logo
logo
zdjęcie

Jan Krzysztof Ardanowski

Jak grochem o ścianę

Piątek, 25 września 2015 (11:40)

Polska wystąpi do Komisji Europejskiej o dodatkową pomoc w związku z suszą. Wokół suszy toczy się dziwna gra. Susza faktycznie jest, chociaż jej skutki są pomniejszane przez ministra rolnictwa Marka Sawickiego, który twierdzi, że to nie jest szczególne zjawisko. Przekonuje przy tym, że taka susza występuje co kilka lat i w związku z tym nie nazwie sytuacji tej wyjątkowo dramatyczną. Natomiast co rolnicy sądzą na temat ministra i jego opinii – proszę z nimi o tym porozmawiać.

Na pewno pomoc jest niezbędna i to w pierwszej kolejności dla gospodarstw zajmujących się hodowlą bydła. One najbardziej odczują skutki suszy. Metody szacowania strat, które zaproponowało ministerstwo, nie odzwierciedlają rzeczywistości. Instytut Uprawy, Nawożenia i Gleboznawstwa mówi, że w wielu obszarach Polski suszy nie ma albo nie we wszystkich grupach roślin, a rolnicy są zdesperowani i grożą protestami. Nie ma dnia, żeby nie dzwonili do nas, posłów, i żeby nie mówili, że państwo zostawiło ich samych sobie.

Teraz mamy taką sytuację. Rząd powinien udzielić pomocy, bo to jest sprawa nadzwyczajna. Pomocy zaoferował niewiele, bo tylko 450 mln zł. Straty suszowe organizacje rolnicze szacują na wiele miliardów złotych. Straty te jeszcze nie są do końca policzone, co stanowi dowód na słabość państwa, które nie umie w takiej sytuacji dokonać wiarygodnych szacunków i ocen.

Przeznaczono tylko 450 mln, bo twierdzono, że dużą pomoc udzieli nam Unia Europejska. Marek Sawicki wnioskował o kwotę 900 mln euro, czyli grubo ponad 3,5 mld zł. Gra szła o duże pieniądze. Tylko że Komisja Europejska przyznała Polsce… 28,95 mln euro. Wnioskowaliśmy o 900 mln euro… To jest kropla w morzu potrzeb. To też pokazuje pozycję Polski w Unii. To, jak te pieniądze będą dzielone, jest sprawą nieistotną w tej chwili.

W dalszym stopniu pozostaje problem realnej pomocy. Minister Sawicki twierdzi, że rozmawiał z komisarzem ds. spraw rolnictwa Philem Hoganem. Ten powiedział, że się zastanowi nad tą kwestią, ale Polska musi złożyć wniosek formalny. Wtedy może pilotażowo dla Polski, Rumunii i Austrii jakieś środki na pomoc by się znalazły. Ale moim zdaniem to wszystko trzeba włożyć między bajki. Gdyby KE chciała pomóc krajom dotkniętym suszą, już dawno by to rozważała. Teraz jest to kolejna kiełbasa wyborcza.

Zabierając głos w Sejmie, stwierdziłem, że jeżeli nie udało się uzyskać wsparcia z Unii Europejskiej, nie zaangażowała się w to premier, a minister rolnictwa nie był w stanie uzyskać większych środków niż ta kropla w morzu potrzeb, którą KE zaoferowała, to pomocy musi udzielić państwo polskie. Jak umiesz liczyć, to licz na siebie. Trzeba sięgnąć do rezerw państwa i dokonać przesunięć w budżecie. Wnioskowałem też o to, że jeżeli rząd nie ma wystarczających pieniędzy, to niech dokona zmian w budżecie. Na razie – mówiąc wprost – wszystkie apele są jak grochem o ścianę. 

Jan Krzysztof Ardanowski

Autor jest posłem PiS, zastępcą przewodniczącego sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

NaszDziennik.pl