logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: www.solidarnoscswidnik.pl/ -

Co z kolejnymi przetargami?

Piątek, 25 stycznia 2019 (22:25)

Z Andrzejem Kuchtą, przewodniczącym NSZZ „Solidarność” w Polskich Zakładach Lotniczych w Świdniku, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Mielec świętuje podpisanie umowy na dostawę czterech black hawków, które trafią do Wojsk Specjalnych, a co ze Świdnikiem?

– Świdnik gratuluje Mielcowi. Gratulujemy zarówno zarządowi, jak i pracownikom PZL Mielec skuteczności, i nie ukrywam, że trochę też zazdrościmy. Wierzymy, że my również będziemy mieli powody do radości. Dostrzegamy, że PZL Mielec ma potężne wsparcie w swoim amerykańskim właścicielu i w całym systemie lobbingu Stanów Zjednoczonych, co widać na każdym kroku, a efektem są sukcesy jeden po drugim.

Zabrzmiało to niczym zarzut wobec właściciela PZL Świdnik…

– Tak rzeczywiście jest. Otwarcie mówiąc, widzimy słabość naszego włoskiego właściciela, czy w ogóle polityki włoskiej, która w Polsce nie ma aż takiego przebicia, jak polityka amerykańska. Z tej sytuacji możemy tylko czerpać pewne wzorce i uczyć się, bo Amerykanie pokazują, jak należy załatwiać sprawy. Nie dość, że zdobywają kontrakty, to jeszcze dzieje się to bez konieczności startowania w przetargach. Pokazały to zamówienia śmigłowców dla policji, a teraz dla wojska. Mogę tylko powtórzyć, że gratulujemy kolegom z Mielca, ale też oczekujemy od naszego właściciela Leonardo, że w walce o kolejne kontrakty, zamówienia będą podobnie skutecznie.    

Ostatnio mówiło się o zaawansowanych rozmowach z PZL Świdnik dotyczących pozyskania śmigłowców dla Marynarki Wojennej. Efektów jednak brak. Dlaczego?…

– Rozmowy z MON dotyczące zakupu śmigłowców dla Marynarki Wojennej – do zwalczania okrętów podwodnych oraz prowadzenia misji poszukiwawczo-ratowniczych na morzu – cały czas trwają, tylko że jest różnica w podejściu  od strony rządowej. Jak wiadomo, po tym, jak Airbus Helicopters, który był zainteresowany tym przetargiem, ostatecznie nie złożył oferty, w grze zostaliśmy tylko my ze śmigłowcem AW101. Rozmowy są prowadzone, procedura przetargowa się toczy i musimy czekać na rozstrzygnięcie. Tymczasem obok tego wszystkiego kupuje się inne śmigłowce, do zupełnie innych celów i to bez procedury przetargowej. Niedawno zarzucaliśmy resortowi obrony, że działa zbyt ospale, że na wszelkie zakupy ogłasza przetargi, a policja pokazała, jak można zakupić śmigłowce bez przetargu. Tymczasem minął krótki czas i okazuje się, że MON wyciągnął wnioski, poszedł śladem policji, tylko szkoda, że w odniesieniu do jednej firmy, do jednego oferenta.  

Premier Mateusz Morawiecki w Mielcu powiedział, że ten zakup świadczy o sprawności państwa polskiego, o sile finansowej, o możliwościach budżetowych, co wskazywałoby, że środki są. W czym zatem problem?

– Kiedy rozmawiałem z panem redaktorem w grudniu, to wspominałem, że pieniądze poszły na zakup tarczy antyrakietowej i systemu Patriot, a co za tym idzie, nie ma pieniędzy na inne wydatki, i te informacje mieliśmy z ust przedstawicieli resortu obrony. Mówiono, że brakuje pieniędzy budżetowych na modernizację śmigłowców Sokół oraz na inne sprawy zakupowe. Natomiast dzisiaj, jak widzimy i słyszymy, te pieniądze jednak są, ale tylko na wybrane elementy, które jeszcze do niedawna nie było w ogóle brane pod uwagę w celach zakupowych MON. Nie jest żadną tajemnicą, że na posiedzeniu naszego zespołu branżowego mieliśmy oficjalnie podawane, że priorytetem jest zakup śmigłowców dla Marynarki Wojennej – do zwalczania okrętów podwodnych oraz prowadzenia misji poszukiwawczo-ratowniczych na morzu. Na drugie miejsce w priorytetach MON wskoczył śmigłowiec szturmowy, w planie była też modernizacja śmigłowców Mi-24 i sokołów, a o śmigłowcach dla Wojsk Specjalnych w ogóle się nie mówiło. Nie były nawet podawane w jakiejś dalszej kolejności, a więc nie istniały wcale jako priorytety.

Brzmi to co najmniej dziwnie po tym, co dzisiaj słyszeliśmy w Mielcu z usta ministra Błaszczaka i z ust prezesa PZL Mielec, że rozmowy w sprawie zakupu black hawków toczyły się już od jakiegoś czasu…?   

– Też nie podejrzewam, żeby tak poważny zakup został zrobiony z marszu, z dnia na dzień. Dlatego te rozmowy musiały się toczyć. MON, podając inne priorytety zakupowe, wprowadzał w błąd, czy mówiąc wprost, oszukiwał nie tylko nas, ale również całą branżę lotniczą czy obronną. Jako wszystkie strony spotykamy się bowiem w Warszawie, w Centrum Dialogu, gdzie zwoływane są zespoły branżowe, obradujemy i otrzymujemy informacje, które nas interesują, a przynajmniej dopytujemy się w sprawach dla nas ważnych. Nie wiem, czy te rozmowy z PZL Mielec się toczyły, kiedy wiceministrem obrony był Sebastian Chwałek, który teraz jest wiceprezesem Polskiej Grupy Zbrojeniowej, czy teraz, kiedy na stanowisku zastąpił go Marek Łapiński, ale ani poprzednio, ani teraz nie było żadnej informacji o planach zakupu śmigłowców dla Wojsk Specjalnych. Nie twierdzę, że nie są potrzebne, ale nie było informacji, że są w priorytetach zakupowych MON i że toczą się w tym temacie jakieś rozmowy. Dlatego jest to zaskoczenie i myślę, że nie tylko dla Świdnika, ale nas to najbardziej dotyczy. W Polsce są bowiem tylko dwie firmy produkujące śmigłowce: PZL Mielec i PZL Świdnik, ale, jak widać, są zupełnie inaczej traktowane.

Jakie w tej sytuacji są oczekiwania załogi PZL Świdnik wobec MON i w ogóle wobec rządu?

– Oczekiwanie jest tylko jedno, żeby jak najszybciej zapadły decyzje w tych postępowania przetargowych, które się aktualnie toczą. W jednym z nich dotyczącym zakupu śmigłowców przystosowanych do zwalczania okrętów podwodnych oraz prowadzenia misji poszukiwawczo-ratowniczych na morzu dla Marynarki Wojennej uczestniczy PZL Świdnik. Drugi dotyczy modernizacji śmigłowców Sokół, które są użytkowane przez Wojsko Polskie. I to są dwa priorytety, które dotyczą bezpośrednio PZL Świdnik. Trzecią sprawą, którą MON też określa jako priorytet, jest śmigłowiec uderzeniowy i tutaj, jak pan redaktor też wie, jest propozycja ze strony naszego właściciela, koncernu Leonardo, dotycząca zbudowania zupełnie nowego śmigłowca we współpracy z polskim rządem. Mam nadzieję, że ta kwestia jest poważnie traktowana przez stronę rządową. Jeśli zapadną decyzje korzystne dla PZL Świdnik przynajmniej w pierwszych dwóch kwestiach, to będziemy zadowoleni. Nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej, bo przy śmigłowcach morskich jesteśmy jedynym oferentem, z kolei przy modernizacji sokołów jesteśmy producentem tego sprzętu i właścicielem dokumentacji, a więc nikt inny za nas tej modernizacji nie przeprowadzi. Jeżeli decyzje w tych kwestiach zapadną, to będziemy zadowoleni, bo to da zarówno stabilność pracy i zatrudnienia załodze PZL Świdnik, jak i zapewni przyszłość naszej firmie.

Dziękuję za rozmowę.        

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl