logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Dwa najgroźniejsze ryzyka

Poniedziałek, 18 stycznia 2021 (14:40)

Aktualizacja: 18 stycznia 2021 (14:48)

W ostatnich miesiącach uwidoczniły się w polskiej gospodarce dwa najpoważniejsze ryzyka makroekonomiczne, będące zarazem głównymi wyzwaniami dla rządzących. To ryzyko rosnącej inflacji i ryzyko zapaści inwestycyjnej.

O ile pierwsze z nich, wywołane niskimi stopami procentowymi i tzw. luzowaniem ilościowym, czyli de facto dodrukiem pieniądza, jeszcze się nie zmaterializowało, o tyle drugie już stało się faktem. Stopa inwestycji w Polsce (ich wartość ogółem odniesiona do PKB) spadła bowiem do 17,2 proc., a więc do poziomu nienotowanego od ćwierćwiecza i aż o kilka punktów procentowych niższego od przedziału (22-25 proc.) przewidzianego na 2020 rok w „Strategii na rzecz Odpowiedzianego Rozwoju”.

Dlatego pilnie potrzebujemy każdej inwestycji. Niech sektor publiczny przyspieszy budowę infrastruktury transportowo-komunikacyjnej, a prywatnemu zostawi podnoszenie mocy produkcyjnych. Cieszą ambitne decyzje rozwojowe Orlenu, plany rozbudowy terminali cargo na lotniskach, jak ostatnio w Lublinie, czy wprowadzenie estońskiego CIT-u, ale to wszystko za mało.

Oczywiście obecna zapaść w inwestycjach to efekt niepewności związanej z pandemią, ale ma ona również swoje przedkryzysowe, strukturalne źródła. Są nimi przede wszystkim niestabilność i miejscami niska jakość prawa oraz przewlekłość spraw w sądach i urzędach. Słowem – przeregulowanie i biurokratyzacja gospodarki. To nowotwór naszej rzeczywistości, z którym trzeba natychmiast rozpocząć bezlitosną walkę.

Pewne jej symptomy już widać. Zapowiadane jest odchudzenie administracji i przeniesienie kolejnych kategorii formalności do sfery on-line. Jednak z drugiej strony, co chwila słychać o nowych obciążeniach dla konsumentów i przedsiębiorców. Podatek cukrowy, podwyżka abonamentu RTV, opłata mocowa do rachunków za energię. To tylko część zmian, które zaczęły obowiązywać w polskim prawie od 1 stycznia. A apetyt biurokratyczno-lobbingowej hydry rośnie w miarę jedzenia. Już słychać o pomysłach wprowadzenia nawet 6-procentowej opłaty reprograficznej (mającej zasilać kieszenie celebrytów!) od laptopów, tabletów i smartfonów czy podniesienia akcyzy na tzw. wyroby nowatorskie. Na to nie może być zgody. Metoda „krok do przodu, krok do tyłu” do niczego dobrego nas nie doprowadzi.

Unikanie ryzykownych inicjatyw legislacyjnych w rodzaju niesławnej „Piątki dla zwierząt” jest równie ważne jak kreowanie inicjatyw pozytywnych. Zresztą akurat pomysłodawcom „Piątki” życie prawdopodobnie spłata niebawem srogiego figla, bo nie tylko zwierzęta futerkowe będą u nas dalej hodowane, ale dzięki współpracy z Chinami i budowie wspólnego domu aukcyjnego, mamy się stać ośrodkiem globalnego handlu skórami. Oby był to dobry prognostyk na najbliższą przyszłość, pełną ryzyk i wyzwań.

Dr Marian Szołucha

Autor jest ekonomistą

NaszDziennik.pl