logo
logo

Pod
patronatem „Naszego Dziennika”

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Ofiara polskiej wsi

Wtorek, 14 maja 2019 (03:33)

Polscy rolnicy wielokrotnie stawali w obronie polskiej ziemi i Kościoła. Czy pamiętamy o tej ofierze?

 

Od Mszy Świętej w bazylice archikatedralnej pw. Męczeństwa św. Jana Chrzciciela w Warszawie rozpoczęło się świętowanie 38. rocznicy rejestracji NSZZ Rolników Indywidualnych „Solidarność”. Następnie zebrani złożyli kwiaty przy grobie kardynała Stefana Wyszyńskiego.

Punktem kulminacyjnym niedzielnych uroczystości, nad którymi patronat objął prezydent Andrzej Duda, była konferencja „Wczoraj… Dziś… Jutro… – Trudne początki, jasne cele. 38 lat NSZZ RI ’Solidarność’”, podczas której zaprezentowano historię i wieloletni dorobek związku. Uhonorowano także jego wybitnych działaczy.

Złotą Statuetkę NSZZ RI „Solidarność” przyznano Instytutowi Pamięci Narodowej – w uznaniu szczególnej roli tej instytucji na polu zachowania pamięci i upowszechniania wiedzy o udziale polskiej wsi w walce o wolną Polskę. – W wieku XX dwa razy losy Polski zależały od polskiej wsi. To jest rok 1920 – wtedy chłop polski nie uległ bolszewickiej propagandzie i chwycił za broń w obronie kraju. Kilkadziesiąt lat później, na przełomie lat 40. i 50., gdy miliony ludzi przywdziewało czerwone krawaty, to polska wieś stawała w obronie ziemi i polskiego Kościoła. Gdyby wtedy, płacąc za to ogromną cenę, tego nie zrobiono, dzieje Polski biegłyby inaczej. Ale ofiara była też duża – podkreślił w swoim przemówieniu prezes IPN dr Jarosław Szarek.

Przypomniał przy tym powojenne represje aparatu komunistycznego wobec Polskiego Stronnictwa Ludowego. – To były dziesiątki tysięcy aresztowanych – tak próbowano zdławić opór na polskiej wsi – wskazał dr Szarek.

Ostoja wiary i własności

W czasach powojennych to nie kto inny jak właśnie polski rolnik przeciwstawił się kolektywizacji wsi, zakładaniu kołchozów. – Utrzymaliście polską tradycję. Polska wieś do dziś jest ostoją polskości, ostoją wiary i ostoją własności. Dzięki polskim rolnikom podczas komunizmu nie zabrakło żywności. Dzięki wam Polska mogła przetrwać – zaznaczył obecny na konferencji Marek Suski, szef gabinetu politycznego premiera.

Niezależny Samorządny Związek Zawodowy Rolników Indywidualnych „Solidarność” zarejestrowano 12 maja 1981 roku. Po wprowadzeniu 13 grudnia 1981 roku stanu wojennego związek został zdelegalizowany, ale działał w podziemiu do kwietnia 1989 roku. Zdaniem historyków IPN, w działalność ruchu mogło być zaangażowanych nawet 700-800 tys. osób. Związek walczył o przywrócenie rolnikom równoprawnego miejsca w polskim społeczeństwie, a jego największym osiągnięciem było zatrzymanie i przeciwstawienie się kolektywizacji gospodarstw. Rolnicy wywalczyli m.in. gwarancje nienaruszalności chłopskiej własności wraz z prawem do dziedziczenia, zrównanie w prawach rolników indywidualnych z rolnictwem państwowym i spółdzielczym oraz zniesienie ograniczeń w obrocie gruntami rolnymi.

Za przynależność do związku po 13 grudnia 1981 roku wielu jego działaczy zostało internowanych. Jednym z nich był Eugeniusz Miąsko, współzałożyciel NSZZ RI na Śląsku. Mężczyzna był internowany w więzieniu w Strzelcach Opolskich. – Pamiętam to jak dziś. O godzinie trzeciej w nocy ubecy wdarli się z wielkim łomotem do naszego mieszkania. Moi synowie byli wtedy zupełnie mali. Płakali z przerażenia. Ubecy szarpali mnie i bili. Siłą zawlekli do samochodu. Do dziś nie mogę spokojnie o tym mówić – mówi nam pan Eugeniusz.

Obawy o przyszłość

Rolnicy są przekonani co do jednego: NSZZ RI jest jedynym związkiem, który reprezentuje interesy wsi. – Nasz związek najlepiej broni naszych praw, dopominając się od kolejnych rządów poprawy naszej sytuacji – mówią. – Rolnictwo było od lat strasznie opuszczone. I nadal tak częściowo jest. Widoczne jest to przede wszystkim w hodowli trzody chlewnej i krów. Stało się to po prostu nieopłacalne, wielu rolników zrezygnowało z tej hodowli – tłumaczy w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” pan Wojciech z Zamojszczyzny. – Walczymy o polską ziemię, o ceny zbytu. Mamy wprawdzie dopłaty, ale i tak hodowców krów czy tucznika na wsi jest dziś mniej. Kiedyś w każdym gospodarstwie były krowy i świnie. Teraz tak nie jest. W mojej wsi zwierzęta hoduje tylko kilku gospodarzy – mówi z kolei pan Ferdynand z województwa lubelskiego.

Gospodarze liczą na pomoc państwa w związku z tegoroczną suszą. Minister rolnictwa Jan Ardanowski zapewnił niedawno, że nie zostaną bez pomocy. – Jeżeli problemy suszowe będą się utrwalały, będzie podejmowana decyzja Rady Ministrów o uruchomieniu środków pomocowych. Rolnicy bez pomocy nie pozostaną – zaznaczył. – U nas na Lubelszczyźnie są gospodarstwa, gdzie w ubiegłym roku z powodu suszy rolnicy zebrali plony o 70 procent mniejsze. Zobaczymy, jak będzie w tym roku – bardzo niepokoi nas ta obecna susza. Liczymy na to, że rząd nie wycofa się z obietnic i nam pomoże – zaznacza pan Ferdynand.

Anna Ambroziak

Nasz Dziennik