logo
logo

Zdjęcie: E.Sądej/ Nasz Dziennik

GMO będzie dopuszczone?

Czwartek, 8 listopada 2012 (02:20)

Prezydencki projekt ustawy o nasiennictwie otwiera możliwość legalnego uprawiania roślin modyfikowanych genetycznie - alarmują posłowie opozycji. Nie udało im się jednak przeforsować wniosku o odrzucenie projektu w pierwszym czytaniu.

Nowe prawo ma zastąpić ustawę z 2003 r., która zakazuje uwalniania GMO do środowiska. Nad nowelizacją pracowała podkomisja powołana wspólnie przez sejmowe komisje ochrony środowiska i rolnictwa.

Posiedzenia podkomisji miały burzliwy przebieg, posłowie PiS zarzucili przewodniczącej Dorocie Niedzieli (PO), że dążyła do szybkiego przyjęcia poprawek korzystnych dla zwolenników GMO. Dlatego z projektu prezydenta zniknęły te artykuły, które utrzymywały w mocy te zapisy ustawy z 2003 r., które były wymierzone przeciwko roślinom modyfikowanym.

Poseł Krzysztof Ardanowski (PiS) uważa, że parlamentarzyści posunęli się za daleko.

- Zmiany wprowadzone do projektu prezydenckiego są wbrew intencjom Bronisława Komorowskiego, który opowiedział się za utrzymaniem zakazu rejestracji upraw GMO - mówił Ardanowski.

Paweł Połanecki z koalicji Polska wolna od GMO przekonywał posłów, że zmienili sens ustawy o nasiennictwie, bo z projektu zniknął choćby tak kluczowy zapis jak ten, że odmian roślin modyfikowanych nie wpisuje się do krajowego rejestru upraw. I to by już stawiało tamę GMO.

Ponadto podkomisja wykreśliła z prezydenckiego projektu artykuły mówiące o nałożeniu na sprzedawców nasion obowiązku składania oświadczenia o tym, czy materiał siewny, jaki sprzedają, należy czy też nie do kategorii GMO. Co więcej, prezydent chciał utrzymania zakazu wysiewania odmian organizmów modyfikowanych, a za złamanie zakazu obrotu lub wysiewu GMO miały być nakładane wysokie finansowe kary (do 300 proc. wartości nasion).

Te artykuły z projektu posłowie też wykreślili.

- Ustawa nie powinna być procedowana, bo grozi jej zawetowanie przez prezydenta - ostrzegał Połanecki posłów z komisji środowiska i rolnictwa. Tłumaczył, że autor projektu - czyli Bronisław Komorowski - może uznać, że to już nie jest jego ustawa, i może skorzystać z prawa do odmówienia jej podpisania.

Ale koalicja PO - PSL najwyraźniej tego weta się nie boi. I raczej nie ma ku temu powodów, gdyż Olgierd Dziekoński, minister w Kancelarii Prezydenta, wytłumaczył, że nie będzie problemu naruszenia intencji głowy państwa, jeżeli w ustawie znajdzie się przepis dopuszczający co prawda rejestrację GMO, ale jednocześnie będą zakazy uprawiania takich roślin. I koalicja stara się uspokoić prezydenckich urzędników, że tym warunkom sprosta.

Rząd ma wydać rozporządzenie

Poseł sprawozdawca Dorota Niedziela (PO) powiedziała, że prezydencki projekt ustawy o nasiennictwie przewiduje, że w polskich rejestrach będzie można umieszczać nasiona wpisane do europejskiego rejestru. Ponieważ w unijnych wykazach są obecne nasiona roślin modyfikowanych, Polska również będzie musiała je rejestrować, bo inaczej grożą nam wysokie kary. Ale jednocześnie poseł Niedziela przekonywała, że w projekcie jest możliwość wydania przez rząd rozporządzenia zakazującego uprawy GMO.

- Takie rozporządzenie może być wydane przez Radę Ministrów bez konsultacji z Unią Europejską - mówiła Dorota Niedziela. Wystarczy bowiem, że minister rolnictwa powiadomi Brukselę o rozporządzeniu. - Daje to możliwość uwolnienia Polski od GMO - utrzymywała pani poseł. I dodawała, że nowa ustawa da też władzom instrument do kontrolowania jej przestrzegania przez rolników.

To wszystko prawda, ale pod warunkiem że rząd takie rozporządzenie wyda, a tego nie możemy być pewni. Bo możliwość to nie nakaz, a gdyby posłowie wpisali do ustawy zakaz sprzedawania i wysiewania GMO (poza np. plantacjami prowadzonymi w celach naukowych), nakazując rządowi wydanie w tej materii przepisów wykonawczych, sytuacja byłaby klarowna.

Odrzucenie odrzucone

Sejmowa większość nie zgodziła się na zachowanie w mocy najważniejszych artykułów ustawy z 2003 roku, choć opozycja apelowała, aby tak postąpić, gdyż UE pracuje nad nowym prawem, kompleksowym, na temat GMO.

Wiceminister rolnictwa Kazimierz Plocke przekonywał, że przez ostatni rok prace nad nowym prawem nie posunęły się ani na jotę do przodu, więc polski Sejm nie ma co czekać na decyzje europarlamentu.

W tej sytuacji poseł Robert Telus (PiS) złożył wniosek o odrzucenie projektu ustawy o nasiennictwie już w pierwszym czytaniu, ale nie uzyskał on większości i przepadł stosunkiem głosów 18 do 26.

Krzysztof Losz

Nasz Dziennik