logo
logo
zdjęcie

Jan Krzysztof Ardanowski

Szukamy nowych rynków zbytu

Piątek, 1 lipca 2016 (04:15)

Rosyjskie embargo na produkty żywnościowe z krajów Unii Europejskiej potrwa minimum do końca 2017 roku – prezydent Rosji Władimir Putin podpisał stosowny dekret w tej sprawie. Sankcje wpisują się w politykę Rosji, i to nie tylko w kwestii stawiania warunków i szantażowania Unii Europejskiej.

W Polsce niewiele się o tym mówi, ale Rosja wiele lat temu postawiła na silne rozwinięcie swojego rolnictwa. W szczególności w pierścieniach wielkich miast – Moskwy, Petersburga itd. Na ten projekt przeznaczono ogromne pieniądze. W celu rozwinięcia produkcji roślinnej ściągnięto najnowocześniejsze maszyny ze Stanów Zjednoczonych i Europy Zachodniej. Postawiono również na produkcję zwierzęcą, a w szczególności produkcję mleka i wyrobów mlecznych.

Bardzo często usłyszeć można stwierdzenia, że jakbyśmy byli ulegli wobec Rosji, to ci kupowali by od nas nadwyżki żywności. Myślenie takie jest nieuprawnione i pozostaje jedynie w sferze marzeń. Rosja staje się wielkim producentem żywności, m.in. jednym z największych eksporterów zboża na świecie. Nauczyli się wreszcie uprawiać swoje ogromne obszary, zatrudnili agronomów z Europy Zachodniej. Pamiętam, jak w Holandii w szkołach rolniczych uczono się języka rosyjskiego po to, aby uczestniczyć w inwestycjach w Rosji.  

Rosjanie mogą sobie pozwolić na przedłużanie embarga, bo mają coraz większą własną produkcję oraz dostawy z krajów spoza Unii Europejskiej. Dlatego też trzeba obiektywnie stwierdzić, że o legalnym dostępie do rosyjskiego rynku musimy zapomnieć na latach.

W związku z tym część krajów Unii Europejskiej próbuje rozbić solidarność unijną, dogadując się indywidualnie z Rosjanami. To jest przykład łamania prawa europejskiego. Skoro wszyscy upominamy się o zaprzestanie działań wojennych na Ukrainie, to wszyscy musimy ponosić konsekwencje sprzeciwu wobec Moskwy. Rosjanom zależy na tym, aby wyjmować pojedyncze kraje Unii. Putin wielokrotnie mówił o tym, że nie chce negocjować z Unią, ale chętnie spotka się z Francuzami, Niemcami, Duńczykami itd.

Jeżeli projekt polityczny i gospodarczy – Unia Europejska – ma przetrwać, to musimy trzymać się razem. Nie możemy zgodzić się na to, żeby ktoś z wewnątrz niszczył Unię, nawet gdy to jest w jego interesie ekonomicznym.

W Europie pojawiło się wielkie parcie na rynki azjatyckie, a szczególnie Chiny. W tej materii Warszawa wykazuje dużą aktywność. Swoje wizyty do Państwa Środka odbyli prezydent Andrzej Duda i minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel. One przekuły się na konkrety, których zwieńczeniem było podpisanie szeregu umów gospodarczych podczas wizyty przewodniczącego Chińskiej Republiki Ludowej Xi Jinpinga w naszym kraju. Dzięki temu naszą żywność będzie można jeść przy Wielkim Murze Chińskim.

Nie zasypiamy gruszek w popiele i szukamy nowych rynków zbytu. Takie działania trzeba podjąć, a nie oglądać się na chimeryczny rynek rosyjski, bo tam polityka decyduje o handlu.

Jan Krzysztof Ardanowski

Autor jest posłem PiS, zastępcą przewodniczącego Sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

NaszDziennik.pl