jest bardzo dobry, a dla niektórych nawet zaskakująco dobry.

Jeśli chodzi o te potknięcia, to które z działań rządu w obszarze ekonomicznym należałoby określić jako porażkę?

– Do potknięć zaliczyłbym – i to jest już moja subiektywna opinia – brak podniesienia kwoty wolnej od podatku do poziomu, na jakim ona powinna się znajdować. Niestety jest ona ciągle niższa, i to wielokrotnie, wobec niektórych krajów zachodnich, nawet kilkudziesięciokrotnie. Mam tu na myśli oczywiście kwotę wolną od podatku PIT. Nie jestem też zwolennikiem rozwiązań ustawowych, jakie podejmowano w odniesieniu do rynku aptek w Polsce czy chociażby energii wiatrowej, nie można być dumnym z pomysłów takich, jak zakaz hodowli zwierząt futerkowych albo nałożenia nowych danin na stacje kontroli pojazdów – jak wiemy, jest to sprawa najświeższa, bo z ubiegłego piątku, z czego zrezygnowano w ostatniej chwili. I to też trzeba docenić, że polityków partii rządzącej stać na refleksję i stać na to, żeby przyznać się do błędu, i to w porę, zanim ten błąd zostanie faktycznie popełniony i zacznie skutkować.

A jeśli chodzi o politykę zagraniczną, także związaną z gospodarką?

– Myślę, że Polska w tym wymiarze, przynajmniej miejscami, stała się podmiotem, państwem, graczem bardziej asertywnym w zewnętrznych relacjach i zwykle miało to dla nas dobre skutki. Żeby daleko nie szukać, weźmy chociażby sprawy związane z energetyką, z klimatem – bardzo klarownie wyartykułowane podczas zakończonego w miniony weekend szczytu klimatycznego COP24 w Katowicach i solidnie, merytorycznie uargumentowane. Polska musi jeszcze przez pewien czas – wcale nie krótki – pozostać przy węglu jako podstawowym surowcu służącym do produkcji energii.

Takie mamy uwarunkowania…

– Dokładnie. Węgiel, którego zasoby w Polsce są wciąż pokaźne, wcale nie jest złem wcielonym i trzeba powiedzieć bardzo jasno, że ma on swoje ważne zalety, jak choćby efektywność, choćby przyjazność dla środowiska, zwłaszcza w sytuacji, kiedy do jego spalania czy zużycia w inny sposób – choćby gazyfikacji – używane są nowoczesne technologie – bardziej proekologiczne. Dlatego cieszą pomysły spółek Skarbu Państwa takich jak Jastrzębska Spółka Węglowa, która ma zbudować dwie nowe kopalnie na Śląsku i w Lubelskim Zagłębiu Węglowym. Ważna jest też umiejętność powiedzenia stanowczego „nie” trendowi, który próbowano nam narzucić z zewnątrz – który był wbrew naszym interesom, tylko miejscami może inaczej należałoby rozłożyć akcenty. Trzeba twardo grać o to, co jest naprawdę dla nas ważne, jak w przypadku spraw energetyczno-klimatycznych, bo jeśli przegramy w tym obszarze – i to trzeba jasno wyartykułować – to na trwałe zakotwiczymy na ubogich peryferiach Unii Europejskiej. Natomiast w pewnych kwestiach, może mniej fundamentalnych, mniej znaczących dla egzystencji naszego państwa, dla bytu materialnego Polaków, można by sobie pozwolić na nieco więcej ustępstw. Taka jest moja opinia.

Prawo i Sprawiedliwość, przygotowując się do przyszłorocznych wyborów, ustami premiera Morawieckiego zapowiada kolejne programy prospołeczne. Czy stać nas na to?

– Dzisiaj sytuacja budżetu jest faktycznie dobra i można powiedzieć, że z jednej strony poprawiła się na trwałe dzięki rozwiązaniom, jakie wprowadzono w zakresie prawa podatkowego i instrumentom jego egzekucji jak JPK, jak split payment, jak w ogóle istnienie Krajowej Administracji Skarbowej, jak chociażby pakiet paliwowy i szereg innych. Z drugiej strony, jeśli chodzi o koniunkturę gospodarczą, jesteśmy gdzieś w okolicach szczytu tejże koniunktury, czyli końcówki fazy ożywienia, fazy bardziej dynamicznego wzrostu. Przed nami są jednak lata trudniejsze w związku ze złym dla nas kształtem piramidy wiekowej polskiego społeczeństwa, co się z kolei odbija na Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, czyli na naszym systemie emerytalnym, pośrednio także na budżecie. Nie wiemy też dokładnie, jak będzie wyglądał budżet Unii Europejskiej w nowej perspektywie na lata 2021-2027 i jak będzie wyglądała absorpcja środków z tego budżetu dla Polski. To też jest znak zapytania – zwłaszcza że przed nami brexit, który także w tym zakresie nieco zamiesza. Dlatego trzeba być bardzo ostrożnym w podejmowaniu deklaracji dotyczących kolejnych wydatków. Oczywiście pewne wydatki są nieuniknione, bo wymaga tego od nas interes Polski, jak chociażby wydatki na obronność czy generalnie na podniesienie poziomu naszego bezpieczeństwa, ale nad innymi – moim zdaniem – należałoby się poważnie zastanowić. I sądzę, że Polacy w coraz większym stopniu oczekują dzisiaj od rządu tego, by niósł im raczej ulgę, tzn. mniej zabierał z tego, co uda się im wypracować, zarobić, czyli – mówiąc językiem makroekonomicznym – zmniejszać poziom redystrybucji dochodu narodowego przez państwo polskie.

Dziękuję za rozmowę.    

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl