logo
logo

Zdjęcie: Mariusz Kamieniecki/ Nasz Dziennik

Wpis jedynym ratunkiem?

Wtorek, 1 lipca 2014 (19:49)

Wpis wędlin na ministerialną listę wyrobów tradycyjnych może być jedynym wyjściem, aby uchronić producentów wędlin przed restrykcjami, jakie niesie za sobą zapowiadana od września zmiana unijnych przepisów dotyczących norm zawartości substancji smolistych w wyrobach wędzonych.

Zgodnie z zapowiedzią od 1 września mają obowiązywać nowe, bardziej rygorystyczne unijne normy dotyczące zawartości substancji smolistych w wyrobach wędzonych tradycyjnymi metodami. Polscy producenci tradycyjnych wędlin wędzonych nad paleniskiem przy użyciu drewna drzew liściastych nie są w stanie sprostać tak restrykcyjnym przepisom.

– Z całą pewnością, przy naturalnych sposobach wędzenia nie jesteśmy w stanie spełnić tych norm. Robiliśmy szereg prób i nic z tego nie wyszło. Jeżeli będziemy chcieli spełnić unijne normy, to nasz produkt nie będzie już taki sam jak wcześniej zarówno pod względem właściwości fizykochemicznych, jak i zapachu i smak – podkreśla w rozmowie z NaszymDziennikiem.pl Fryderyk Kapinos, przewodniczący Polskiego Stowarzyszenia Producentów Wyrobów Wędzonych Tradycyjnie. Na dowód przytacza wyniki zarówno badań rządowych, samorządowych, jak i właścicielskich, które jednoznacznie pokazują, że tradycyjnych wędlin nie da się wyprodukować bez stosowanych od wieków metod wędzenia. Dla producentów zakaz oznaczać będzie utratę klientów. Tylko na Podkarpaciu i w Małopolsce brak możliwości sprostania nowym unijnym normom oznacza likwidację blisko tysiąca masarni i zakładów przetwórstwa mięsnego.

Ani proste, ani łatwe

Wyjściem, według resortu rolnictwa, ma być wpisanie wyrobu na Krajową Listę Produktów Tradycyjnych Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, bowiem wyroby z tej listy nie zostaną objęte nowymi normami. Tymczasem nie jest to ani proste, ani łatwe, trzeba napisać wniosek, uzyskać opinię Polskiej Izby Produktu Regionalnego i Lokalnego oraz wykazać, że tradycja produkcji danego wyrobu sięga pokoleń, podobnie jak jego receptura. W całą tę skomplikowaną procedurę, która trwa przynajmniej kilka miesięcy zaangażowane są także muzea i etnografowie.

– Na Podkarpaciu na ministerialnej liście jest zaledwie dwadzieścia kilka produktów i sześć czy osiem w Małopolsce na około tysiąc wyrobów wędliniarskich – wylicza Kapinos.

Powstaje jednak pytanie, czy Komisja Europejska zgodzi się na taki wariant i co będzie z wyrobami, których z przyczyn obiektywnych do września nie da się wpisać na ministerialną listę. – Ruch jest po stronie ministerstwa, które musi pomóc, żeby przyspieszyć wszystkie procedury, w innym wypadku nie da się tego zrobić na czas. Apelujemy też do wszystkich tych instytucji, aby nas wsparły – dodaje.  

Trzy lata zwłoki?

W Parlamencie Europejskim będzie dzisiaj procedowany projekt rozporządzenia Komisji Europejskiej w zakresie zanieczyszczenia WWA ustalający najwyższe dopuszczalne poziomy wielopierścieniowych węglowodorów aromatycznych w tradycyjnie wędzonym mięsie i produktach mięsnych i tradycyjnie wędzonych rybach i produktach rybnych. Sprawa dotyczy 11 krajów obok Polski m.in. Hiszpanii, Chorwacji, Cypru, Łotwy, Portugalii i krajów skandynawskich. Okres przejściowy od nowych norm wędzenia ma obowiązywać trzy lata i dotyczyć produkcji i sprzedaży tylko w danym kraju. Nie ma zatem mowy o eksporcie  produktów wędzonych w sposób tradycyjny.

Jeżeli projekt przejdzie, każdy kraj będzie musiał te przepisy wprowadzić u siebie. W przypadku Polski derogacja ma dotyczyć właśnie wyrobów wpisanych na Krajową Listę Produktów Tradycyjnych Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, stąd też tak duże zainteresowanie wpisami na listę. – Jeżeli tak się rzeczywiście stanie, to od września nadal będziemy mogli produkować i sprzedawać wyroby wędliniarskie tradycyjnie wędzone, ale nie oznacza to jednak, że będziemy je mogli eksportować – komentuje Fryderyk Kapinos. W jego ocenie, byłoby to tylko połowiczne rozwiązanie.

Powstaje pytanie czy nie można było przeforsować złagodzenia norm wędzarniczych i nie stwarzać problemów, które jak widać są trudne do pokonania i dlaczego resort rolnictwa, który obiecał starania o złagodzenie przepisów unijnych nie robi nic albo bardzo niewiele, żeby pomóc polskim producentom, tym bardziej że jak wielokrotnie informowaliśmy Komisja Europejska była otwarta na negocjacje?

– Jako stowarzyszenie przygotowaliśmy wykładnię prof. Władysława Migdała z Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie na temat wędzenia tradycyjnego wędlin. Wystarczyło tylko przyjąć i zastosować tę definicję w praktyce i w ten sposób ominąć nieżyciowe procedury. Stało się jednak inaczej – akcentuje Kapinos.      

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl