logo
logo

Zdjęcie: Ewa Sądej/ Nasz Dziennik

Projekt PSL krytykuje nawet PO

Piątek, 20 marca 2015 (04:14)

Z Krzysztofem Jurgielem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, ministrem rolnictwa w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Sejmowe komisje: Spraw Unii Europejskiej oraz Rolnictwa i Rozwoju Wsi zajmowały się na wczorajszym posiedzeniu PSL-owskim projektem ustawy regulującej obrót ziemią. Dlaczego jest to zły projekt?

– Opinie ekspertów, ale także nasze odnośnie do tego projektu są negatywne. Propozycja PSL ma wprowadzić kompleksowe uregulowanie ustawy o kształtowaniu ustroju rolnego, ale zawarte w niej rozwiązania są niekorzystne. Po pierwsze wprowadzają nowe instytucje, jak chociażby rejestr nieruchomości rolnych, co spotkało się z negatywną oceną uniwersytetów i krytyką stowarzyszenia geodetów polskich. W Polsce mamy Rejestr ewidencji gruntów i budynków, a PSL chce wprowadzić w ramach Agencji Nieruchomości Rolnych nowy rejestr, który tworzy dodatkowy dokument. W ustawie nie jest to w sposób ścisły uregulowane, co z kolei może doprowadzić do bałaganu w całym systemie rejestracji nieruchomości. Dodatkowo projekt wprowadza instytucję pośrednika w obrocie nieruchomościami w Polsce. Naszym zdaniem wystarczą zapisy, jakie proponowaliśmy w naszym PiS projekcie ustawy, a mianowicie, że nabywcą powinien być rolnik indywidualny, osobiście uprawiać ziemię i przez 10 lat nie może zbyć tej nieruchomości, chyba że sąd na to zezwoli. W projekcie PSL skomplikowane jest także postępowanie decyzyjne, a o przenoszeniu własności nieruchomości ma decydować pośrednik na wzór francuski, co jest zbędną biurokracją. W naszej ocenie, jest to nic innego, jak próba stworzenia dodatkowych stanowisk w Agencji Nieruchomości Rolnych dla działaczy PSL-u.

Mamy zatem do czynienia z projektem robionym na kolanie, skoro krytykuje go nawet  koalicyjna PO, a poseł Artur Dunin określił go jako „mocno niedopracowany”?

– To, że jest niedopracowany, to za mało powiedziane, zresztą wynika to z opinii legislacyjnych i ekspertów pod kierunkiem prof. Beaty Jeżyńskiej z Katedry Prawa Rolnego i Gospodarki Gruntami Uniwersytetu Marii Curie‑Skłodowskiej w Lublinie, która znana jest na poziomie międzynarodowym ze swoich opinii dotyczących obrotu nieruchomościami. Widać Platformie też to nie odpowiada od strony merytorycznej. Natomiast PSL prowadzi grę wyborczą i chce pokazać rolnikom, że jest aktywny i wprowadza system, który ma niby ograniczyć dowolny obrót ziemią i uniemożliwić jej wykup przez cudzoziemców. To jest jednak zagrywka obliczona na pozyskanie głosów rolników.

A co z projektem przygotowanym przez PiS?

– Sytuacja w Sejmie jest kuriozalna. Projekt PiS dotyczący stanu kształtowania ustroju rolnego i projekt PSL-u dotyczący zmian w przepisach dotyczących gospodarowania nieruchomościami rolnymi Skarbu Państwa, w których próbowano wprowadzić rozwiązania będące odpowiedzią na protesty w woj. zachodnio-pomorskim zostały przed dwoma laty przekazane do podkomisji. Jej przewodniczącym jest przedstawiciel PO, która ma większość. Tym samym projekty te celowo nie były procedowane ani uchwalane i w tzw. zamrażarce czekały na projekt rządowy. Teraz poseł Stanisław Kalemba przyniósł uzupełniony projekt, nad którym pracował jako minister rolnictwa i który, odchodząc, zabrał ze sobą i teraz próbuje go przeforsować jako projekt poselski. Z tego, co wiem, projekt ten od lipca był oceniany przez Prezydium Sejmu. Zdecydowano, aby rozpatrywała go sejmowa komisja ustawodawcza, której też zeszło parę miesięcy i dopiero jako druk sejmowy projekt ten trafił w styczniu do Sejmu. Projekty PiS oraz PSL-u zostały skierowane zaś do Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi, natomiast Prezydium Sejmu zdecydowało, aby sprawą zajęły się połączone komisje: Spraw Unii Europejskiej oraz Rolnictwa i Rozwoju Wsi. To taka dziwna gra.

W sytuacji, kiedy niebawem wybory, czy nie lepiej byłoby, aby sprawą zajął się przyszły Sejm?

– Rozsądna debata, co zrobić w tej ważnej kwestii, jest konieczna już dziś. Wszyscy chcą wprowadzać różne rozwiązania np. duńskie, szwedzkie czy niemieckie, natomiast nas blokuje jeden zapis, a mianowicie nie możemy wprowadzić zapisów, które pogarszałyby sytuację rolników z innych krajów Unii Europejskiej. Innymi słowy, nowe prawo nie może pogarszać czy ograniczać nabywania przez rolników nieruchomości rolnych. Przepisy obowiązujące w krajach tzw. starej Unii, a więc np. w Niemczech były wprowadzane w latach 60. i 70. W momencie podpisania traktatu o wstąpieniu Polski do UE stan był taki, a nie inny. Teraz każde nowe rozwiązanie nie może pogarszać sytuacji, jaka była przy rozszerzaniu Unii w maju 2004 r. Stąd jest problem z zastosowaniem u nas ograniczeń, jakie są w innych państwach. Nie możemy zatem wprowadzać rozwiązań, które pogarszałyby sytuację podmiotów zagranicznych, jeśli chodzi o nabywanie nieruchomości rolnych w Polsce. To oznacza, że nie ma mowy o zapisach, które zagwarantowałyby, że nabywcami polskiej ziemi będą tylko polscy rolnicy.      

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl