logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: / Domena publiczna

Polak wynalazcą maski chirurgicznej

Środa, 27 maja 2020 (10:20)

We wtorkowym „Le Monde” w artykule „Eliminacja maski wielokrotnego użytku – wątpliwy wybór”, dwaj uczeni zauważają, że to nie badania naukowe, ale marketing koncernu 3M spowodował sukces maski jednorazowej i wzywają do masowej produkcji masek z tkanin.

„Le Monde” zamieszcza wywiad z autorami artykułu opublikowanego 22 maja w medycznym piśmie „The Lancet” – lekarzem i historykiem chirurgii prof. Thomasem Schlichem oraz biologiem i historykiem nauki prof. Bruno Strasserem.

W artykule znalazła się też historia maski chirurgicznej, której wynalazcą był chirurg, prof. Uniwersytetu Jagiellońskiego Jan Mikulicz Radecki (1850-1905). Opracował on model maski wielokrotnego użycia i takich używano wyłącznie w szpitalach aż do wynalezienia syntetycznych masek jednorazowych w latach 60. XX wieku.

Zainteresowanie Strassera i Schlicha historią oraz ewolucją masek spowodowała „dramatyczna sytuacja personelu szpitalnego”, gdy na początku epidemii koronawirusa okazało się, że brakuje tego podstawowego środka bezpieczeństwa.

Jakość używanych jeszcze do lat 70. masek wielokrotnego użycia była oceniana naukowo i często była lepsza od jednorazowych. Jednak znikły one z rynku i „ten paradoks nakłonił nas do badań” – tłumaczą rozmówcy „Le Monde”.

Maska Mikulicza Radeckiego nie była całkowitą nowością, gdyż różnych masek używano od dawna. Podczas średniowiecznych epidemii lekarze, wierząc, że zarazę powodują obecne w zatrutym powietrzu wyziewy, zakładali maski z wielkim dziobem, wypełnione aromatycznymi ziołami, mającymi neutralizować miazmaty.

Jednak dopiero Mikulicz Radecki zaczął przy operacjach systematycznie używać maski w celu zatrzymania mikrobów, znajdujących się w kropelkach śliny. Jego wynalazek upowszechnił się przede wszystkim podczas epidemii grypy hiszpanki w latach 1918-1919. Dwaj badacze przypominają, że już wtedy w niektórych miastach USA wprowadzono obowiązek noszenia maski w przestrzeni publicznej.

Jak twierdzą, sterylizacja masek nie była problemem, gdyż szpitale, podobnie jak dziś, były do tego przystosowane. Możliwość wielokrotnej sterylizacji podawana była w patentach jako atut.

To rewolucja technologiczna, jaką było pojawienie się włókien z tworzyw sztucznych, pozwoliła na produkcję masek o mniejszych porach, co teoretycznie powinno pozwolić na lepsze filtrowanie bakterii i wirusów. W ciągu 10 lat nowe maski całkowicie wyparły stare.

– Staraliśmy się zrozumieć powody tej przemiany – tłumaczą Strasser i Schlich i dodają, że argumentem nie była higiena. – W literaturze medycznej nie znaleźliśmy ani jednego studium w tej sprawie, natomiast pisma medyczne zalane były całostronicowymi reklamami koncernu 3M, nakłaniającymi do używania masek jednorazowych – twierdzą naukowcy.

– Przyczyną porzucenia masek wielokrotnego użycia była niska cena tkanin syntetycznych i możliwość zrezygnowania z prania masek wielokrotnego użytku – wyliczają dwaj uczeni i dodają, że przede wszystkim „dla administracji szpitalnej zarządzanie zapasami masek jednorazowych było o wiele prostsze”.

Zdaniem Schlicha i Strassera pandemia CIVID-19 powinna być lekcją, że nie da się utrzymać wystarczających zapasów masek jednorazowych. Jak zauważają naukowcy, szpitale w USA potrzebują pół miliarda sztuk miesięcznie, a w styczniu zapasy wynosiły 30 milionów. Pamiętać też trzeba – ostrzegają – że jednorazowe maski tracą ważność.

Schlich i Strasser przyznają jednak, że maski jednorazowe wciąż przydatne będą w pewnych sytuacjach.

JG, PAP

Aktualizacja 27 maja 2020 (10:20)

NaszDziennik.pl