Uprawom pszenicy, rzepaku czy jęczmienia zaszkodziło przede wszystkim to, że duże mrozy nie zostały poprzedzone opadami śniegu, który jest dla nich zimą naturalną osłoną. W efekcie niczym nieosłonięte rośliny były narażone na bardzo niskie temperatury – w nocy w wielu regionach Polski było znacznie poniżej 20 st. C oraz wiatr. Jeszcze gorsza sytuacja była w tych miejscowościach, gdzie przed nadejściem fali mrozów padał deszcz.
– Ziemia była wtedy nasiąknięta wodą, a gdy zamarzała, lód mógł uszkodzić korzenie i liście rzepaku lub zbóż – tłumaczy Arkadiusz Konieczny, doradca rolny.
Eksperci wskazują również, że wyjątkowo ciepły grudzień przyczynił się do tego, że uprawy niezbyt dobrze się zahartowały na przyjście chłodów. I problem przemarznięć będzie dotyczył zwłaszcza plantacji na słabszych glebach.
Sami rolnicy są świadomi zagrożeń. – Ubiegłoroczna susza spowodowała przecież także znaczne opóźnienie siewów ozimin, w moim gospodarstwie nawet o trzy tygodnie. Przez to pszenica nie jest dobrze rozkrzewiona, ma mniej liści niż w normalnym roku, gdy udawało się dochować optymalnych terminów siewu – wyjaśnia rolnik Bogusław Łuczak.
Specjaliści i producenci rolni są zgodni, że skala wymarznięć będzie wyższa niż w poprzednich latach. Ale jak duży będzie to problem, trudno jest już teraz oszacować. Trzeba poczekać na wiosnę, gdy uprawy wrócą do okresu wzrostu i wtedy będzie można ocenić, które uprawy przetrwały, a które zniszczyły mrozy i trzeba będzie je zaorać, a w miejsce ozimin zasiać zboża jare.
Konrad Piotrowski, współwłaściciel firmy handlującej nawozami i środkami ochrony roślin, wskazuje, że część rolników kupuje kwalifikowany materiał siewny, który jest wysokiej jakości i daje większe szanse na to, że zboże przetrwa nawet wysokie mrozy. Ponadto część rolników stosuje też jesienią specjalne zabiegi agrotechniczne, które poprawiają stan upraw. – Ale i tak dopiero wiosna pokaże, na ile te działania okazały się skuteczne – zastrzega Piotrowski.

