logo
logo
zdjęcie

Dr Marian Szołucha

Nieznane oblicze węgla

Wtorek, 1 stycznia 2019 (23:38)

W żywej ostatnio dyskusji o cenach prądu, miksie energetycznym, ociepleniu klimatu, smogu, sytuacji górników etc. pada często postulat wolniejszej lub szybszej dekarbonizacji naszej gospodarki. Abstrahując chwilowo od innych wątków, warto przypomnieć, że przyszłość węgla to także przyszłość polskiego hutnictwa oraz wielu kolejnych branż z nim związanych.

Uzasadnienie tej tezy jest proste – do wytworzenia tony stali potrzeba ok. 800 kg węgla koksującego. Stal jest natomiast (i w dającej się przewidzieć przyszłości będzie) jednym z ważniejszych materiałów służących do produkcji maszyn, statków, samochodów, materiałów budowlanych czy wreszcie przedmiotów codziennego użytku.

Węgiel koksujący to jeden z typów węgla kamiennego, który po wydobyciu trafia do koksowni, gdzie jest w specjalnych piecach wygrzewany za pomocą gazów spalinowych, przy ograniczonym dostępie tlenu, w temperaturze 600-1200 °C. Tak powstaje koks, wykorzystywany przede wszystkim w procesie wytopu żelaza, spełniając tam trzy zasadnicze funkcje: paliwa, reduktora i swoistego rusztowania pozwalającego na przepuszczanie gazów.

Zużycie wyrobów stalowych w polskiej gospodarce w 2017 r. wyniosło 13,5 mln ton, tj. o blisko 400 tys. ton więcej niż w roku poprzednim. Ta rosnąca tendencja nadal się zresztą utrzymuje.

W wydobyciu węgla koksującego z polskich złóż prym wiedzie Jastrzębska Spółka Węglowa, jeden z większych pracodawców w kraju, zatrudniający, wg danych na koniec 2017 r., 26,5 tys. osób (jako grupa kapitałowa). Głównymi odbiorcami jej produktów są nie tylko klienci polscy, ale także niemieccy, austriaccy, słowaccy, czescy, włoscy, a nawet hinduscy. To firma naprawdę dynamiczna. W grudniu ubiegłego roku zawarła warunkową umowę zakupu 95,01 proc. udziałów w Przedsiębiorstwie Budowy Szybów za kwotę 204 mln zł, a w najbliższych latach planuje budowę dwóch nowych kopalń – „Dębieńsko” niedaleko Rybnika i „Jan Karski” w Lubelskim Zagłębiu Węglowym.

Oprócz JSW w Unii Europejskiej działa już tylko kilku, mniejszych od niej, producentów węgla koksującego, spośród których część zamierza niebawem zakończyć wydobycie z uwagi na wyczerpywanie się pokładów surowca. To wielka szansa dla Polski. Produkcji nie zamierzają bowiem kończyć europejskie huty, produkujące rocznie ok. 160 mln ton stali. Przy czym już dziś 80 proc. wykorzystywanego przez nie węgla koksującego pochodzi z importu, głównie z Rosji, Australii i USA.

Jeśli zatem JSW uda się zbudować nowe kopalnie, zwiększy to niezależność nie tylko polskich, ale i europejskich hut od zagranicznych dostaw, a niższe koszty transportu pozwolą na utrzymanie wysokiej konkurencyjności branży stalowej w całej UE.

Dostrzegła to nawet Komisja Europejska, wpisując węgiel koksujący na listę surowców kluczowych dla rozwoju europejskiej gospodarki.

Trzeba o tym wszystkim pamiętać, gdy zagraniczni lobbyści, a z nimi spora grupa naiwnych rodaków, próbują nam wmówić, że akurat jedyne dobro naturalne, którego mamy na swoim terytorium pod dostatkiem, to nieomal zło wcielone.

Dr Marian Szołucha

Autor jest ekonomistą, Akademia Finansów i Biznesu Vistula.

NaszDziennik.pl